Koronawirus w Polsce. Pobiliśmy jesienne szczyty, a najgorsze przed nami. Twardy lockdown nieunikniony

Michał Rogalski
Epidemia rozpędziła się już do poziomu z jesiennego szczytu, a najgorsze dopiero przed nami. Pobiliśmy też jesienne poziomy hospitalizacji i zajętych respiratorów, a wzrosty nie zwalniają.

Wiele wskazuje na to, że przed nami najtrudniejszy okres w całej epidemii w Polsce. To wszystko za sprawą bardziej zakaźnej (~75 proc.) i bardziej śmiertelnej (~60 proc.) tzw. “brytyjskiej” mutacji wirusa B.1.1.7. Ministerstwo Zdrowia podało, że obecnie nowy wariant skutecznie wypiera stare i odpowiada już za ponad 80 procent wykrywanych obecnie zakażeń.

W tym tygodniu wykrywano średnio 21,7 tys. przypadków dziennie. To oznacza, w ciągu tygodnia ta liczba wzrosła o 36 proc. (z 15,9 tys.). Na tym pułapie taki przyrost tygodniowy to bardzo zła wiadomość, która oznacza, że realne staje się dojście do średniej nawet na poziomie 40 tys.

Zmiana tygodniowa nowo wykrywanych przypadków w procentachZmiana tygodniowa nowo wykrywanych przypadków w procentach Michał Rogalski

Trzeba tu dodać, że szczyt tej fali będzie dopiero wtedy, gdy przez tydzień liczba przypadków będzie stała, czyli przyrost na poziomie 0 proc. Poniżej 0 proc. będzie spadać. Do takiego stanu nam jeszcze daleko.

Na razie w  najbardziej prawdopodobnym scenariuszu, w nadchodzącym tygodniu średnia liczba przypadków wyniesie około 27-28 tys. Od środy do soboty niemal pewne jest ponad 30 tys. a maksymalnie nawet 35 tys. Trzeba mieć przy tym jednak nadzieję, że wzrost zacznie w końcu mocniej hamować.

Można powiedzieć, że to, ile widzimy przypadków w raportach resortu zdrowia, zależy wyłącznie od liczby testów. Jednak przy obecnym systemie testowania tylko osób objawowych, liczba testów jest właśnie przede wszystkim zależna od liczba osób, która zgłosi się z objawami. To powoduje, że liczba wykrywanych przypadków jest względnie dobrym wskaźnikiem do monitorowania epidemii.

7-dniowa średnia ruchoma7-dniowa średnia ruchoma Michał Rogalski

Widać przykładowo, że przesiewy nauczycieli na początku tego roku nie spowodowały kolejnej fali zakażeń. Dlatego właśnie bardzo cennym wskaźnikiem, który trzeba śledzić w kontekście epidemii jest odsetek wyników pozytywnych w puli testów.

7-dniowa średnia ruchoma dobowego procentu wyników pozytywnych7-dniowa średnia ruchoma dobowego procentu wyników pozytywnych Michał Rogalski

Obecnie wynosi on średnio 29,2 proc. i od początku tej fali rośnie liniowo o ok. 0,5 p.p. dziennie. Liczba testów, którą można wykonać niestety nie jest nielimitowana. Jeżeli potrzeby staną się wyższe od możliwości laboratoriów wtedy ten wskaźnik odejdzie od tego trendu w górę. Jeżeli zacznie zwalniać lub nawet spadać będą to pierwsze oznaki poprawy sytuacji.

Koronawirus. Niepokojące dane ze szpitali

Wszystkie te wzrosty mają niestety swoje odzwierciedlenie w danych szpitalnych, czyli tych, które najlepiej pokazują czym jest epidemia. W mijającym tygodniu pobiliśmy rekord liczby osób hospitalizowanych w jednym momencie. Obecnie (21.03) w szpitalach z powodu COVID-19 jest 23 583 osób i ta liczba coraz szybciej rośnie (średnio o 560 dziennie).

Zmiana (d/d) liczby osób hospitalizowanychZmiana (d/d) liczby osób hospitalizowanych Michał Rogalski

Ciągły wzrost hospitalizacji w tym momencie oznacza, że realne staje się dojście do nawet 30 tys. zajętych łóżek w jednym momencie. Oczywiście, o ile będzie tyle miejsc w szpitalach, bo patrząc na sytuacje podczas poprzedniej fali, paraliż służby zdrowia jest już pewny.

Rekordy bijemy też jeśli chodzi o liczbę pacjentów pod respiratorem, czyli w stanie najcięższym. Obecnie zajętych jest 2 360 tych urządzeń.

Liczba zajętych respiratorów (stan ciężki)Liczba zajętych respiratorów (stan ciężki) Michał Rogalski

Najgorsza sytuacja jeśli chodzi o dostępność respiratorów jest w woj. mazowieckim - zajęte 86 proc. aktualnie dostępnych (348/453) i  w woj. podkarpackim - 85 proc. (204/241). Najlepiej jest w woj. łódzkim, gdzie zajęte jest “tylko” 45 proc. (115/254). W większości woj. i w Polsce zajętość jest powyżej 70 proc.

Województwo warmińsko-mazurskie daje cień optymizmu

Jeśli chodzi o liczbę potwierdzanych przypadków w przeliczeniu na mieszkańca lokalnie najgorzej jest obecnie na Śląsku, w Małopolsce i w okolicach Warszawy. To będą też miejsca, w które ze względu na gęstość zaludnienia ta fala uderzy najmocniej.

Średnia liczba potwierdzonych zakażeńŚrednia liczba potwierdzonych zakażeń Wizualizacja: Piotr Tarnowski

Źle jest też ciągle w woj. warmińsko-mazurskim, ale dane stamtąd zaczynają napawać optymizmem. Jest to województwo, które najwcześniej rozpoczęło wzrost i do niedawna było tym woj., w którym sytuacja była najgorsza w kraju, ale właśnie przechodzi przez swój szczyt i sytuacja zaczyna się tam powoli poprawiać.

Nowe potwierdzone przypadkiNowe potwierdzone przypadki Michał Rogalski

Prawdopodobnie głównym czynnikiem, który to spowodował jest ograniczenie mobilności przez mieszkańców. To z kolej można łączyć m.in z indywidualnym ograniczeniem kontaktów, ale też wprowadzonymi tam lokalnymi obostrzeniami. Warto obserwować sytuację w tym województwie, bo może ona trochę pokazywać nam czego możemy się spodziewać w reszcie kraju.

Prognozy na najbliższe tygodnie są bardzo niepokojące, bo na ten moment w najbardziej prawdopodobnym scenariuszu możemy dojść do nawet średnio 40 tys. zakażeń dziennie. Biorąc pod uwagę aktualną strategię wprowadzenia obostrzeń możemy mieć pewność, że kolejne, jeszcze ostrzejsze będą wprowadzane aż do wyraźnego wyhamowania wzrostu. Przed nami więc twardy lockdown.

W kontekście nadchodzących Świąt Wielkanocnych warto zachować więc rozsądek i powstrzymać się od tłumnych spotkań rodzinnych. Wszyscy chcemy jak najszybszego powrotu do normalności. Najgorsze niestety przed nami, więc zachowujmy się odpowiedzialnie, jeżeli chcemy szybciej do niej wrócić. Ciągle podtrzymuję opinię, że ta fala będzie już ostatnią o takiej skali.

Więcej o: