Rząd chce, by lekarze bardziej anagażowali się w pracę przy pandemii. Ale tych lekarzy zwyczajnie nie ma

- Będziemy pracowali nad tym, żeby personel medyczny w znacznie większym stopniu zaangażował się w walkę z pandemią - mówił w czwartek minister zdrowia Adam Niedzielski. W podobnym tonie wypowiadał się premier Mateusz Morawiecki. Choć oczywiście to nic dziwnego, że rząd prosi o "wszystkie ręce na pokład", to jednak w takich momentach ujawniają się m.in. wieloletnie zaniedbania w systemie ochrony zdrowia.

Jak zapowiadał w czwartek minister zdrowia, część personelu medycznego z dotychczas wykonywanych zadań ma zostać "przesunięta do walki z COVID-19. Niestety, polska "kołderka, którą teraz trzeba naciągnąć", jest wyjątkowo krótka.

Z danych OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) wynika, że Polska ma zaledwie 2,4 lekarzy na 1000 mieszkańców - to najmniej spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Gwoli ścisłości - dane dla Polski pochodzą z 2017 r., ale niestety w ostatnich latach sytuacja nie zmieniła się diametralnie.

embed

Jeśli chodzi o opiekę pielęgniarek, to mamy ich w Polsce 5,1 w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców. Mniej mają tylko Grecy i Łotysze.

embed

"Dane do przemyśleń" o liczbie lekarzy i pielęgniarek w Polsce opublikował na Twitterze także Michał Bulsa z Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej.

Nie tylko liczba, ale i wiek lekarzy i pielęgniarek jest w Polsce poważnym problemem. Ponad połowa z nich ma więcej niż 50 lat. To oznacza, że sami są w grupie ryzyka cięższego przebiegu COVID-19 w razie zachorowania.

Czytaj więcej: System ochrony zdrowia w Polsce. Lekarzy i pielęgniarek niemal najmniej w Unii, wkrótce będą masowo przechodzić na emerytury

Minister zdrowia przegrupowuje lekarzy i pielęgniarki

Podobnie jak dzieje się w niektórych innych krajach (np. Czechach), także w Polsce minister zdrowia zwiększył już liczbę personelu medycznego, wydając rozporządzenie pozwalające na wykonywać obowiązków anestezjologicznych lekarzom po czwartym roku specjalizacji - pod warunkiem, że mają przynajmniej sześciomiesięczne doświadczenie w opiece nad pacjentami w stanie ciężkim. Ministerstwo Zdrowia szacuje, że to ok. 500-600 dodatkowych medyków.

W walkę z COVID-19 zostaje także w większym stopniu zaangażowany personel, który dotychczas zajmował się leczeniem innych chorób. Nie zawsze spotyka się to z aprobatą lekarzy. 

Nie ma anestezjologów i zakaźników, latami na to ciężko pracowano

- ostrzega Jakub Kosikowski, obecnie rezydent w szpitalu w Puławach. Z kolei Porozumienie Chirurgów alarmuje - medycy są na skraju wytrzymałości. A "Głos Wielkopolski" donosi, iż iż z Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego w Poznaniu odchodzą kolejni lekarze, brakuje m.in. anestezjologów.

O tym, że w walce z pandemią ważna jest nie tylko liczba wolnych łóżek i respiratorów (których według danych Ministerstwa Zdrowia w całym kraju jest ponad połowa), ale przede wszystkim personelu przypominają kolejni medycy.

Bez specjalistycznego personelu nawet najbardziej nowoczesny sprzęt jest bezużyteczny. Kadra medyczna to dla nas największy skarb, o który musimy więc jak najlepiej dbać

- tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl Maria Włodkowska, rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.