Dr Grzesiowski: Nie ma walki z wirusem. Rząd tylko zwiększa liczbę łóżek. Zamawia też więcej trumien?

- Spodziewamy się dalszych wzrostów, bo nie ma aktywnej walki z pandemią. Codziennie słyszymy jedynie, że powiększana jest baza łóżkowa. Jak rozumiem, zamawiamy też więcej trumien. Tak w rozmowie z Gazeta.pl najnowsze dane o pandemii COVID-19 skomentował dr Paweł Grzesiowski.

W piątek Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w Polsce w ciągu ostatniej doby odnotowano ok. 16 tys. nowych zachorowań na koronawirusa. O komentarz do rozwoju pandemii  poprosiliśmy eksperta, dr. Pawła Grzesiowskiego, eksperta Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19.

Więcej informacji o pandemii na stronie głównej Gazeta.pl

15 904 zakażonych, 152 ofiary śmiertelne. Dr Grzesiowski: Rząd tylko zwiększa liczbę łóżek

Czwarta fala rozkręca się powoli, ale się rozkręca. Część województw już osiągnęła bardzo wysoki poziom zakażeń, a dołączają do nich kolejne - stwierdził rozmówca Gazeta.pl. 

Spodziewamy się dalszych wzrostów, bo nie ma aktywnej walki z pandemią. Codziennie słyszymy jedynie, że powiększana jest baza łóżkowa. Jak rozumiem, zamawiamy też więcej trumien, wózków inwalidzkich i miejsc na cmentarzach? Bo do tego to się sprowadza

- dodał.

Protesty podczas COP26COP26. Politycy debatują, aktywiści protestują. "Zakończcie zdradę"

Ekspert: Sytuacja kadrowa ochrony zdrowia jest gorsza. "Lockdown działa"

Dr Grzesiowski ocenił też możliwy rozwój sytuacji w szpitalach. - Rząd testuje wytrzymałość systemu ochrony zdrowia. Mamy obecnie 10 tys. hospitalizacji, w szczycie trzeciej fali mieliśmy 35 tys. Ale jesteśmy mocno pokiereszowani. Część personelu odeszła, część przeszła na emeryturę, poszła na długie, pocovidowe zwolnienia. Sytuacja kadrowa jest więc gorsza - stwierdził.

Ocenił też, jakie działania mógłby podjąć rząd. - Jesteśmy krajem, który udowodnił wiosną ubiegłego roku, że lockdown działa, a teraz nie ma żadnych ograniczeń. Lockdown przynosi efekty, maski przynoszą efekty. Same apele w sprawie szczepień już nie wystarczą.

Wcześniej w mediach społecznościowych dr Grzesiowski opisywał przypadki, które konsultuje. "31-letnia [pacjentka - red.] COVID+, uprzednio zdrowa kobieta, 80 proc. zajęcia płuc (nieszczepiona), 29-letnia uprzednio zdrowa ciężarna COVID+, poronienie w 18 tyg. ciąży, ciężka depresja (nieszczepiona), 40-letni mężczyzna z otyłością, COVID+ bez zajęcia płuc (2 dawki w styczniu'21)" - wyliczał. 

Lekarz: Rząd unika restrykcji, bo dotknęłyby obszarów, gdzie ma poparcie

Dlaczego jednak restrykcji nie ma? Ocenił to w rozmowie z Gazeta.pl Bartosz Fiałek, lekarz, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.  - Większe restrykcje powinny być wprowadzone na stronie wschodniej, czyli na obszarach, gdzie rząd ma poparcie. I najwyraźniej boi się utraty tych kilku procent - stwierdził. 

W jego ocenie pandemia COVID-19 przybiera na sile, bo rząd podejmuje zbyt mało zdecydowane działania. - W kraju panuje bowiem przekonanie, że to, by się zaszczepić, wcale nie jest takie istotne. Osoby zaszczepione i niezaszczepione są traktowane w zasadzie tak samo. Czy wchodzimy do teatru, restauracji, czy jedziemy komunikacją, nie ma znaczenia, czy przyjęliśmy szczepionkę. Nikt tego nie weryfikuje - stwierdził dr Fiałek. 

Przemysław Czarnek na KUL. Zapowiedział nową dyscyplinę naukową: naukę o rodzinie. Skomentował też protesty (zdjęcie ilustracyjne)Co ze szkołami? "Dopóki łóżka nie są wypełnione do ostatniego miejsca..."

Więcej o: