Polski Ład w sklepach. Właściciele boją się donosów klientów. Wszystko przez apel premiera

11 stycznia premier Mateusz Morawiecki ogłosił zniesienie podatku VAT na żywność. Decyzja była podyktowana drastycznym wzrostem cen w sklepach, które pojawiły się w wyniku rosnącej inflacji. Szef rządu zaapelował wówczas również o obniżkę cen produktów przez przedsiębiorców. Niektórzy sklepikarze nie chcą tego robić, ale boją się donosów ze strony klientów.

Od 1 lutego zacznie obwiązywać nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług, która została przyjęta przez Sejm. W ramach tarczy antykryzysowej 2.0 rząd zdecydował się na wprowadzenie stawki 0 proc. VAT na okres do 31 lipca. Obniżono również VAT na paliwo do 8 proc. oraz zniesiono VAT na gaz. Do końca lipca przedłużona została także obniżka VAT na prąd i ogrzewanie do 5 proc.

Zobacz wideo Ceny regulowane? Jachira cytuje internautów: "0,7 litra Wyborowej po 10 zł po okazaniu legitymacji suwerena"

Premier Mateusz Morawiecki z apelem do przedsiębiorców

Za obniżką VAT-u na żywność mają pójść również niższe ceny w sklepach. Premier zaapelował, aby sklepy wprowadziły obniżki o 5 proc., bowiem tyle aktualnie wynosi podatek VAT na żywność. Niektóre sklepy, takie jak m.in. Aldi, Lidl, czy Stokrotka zapowiedziały już obniżki od 1 lutego. 

Obniżki powinny objąć takie produkty, jak: 

  • mięso i podroby oraz ryby, a także przetwory z nich;
  • niektóre produkty mleczarskie; jaja; miód naturalny;
  • warzywa, owoce oraz orzechy jadalne i przetwory z nich;
  • zboża oraz produkty przemysłu młynarskiego;
  • tłuszcze i oleje pochodzenia zwierzęcego, roślinnego i miksy;
  • lody;
  • preparaty do początkowego żywienia niemowląt;
  • zupy i buliony; złożone przetwory spożywcze, homogenizowane;
  • nasiona i owoce oleiste; ziarna, nasiona i owoce różne.

Sklepy nie mają jednak takiego obowiązku, bowiem apel Morawieckiego był jedynie prośbą. Szef rządu nie mógł zrobić nic więcej w tej kwestii ze względów prawnych. O ile duże sieci sklepów w większości raczej "zejdą z cen", o tyle w przypadku małych przedsiębiorców nie jest to takie oczywiste. 

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

.Polacy na potęgę pożyczają pieniądze rządowi. Kwoty robią wrażenie

Sklepikarze nie chcą obniżać cen, ale boją się donosów ze strony klientów

Największe sieci sklepowe powinny poradzić sobie z trudną sytuacją na rynku. Mali przedsiębiorcy mogą wpaść jednak w poważne problemy. Prąd cały czas dużo kosztuje, wzrosła płaca minimalna, a hurtownie również dyktują wysokie ceny. To wszystko sprawia, że sklepikarze nie mogą pozwolić sobie na obniżki, jeśli nie zamierzają dokładać do swoich biznesów. 

- Podatki to nie jedyny składnik, który odpowiada za cenę, jaką płaci się przy kasie. Rosną ceny w hurtowniach. Rośnie cena prądu, a ja przecież płacę duże rachunki, bo mam nie tylko światło, ale i lodówki. W górę poszła też pensja minimalna - wyliczyła w rozmowie "Dziennikiem Wschodnim" właścicielka jednego z niewielkich osiedlowych sklepów w Lublinie. 

Bratysława, 18.01.2022. Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Mecz Polska - NiemcyPolacy niemiłosiernie skarceni przez Niemców. Aż 10 minut bez gola

Kobieta podkreśliła, że właśnie przymierzała się do podwyżek, bo nie chce dopłacać do swojego interesu, a okazuje się, że zgodnie z prośbą premiera powinna obniżać ceny. - Jeśli je teraz wprowadzę i od lutego obniżę ceny o VAT, to i tak obniżki nikt nie zobaczy. Wydawać się będzie, że cena jest bez zmian i zarabiam więcej. Nie wiem, co robić w tej sytuacji. Boję się, że któryś z klientów na mnie doniesie - dodała rozmówczyni "Dziennika Wschodniego". 

Więcej o: