Inflacja znów spadła i jest poniżej 3 proc. Ceny żywności wciąż rosną, ale już wolniej. Za to paliwa o 23 proc. w dół

Główny Urząd Statystyczny podał wstępny odczyt inflacji za maj. Wynika z niego, że wzrost cen znów wyhamował - i to wyraźnie. Żywność też drożeje wolniej. Rząd spodziewa się dalszego hamowania, a według części ekonomistów za rok o tej porze możemy być na granicy deflacji - czyli spadku cen.

Inflacja w maju spadła do 2,9 proc. w ujęciu rok do roku, z 3,4 proc. w kwietniu - podał GUS w tak zwanym szybkim szacunku. Te wstępne dane pokazują wyraźne hamowanie inflacji, zresztą zgodnie z przewidywaniami ekspertów. W ujęciu miesiąc do miesiąca, czyli w porównaniu z kwietniem, ceny ogółem spadły o 0,2 proc.

Przypomnijmy, jeszcze w marcu inflacja była na poziomie 4,6 proc., a w lutym 4,7 proc. rok do roku.

GUS: inflacja w maju 2,9 proc.

To odczyt wstępny, nie znamy więc jeszcze wszystkich składowych inflacji, Główny Urząd Statystyczny podaje tylko te podstawowe. I tak ceny w kategorii żywność i napoje bezalkoholowe w maju były wyższe o 6,1 proc. rok do roku (czyli w porównaniu z majem 2019). To nadal wyraźny wzrost, ale też wolniejszy niż w kwietniu, wtedy wyniósł on 7,4 proc. W ujęciu miesiąc do miesiąca, czyli w odniesieniu do kwietnia 2020 r., ceny żywności wzrosły bardzo nieznacznie, o 0,1 proc.

Zobacz wideo Jak wybrać nowe mieszkanie w czasach koronawirusa? Pomysłem jest wirtualny spacer

Ekonomiści PKO BP piszą, że ceny żywności podbijają warzywa i przede wszystkim owoce, a spadają według nich ceny mięsa, głównie wieprzowiny. Ich zdaniem, inflacja w kolejnych miesiącach "pozostanie podwyższona z uwagi na czynniki klimatyczne (przymrozki, susza)". 

GUS podał też, że ceny nośników energii w maju wzrosły o 5,2 proc. rok do roku (i spadły o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca), a ceny paliw zmniejszyły się aż o 23,4 proc. rok do roku (oraz 4,5 proc. w porównaniu z kwietniem). 

O cenach paliw i polityce czytaj więcej tutaj: Jacek Sasin mówił o cenach paliw jako o sukcesie PiS i uderzał w PO. Nie wspomniał o ropie naftowej i kryzysie

Co dalej z inflacją? 

Ministerstwo Rozwoju spodziewa się, że inflacja dalej będzie spadać i w czerwcu wyniesie około 2,8 proc. rok do roku. Tego samego oczekują też eksperci - i ma to związek m.in. z pandemią koronawirusa. Ekonomiści Pekao SA spodziewają się nawet, że na początku przyszłego roku możemy znaleźć się blisko deflacji, czyli spadku cen. 

To zjawisko, z którym mierzy się już połowa państw Unii Europejskiej (choć Polska jest wciąż w czołówce krajów UE z najwyższą inflacją). I wbrew pozorom wcale nie jest to dla gospodarki korzystne. Spadek cen konsumentów może ucieszyć, ale na krótko. Jeśli będzie się utrzymywać, może sprawić, że firmy obniżą produkcję (bo będzie stawać się mniej opłacalna) i zaczną zwalniać pracowników. Deflacja kojarzona jest często ze spowolnieniem gospodarczym lub kryzysem. Bo jeśli ludzie tracą pracę i mają mniej pieniędzy, to też mniej wydają. A w konsekwencji mniejszego popytu na towary i usługi, spadają ich ceny.

I odwrotnie: w czasie silnego wzrostu gospodarczego i wzrostu dochodów społeczeństwa z reguły rosną ceny. W Polsce inflacja silnie wzrosła na początku tego roku, ekonomiści tłumaczyli to wtedy między innymi opóźnieniem firm w podnoszeniu cen usług (w odpowiedzi na podniesienie pensji minimalnej), widać też było rosnące koszty utrzymania mieszkania (wywóz śmieci, prąd). Oczywiście, ceny żywności i energii podążają często trudnymi do przewidzenia ścieżkami (jak ostatnie załamanie na ropie naftowej czy wspomniane już czynniki pogodowe i klimatyczne, wpływające na ceny żywności). 

Do tego dochodzą jeszcze działania NBP i kolejne (zaskakujące) cięcia stóp procentowych. Teoretycznie, niższe stopy powinny oddziaływać w kierunku wzrostu cen, bo oznaczają tańsze kredyty w bankach, czyli większy dostęp do pieniędzy na wydatki i inwestycje, ale też jesteśmy w czasie kryzysu, kiedy decyzje o zakupach podejmuje się ostrożniej.