Wielka kara dla dewelopera od dzielnicy Warszawy. Firma się nie zgadza. "Obliczone na medialny poklask"

Stołeczna dzielnica Praga-Południe nałożyła na Dom Development blisko 37 milionów złotych kary. Z decyzji tej cieszą się działacze organizacji Miasto Jest Nasze, deweloper twierdzi natomiast, że jej uzasadnienie jest "absurdalne i zupełnie oderwane od rzeczywistości".
Zobacz wideo Ceny mieszkań biją kolejne rekordy. Kiedy ich wzrost wyhamuje?

"Wywalczyliśmy 37 milionów zł kary dla Dom Development!" - cieszą się aktywiści ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Chodzi o inwestycję na warszawskiej Pradze-Południe, a dokładnie na tzw. Kamionkowskich Błoniach Elekcyjnych. Dom Development to największy polski deweloper mieszkaniowy, działający w kilku największych polskich miastach, od 2006 roku notowany na GPW. 

Dom Development z karą od Pragi-Południe

Kara, którą naliczyły władze dzielnicy, dotyczy zajęcia pasa drogi bezpośrednio przy terenie budowy mieszkań przy ul. Stanisława Augusta. Wprawdzie w umowie, jaką deweloper zawarł z Urzędem Dzielnicy Praga-Południe w 2019 roku zaznaczono, że za zajęcie pasa nie będzie pobierana opłata, ale związane to było z zapisem zobowiązującym Dom Development do przebudowania na koszt firmy wspomnianej ulicy, z chodnikiem i oświetleniem. 

Zdjęcie ilustracyjneCoraz więcej mieszkań. Rekordowe statystyki sprzed pandemii pobite

"Kontrole Urzędu Dzielnicy wykazały jednak, iż mimo że inwestor zajął pas drogowy o łącznej powierzchni 2915 m2, to nie przystąpił do realizacji przebudowy ul. Stanisława Augusta, a zajęty pas wykorzystywany był na potrzeby zaplecza budowy osiedla" - czytamy w informacji przesłanej do naszej redakcji przez biuro prasowe Urzędu. Władze Pragi-Południe uznały więc, że firma zajął pas drogowy bez zezwolenia i naliczyły karę - 36 729 000,00 zł. Wysokość kary to dziesięciokrotność stawki podstawowej przewidzianej w Uchwale Rady Miasta. Ta stawka to 2,5 zł za m2 dziennie, a dzielnica naliczyła ją od dnia ustawienia ogrodzenia przy zajętym pasie drogowym do dnia wydania decyzji. 

Deweloper ma też "niezwłocznie" przesunąć ogrodzenie i przywrócić zajęty pas do poprzedniego stanu. 

Deweloper nie zgadza się z decyzją ws. kary. "Działanie obliczone wyłącznie na medialny poklask"

Decyzję wydano 15 lipca. 27 lipca Dom Development odniósł się do niej w oświadczeniu, które opublikował na swojej stronie internetowej. 

"Nie zgadzamy się z decyzją władz Dzielnicy Praga Południe. Jej sentencje i uzasadnienie uważamy za absurdalne i zupełnie oderwane od rzeczywistości. Działanie Urzędu obliczone jest wyłącznie na medialny poklask, nie znajduje podstaw w przepisach prawa i zwyczajnie nie mieści się w standardach partnerskich relacji podmiotów realizujących projekt modernizacji ulic Pragi Południe" - czytamy w stanowisku firmy. 

Dalej spółka przekonuje, że umowa, która zobowiązuje ją do przebudowy ulicy Stanisława Augusta, jest korzystna dla dzielnicy, a dla Dom Development to koszt 4,3 mln zł. Firma twierdzi, że zajęła część pasa drogowego w dużej części właśnie z powodu konieczności przebudowy ulicy - gdyby nie to, zajęłaby mniejszy teren pasa (potrzebny do doprowadzenia infrastruktury przyłączy do budowanego osiedla), co kosztowałoby ją do 700 tys. zł. I wreszcie spółka pisze, że rozpoczęła prace związane z przebudową ulicy w czerwcu ubiegłego roku, trwają one do teraz oraz były już kontrolowane, a kontrole te nie wykazały nieprawidłowości. "Nie ma więc żadnych podstaw do wydawania decyzji o nałożeniu kary" - zaznacza Dom Development. Może odwołać się od decyzji praskiego ratusza do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i zapowiada, że to zrobi - podaje warszawska "Gazeta Wyborcza".

Budowa mieszkań, zdjęcie ilustracyjne.Ceny mieszkań mogą rosnąć szybciej niż się sądzi. 'Winnym' m.in. Polski Ład

Aktywiści przeciwni sprzedaży części Kamionka

Działka na Błoniach Kamionkowskich budzi emocje od kilku lat. Miasto sprzedało ją w 2016 roku spółce Leoset za 38 mln zł, a potem część z tego terenu (0,8 ha) Leoset sprzedał Dom Development. Miasto Jest Nasze twierdzi, że pierwsza z transakcji odbyła się nie do końca zgodnie z prawem - chodzi o obszar wpisany do rejestru zabytków, a przy sprzedaży nie poproszono o zgodę konserwatora. Ostatecznie urząd miasta uznał, że zgoda ta nie była potrzebna. Także według firmy Leoset wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Sprawie przygląda się i od początku opisuje stołeczna "Gazeta Wyborcza".

Więcej o: