Puste ulice, bezludne place. Godzina policyjna we Francji. Są i obawy. "Ludzie stracą pracę"

Paryż i osiem innych dużych francuskich miast wprowadziło godzinę policyjną. Od soboty wieczorami i w nocy obowiązuje tam zakaz poruszania się poza domem, który dotyczy łącznie ponad 20 milionów ludzi. Francja próbuje ograniczyć rozprzestrzenianie się drugiej fali pandemii koronawirusa. Podobne kroki podejmują inne europejskie państwa, w tym Polska, próbując jednocześnie uniknąć pełnego lockdownu. Ale obawy o gospodarkę i tak się pojawiają.

Opustoszałe Pola Elizejskie, na placach Vendome i Concorde żywego ducha, wagony metra bez pasażerów. W sobotę w dziewięciu francuskich miastach, w tym w Paryżu, Marsylii i Lyonie, zaczęła obowiązywać godzina policyjna. Między 21:00 a 6:00 rano mieszkańcy mają pozostać w domach. 

Francja. Puste Pola Elizejskie w Paryżu po wprowadzeniu godziny policyjnej.Francja. Puste Pola Elizejskie w Paryżu po wprowadzeniu godziny policyjnej. Fot. Lewis Joly / AP Photo

Francja. Paryż i inne duże miasta z godziną policyjną

Zamknięte są kawiarnie, bary, teatry, kina i sale sportowe. Przemieszczać mogą się tylko ci, którzy tego potrzebują z ważnych względów, jak powrót z lub droga do pracy, pomoc bliskim osobom, powody zdrowotne i wyprowadzanie zwierząt. Francuski rząd zaangażował 12 tysięcy policjantów do pilnowania przestrzegania zasad. Kara za złamanie godziny policyjnej to 135 euro. Zakaz przemieszczania się poza domem w nocy wprowadzono na cztery tygodnie z możliwością przedłużenia do sześciu tygodni.

Francja. Policja w Lille sprawdza, czy przestrzegane są zasady godziny policyjnej.Francja. Policja w Lille sprawdza, czy przestrzegane są zasady godziny policyjnej. Fot. Michel Spingler / AP Photo

Premier Francji, ogłaszając decyzję w tej sprawie, mówił, że nie będzie wyjątku dla żadnej branży. "Jestem pewien, że wszyscy się dostosują, łącznie z sektorem kultury, pomimo trudnej sytuacji, w której się znajduje - z czego zdaję sobie sprawę" - stwierdził Jean Castex. Według prezydenta Emmanuela Macrona to konieczne kroki, by zapobiec załamaniu systemu opieki szpitalnej. W sobotę liczba nowych przypadków zakażeń wyniosła ponad 32 tysiące - to największy dzienny przyrost od początku epidemii w tym kraju. 

Ale obawy o to, jak częściowy lockdown przełoży się na gospodarkę, są. Narzekają na przykład właściciele restauracji, w których uderzył już wcześniejszy, wiosenny lockdown. "Na pewno będą pracownicy, którzy stracą swoje zatrudnienie, niektóre restauracje zbankrutują" - twierdzi, cytowany przez Agencję Reutera, Stefano Anselmo, menedżer jednej z paryskich restauracji. 

Nie tylko Francja. Obostrzenia w Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii

Rządy europejskich państw stają w ostatnich tygodniach przed trudnym decyzjami, skala drugiej fali koronawirusa w wielu krajach jest znacznie większa niż ta z wiosny. I chociaż nowe obostrzenia nie są tak drastyczne jak te sprzed kilku miesięcy, negatywny wpływ na gospodarkę może się pojawić.

W niektórych niemieckich miastach (tam, gdzie zakażeń jest najwięcej w przeliczeniu na liczbę mieszkańców) zdecydowano o wcześniejszym zamykaniu lokali gastronomicznych - o 23:00. I chociaż wydaje się, że nie jest to drastyczne ograniczenie, z branży nadchodzą głosy przekonanych, że uderzy to w ich finanse. "To katastrofa" - mówi Associated Press Thomas Metzmacher, właściciel restauracji we Frankfurcie nad Menem. Jego zdaniem, oznacza to, że ludzie nie zostaną po posiłku na dodatkowego drinka, a to stąd ma pochodzić istotna część zysków. 

Czytaj też: Gorący apel Angeli Merkel. "Pozostańcie, jeśli to możliwe, w domach"

Wprowadzenie na nowo pewnych ograniczeń rozważają Włochy (premier ma je przedstawić w niedzielę), restrykcje pojawiły się również w Holandii, gdzie wszystkie bary i restauracje mogą sprzedawać jedzenie i napoje tylko na wynos, a w domu można przyjmować nie więcej niż trzech gości dziennie. W Belgii bary i restauracje od poniedziałku na miesiąc zostaną zamknięte, pojawi się też godzina policyjna (od północy do 5:00 rano), a rodziny będą mogły utrzymywać bliskie kontakty tylko z jedną i tą samą osobą (to zasada tak zwanej bańki społecznej).

Belgia, Antwerpia. Ostatnie wyjścia do restauracji, od poniedziałku mają one zostać zamknięte na miesiąc.Belgia, Antwerpia. Ostatnie wyjścia do restauracji, od poniedziałku mają one zostać zamknięte na miesiąc. Fot. Virginia Mayo / AP Photo

W Czechach, gdzie w sobotę liczba nowych przypadków zakażeń przekroczyła 11 tysięcy, w spotkaniach może uczestniczyć nie więcej niż sześć osób, we wszystkich szkołach (w tym podstawowych) nauczanie odbywa się zdalnie, zamknięte są bary i restauracje, kina i teatry. W Wielkiej Brytanii Londyn został przeniesiony do "wysokiego poziomu" (w trójstopniowym systemie) ryzyka zakażeń (to oznacza m.in., że mieszkańcy nie mogą spotykać się z nikim spoza ich gospodarstwa domowego).

W Portugalii za kilka dni wejdzie w życie zakaz spotkań w gronie większym niż pięcioosobowe, w hiszpańskiej Katalonii restauracje mogą sprzedawać jedzenie tylko na wynos, wprowadzono też m.in. ograniczenia w sklepach, Słowacja ogłosiła, że zamierza przetestować na koronawirusa wszystkich mieszkańców w wieku powyżej 10 lat.

Restrykcje zwiększono także oczywiście w Polsce, gdzie od soboty blisko połowa kraju, w której mieszka ponad 60 proc. mieszkańców, objęta jest czerwoną strefą, pojawiły się też nowe restrykcje.

>>>Niemal pół Polski w strefie czerwonej. Od soboty nowe obostrzenia [LISTA POWIATÓW]

Co na to gospodarka?

Europejskie państwa w czasie pierwszej fali pandemii i lockdownów o znacznie szerszym zakresie, przeznaczyły łącznie setki miliardów euro na wsparcie miejsc pracy, teraz część z tych programów pomocowych wygasa, a ekonomiści tną prognozy PKB. Associated Press przytacza opinię głównego ekonomisty firmy Allianz, według którego w czwartym kwartale tego roku skurczą się gospodarki Francji, Hiszpanii i Niemiec, a być może także Włoch i Portugalii. Niemcy - co ważne dla Polski - wydają się być bardziej odporne. 

Ale i u nas spadek PKB w ostatnim kwartale roku może być głębszy, niż wcześniej się spodziewano - (ekonomiści Pekao SA szacują go teraz na 4 proc. rok do roku), a odbicie w przyszłym roku mniejsze (mBank obniżył właśnie swoją prognozę wzrostu PKB na 2021 r. do 3,8 proc. z 4,9 proc). Ważny jest nie tylko bezpośredni wpływ ograniczeń na poszczególne biznesy, ale i - a nawet przede wszystkim - zachowania samych konsumentów. 

>>>Czytaj więcej na ten temat tutaj: Koronawirus. Pierwsze cięcie prognoz PKB Polski i ponury wniosek ws. nowych restrykcji

Zobacz wideo Czy druga fala kryzysu uderzy w rynek pracy?