Lublin. Właściciel restauracji sprzedaje dom. W ten sposób chce ratować miejsca pracy

Właściciel dwóch lubelskich restauracji Jacek Abramowski zdecydował się wystawić dom na sprzedaż. Ma mu to pozwolić przetrwać kolejne miesiące zamrożenia gospodarki.

Pandemia koronawirusa oraz liczne obostrzenia bardzo mocno uderzyły w branżę gastronomiczną. Od połowy października restauracje mogą sprzedawać jedzenie tylko na wynos, co w znaczący sposób wpływa na obniżkę dochodów. W związku z tym wielu przedsiębiorców znajduje się w bardzo trudnym położeniu finansowym

Zobacz wideo Nie wszystkie branże są uwzględnione w tarczy? "Kto nie krzyczy, jest pominięty" [#BiznesWalczy]

Lublin. Restaurator walczy o przetrwanie. Zatrudnia 30 osób w dwóch restauracjach 

"Dziennik Wschodni" opisuje historię lubelskiego restauratora Jacka Abramowskiego, który sprzedaje dom, aby nie zwalniać swoich pracowników. Mężczyzna prowadzi dwie restauracje w Lublinie, w których zatrudnionych jest około 30 osób - Wszyscy są w tej chwili na minimalnych pensjach, ale i na to nie mam pieniędzy - wyjaśnia, tłumacząc, że nie chce zwalniać pracowników, gdyż z dobrymi efektami współpracuje z nimi od wielu lat. 

Sklep z kapeluszami Pani Marii zmaga się z problemami z powodu pandemii koronawirusaSklep z kapeluszami walczy o przetrwanie. Ratuje go wnuczka na Facebooku

W czasie letniego odmrożenia gospodarki restauracje odrobiły straty poniesione podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa, ale nie udało się odłożyć pieniędzy, które pozwoliłby na przeżycie kolejnych miesięcy. Na realną pomoc ze strony rządu przestał liczyć. 

Właściciel restauracji sprzedaje dom, aby utrzymać miejsca pracy. Wcześniej wystawił obrazy 

Lubelscy restauratorzy zorganizowali akcję "Ratujemy gastro w Lublinie", ale nie pozwoliła ona na zapewnienie płynności finansowej. W związku z tym właściciel zdecydował się sprzedawać majątek. Najpierw Abramowski zdecydował wystawić na sprzedaż obrazy, a później ośmiopokojowy dom znajdujący się nieopodal Lublina.

RamenBiznes Walczy. Menadżerka ramen shopu: To wariactwo, gdy jesteś uczciwy, a rząd pokazuje, że to się nie opłaca

- Kocham to miejsce. Jest wyjątkowe i jeszcze nieodkryte. Za domem mam dolinę Łazęgi - wyjaśnia, tłumacząc, że dobrowolnie nie chciałby się stamtąd wyprowadzić - Ja wciąż walczę. Liczę, że pieniędzy za dom starczy mi do… No właśnie to nie wiem do czego: do tego aż ludzie się zaszczepią, jak epidemia się skończy, jak będziemy mogli normalnie działać - wyjaśni cytowany przez "Dziennik Wschodni" mężczyzna. 

Więcej o: