Porażka Pracowniczych Planów Kapitałowych. Polacy masowo wypisują się z PPK [WYKRES DNIA]

Uprawnionych do oszczędzania w Pracowniczych Planach Kapitałowych jest już ok. 6,4 mln osób w Polsce. Z najnowszych danych KNF wynika, że na koniec września odkładało w nich na emeryturę jednak tylko ok. 1,15 mln osób. Do końca roku ta liczba nieco wzrośnie, ale nie zmieni to faktu, że zdecydowana większość pracowników w Polsce wypisuje się z programu.

Pod koniec 2019 zakończył się proces wdrożenia PPK w największych firmach, zatrudniających przynajmniej 250 pracowników. Łącznie pracuje w nich ok. 3,3 mln osób. Od początku stycznia 2020 trwało wdrożenie programu w firmach z 50-249 pracownikami (ok. 2 mln osób), a od lipca w przedsiębiorstwach z 20-49 pracownikami (ok. 1,1 mln osób). W tych dwóch ostatnich grupach ostateczny termin podpisania umowy o prowadzenie PPK z instytucją finansową mijał 10 listopada. 

Łącznie obowiązek wdrożenia PPK objął więc na razie firmy zatrudniające ok. 6,4 mln pracowników. Tymczasem z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec września br. na rachunkach PPK środki gromadziło ok. 1,15 mln osób.

Ta liczba teraz jest zapewne już nieco wyższa, bo wiele firm z 20-249 pracownikami wdrożenie programu odwlekało aż do miesięcy jesiennych, kiedy mijał "deadline". Według szacunków Instytutu Emerytalnego przygotowanych na podstawie danych uzyskanych od pracodawców i instytucji finansowych, Pracownicze Plany Kapitałowe miały na dzień 10 listopada br. ok. 1,65 mln uczestników.

Nadal jednak w porównaniu z grubo ponad 6 mln osób, które mogłyby odkładać w PPK, byłby to wynik bardzo słaby. Oznaczałby, że aż ponad 70 proc. osób uprawnionych do oszczędzania na PPK złożyła u swoich pracodawców oświadczenia z żądaniem zaprzestania odprowadzania składek do programu. W uzasadnieniu projektu ustawy zakładano, że z PPK zrezygnuje tylko co czwarty uczestnik.

embed

W pierwszych miesiącach 2021 PPK zostanie wdrożone w pozostałych firmach i instytucjach w Polsce - tj. w przedsiębiorstwach zatrudniających mniej niż 20 pracowników oraz w jednostkach sektora finansów publicznych. To łącznie ok. 5,5 mln potencjalnych nowych uczestników PPK.

Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki podczas konferencji dotyczącej Pracowniczych Planów Kapitałowych.Pracownicze Plany Kapitałowe. Zostać w PPK czy się wypisać? Odpowiedz na 3 pytania

Dlaczego PPK nie zachwyca Polaków?

Fatalny poziom partycypacji w PPK jest o tyle zastanawiający, że obiektywnie rzecz biorąc z punktu widzenia pracownika jest to rozwiązanie korzystne. Odkładając 2 proc. swojej pensji (0,5 proc. w przypadku najniższych wynagrodzeń), otrzymuje się dopłaty od pracodawcy (1,5 proc. wynagrodzenia) oraz państwa (250 zł na start i 240 zł co roku).

Jeśli ktoś chce oszczędzać na późniejsze lata życia (po środki z PPK bez konsekwencji, w postaci utraty dopłat publicznych, można sięgnąć po ukończeniu 60 lat), musiałby naprawdę dobrze inwestować, żeby pobić to, co dostaje w ramach PPK od pracodawcy i państwa. Dość policzyć, że np. przy zarobkach rzędu 5 tys. zł co roku na PPK powędruje 2340 zł - 1200 zł ze składki pracownika, 900 zł ze składki pracodawcy i 240 zł dopłaty państwa (pomijamy jednorazową dopłatę inicjalną 250 zł). Po odjęciu efektu wyższego podatku PIT, bilans "netto" to 2184 zł. Będąc poza PPK pracownik musiałby inwestując kwotę 1200 zł rocznie mieć stopę zwrotu 82 proc., żeby wyjść na zero w porównaniu z sytuacją, gdyby był w PPK. 

W ustawie wyraźnie zapisano ponadto, że środki - przynajmniej w zakresie składek własnych pracownika - są jego prywatną własnością.

PPKPPK. Ile zaoszczędził przeciętny pracownik?

Dlaczego więc Polacy nie korzystają z PPK? Oczywiście ile odmów, tyle przyczyn, ale kilka z nich jest najważniejszych.

Po pierwsze - najwidoczniej sporo osób po prostu nie czuje potrzeby odkładania na przyszłość i woli (albo musi) te 2 proc. swojej pensji przeznaczyć na bieżącą konsumpcję. Wciąż oszczędzanie z myślą o okresie emerytury nie jest u nas popularne, a zaufanie do rynku kapitałowego i rozwiązań inwestycyjnych nie najwyższe. Ba, nawet jeśli ktoś odkłada na PPK, to zwykle tylko tyle, ile musi. Spośród obecnych ok. 1,15 mln uczestników PPK tylko niespełna 6,6 tys. osób (0,57 proc.) wpłaca na swój rachunek kwotę wyższą od minimalnej.

Twórcy PPK liczą też, że program potrzebuje czasu i wraz z jego upływem Polacy będą do Pracowniczych Planów Kapitałowych wracali - gdy przekonają się, że program jest bezpieczny, a stan oszczędności jego uczestników rośnie.

Po drugie - wydaje się, że swoje żniwo zbiera mizerne zaufanie milionów Polaków zarówno do ekipy Zjednoczonej Prawicy, jak i do rozwiązań emerytalnych konstruowanych przez instytucje publiczne.

W tym pierwszym aspekcie chodzi o automatyczną nieufność do wszelkich decyzji rządu - a już szczególnie, jeśli chodzi o nasze pieniądze (tym bardziej, gdy w ramach PPK są one inwestowane częściowo w spółki kontrolowane przez Skarb Państwa, obsadzone nominatami PiS).

W drugim - o złe wspomnienia z reformy OFE sprzed kilku lat. Tutaj PiS zbiera też owoce własnej retoryki wokół całej sprawy. Reforma rządu PO-PSL była źle przeprowadzona, fatalnie wytłumaczona i po prostu niepotrzebna, niemniej PiS zbudował wokół niej mit "kradzieży" 150 mld zł. Tymczasem te środki formalnie nigdzie nie zaginęły - zostały zapisane na kontach Polaków w ZUS. Dziś pokutuje obawa, że kolejne ekipy mogą niebezpiecznie majstrować przy programach emerytalnych. "Ofiarą" tych obaw są PPK. Pracowniczym Planom Kapitałowym nie pomaga też fakt, że sama ekipa Zjednoczonej Prawicy nie oparła się pokusie grzebania w systemie emerytalnym i planuje przeprowadzić bardzo kontrowersyjną reformę OFE - w ramach ich likwidacji i "prywatyzacji środków" chce domyślnie uszczuplić stan kont o 15 proc. podatku (tzw. opłaty przekształceniowej). 

W końcu po trzecie - pracodawcy mają wprawdzie zakaz nakłaniania pracowników do rezygnacji z PPK, ale doświadczenia wielu osób wskazują na to, że czasem dochodzi do sytuacji wymuszenia złożenia oświadczenia o zaprzestaniu odkładania w programie (albo do ścięcia pensji o wartość składki pracodawcy). Co prawda pracodawca swoją składkę może "wrzucić w koszty" obniżając podatek, niemniej nadal z jego punktu widzenia do PPK musi tylko dopłacać. 

Na marginesie - jednym z założeń PPK było to, że pracodawca w ramach walki o pracownika czy w geście docenienia jego pracy może wpłacać wyższą składkę od minimalnej wymaganej. Najnowsze dane KNF wskazują, że dodatkowe składki otrzymuje tylko niespełna 1,7 proc. uczestników PPK. Ponad 98 procentom uczestników PPK ich pracodawcy wpłacają tylko tyle, ile muszą. 

Zobacz wideo Likwidacja OFE. Kiedy poznamy szczegóły?