Zerowy VAT na żywność. "To, co robi rząd, to nie jest walka z inflacją. To zabieg marketingowy"

Zerowy VAT na żywność (a dokładnie - na część żywności) wszedł w życie od 1 lutego wraz z innymi elementami tarczy antyinflacyjnej 2.0. Ten ruch nieco obniżyć ceny części towarów w sklepach, ale nie zbił ich do poziomu sprzed kilku miesięcy. Wszystko wskazuje też na to, że wkrótce i tak ceny znów pójdą w górę. - To, co robi rząd, to nie jest walka z inflacją. To jest raczej udawana walka tylko po to, aby zadbać o słupki wyborcze - ocenia w rozmowie z Gazeta.pl ekonomista Rafał Mundry.

Zerowy VAT na żywność wszedł w życie od 1 lutego. Przypomnieć należy, że do 0 proc. spadła stawka VAT nie na wszystkie artykuły spożywcze, ale wyłącznie na te, które dotychczas objęte były stawką 5 proc. Te towary, na które VAT wynosi 8 albo 23 proc., obniżce nie podlegają.

Uczciwie należy przyznać, że dotychczas 5-procentową stawką VAT (a więc od 1 lutego zerową) objęta jest większość najważniejszych towarów żywnościowych. Ekonomista Rafał Mundry szacuje, że chodzi o ok. 80 proc. "standardowego" koszyka zakupowego. Zerowy VAT na żywność objął m.in. pieczywo, owoce, warzywa, nabiał, mąka, makarony, ryż, sery, wędliny, mięso czy ryby. Z drugiej strony, stawkami 8 lub 23 proc. objęte są nadal np. musztarda, ketchup, majonez, niektóre przyprawy (np. pieprz, tymianek, liście laurowe), woda, cukier czy czekolada. 

Zerowy VAT na żywność to część tarczy antyinflacyjnej 2.0. Zakłada ona także m.in. obniżkę stawek VAT na paliwo (do 8 proc.), ciepło i prąd (do 5 proc.) oraz gaz ziemny i nawozy (do 0 proc.) Tarcza antyinflacyjna 2.0 ma obowiązywać do końca lipca br., choć niewykluczone, że będzie przedłużana. 

Zobacz wideo Tarcza antyinflacyjna 2.0 - rozwiązanie, które pomoże? Kaźmierczak: Pomoże, na krótko

USA. W Pittsburgu runął mostUSA. W Pittsburgu runął most. Na kilka godzin przed przyjazdem Bidena [ZDJĘCIA]

Zerowy VAT na żywność to "kosmetyka"

Oczywiście, zerowy VAT na żywność obniży nieco bieżący poziom cen (w porównaniu do tych z 31 stycznia) i w tym kontekście można postrzegać go jako pewną ulgę. Problem tylko w tym, że nie oznacza to w żadnym wypadku, że ceny na sklepowych półkach będą niższe niż kilka miesięcy temu. W ostatnich tygodniach i miesiącach ceny rosną z bardzo wielu powodów, zarówno po stronie sklepów, jak i producentów żywności. 

Chodzi o prąd czy gaz, dodatkowo o koszty płacowe. Inflacja producencka [czyli cen u producentów - red.] w grudniu 2021 r. wyniosła ponad 14 proc. Ceny mleka, bydła, mięso wzrosły w grudniu w skupie nawet o 30 proc. Dlatego niestety podwyżki cen będą w najbliższym czasie widoczne jeszcze wyraźniej

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl ekonomista Rafał Mundry. 

Obniżając VAT na żywność, rząd chce pokazać, że coś robi. Ale moim zdaniem to głównie kosmetyka, nic więcej. To tylko zabieg marketingowy

- dodaje ekspert.

Sprawdziliśmy ceny w sklepachByliśmy w sklepach pilnować cen. A nawet w piekarni, w której był Tusk

O cenach decydują w dużej mierze czynniki podażowe

Rafał Mundry przypomina w rozmowie z Gazeta.pl, że na wzrost wielu towarów (nie tylko żywności, także np. elektroniki, papieru, mebli, samochodów itd.) wpływ mają czynniki podażowe. Oznacza to, że producenci nie wytwarzają tylu dóbr, ile mogliby. Gdyby zalewali rynek tanim produktem albo jego dużą ilością, to inflacja by tak nie rosła. Ale mamy problemy związane m.in. z przerwaniem łańcuchów dostaw przez pandemię, swoje dokładają też zaburzenia w produkcji niektórych dóbr z powodu bardzo drogiego gazu.

Gdyby rząd chciał na poważnie zająć się inflacją, to walczyłby w jakikolwiek sposób z inflacją podażową, czyli przede wszystkim starał się obniżać koszty po stronie producentów. A tymczasem znosząc VAT na żywność, obniża koszty po stronie popytu, czyli konsumentów. W tej sposób wręcz może dołożyć cegiełkę do tego, aby inflacja nie spadła albo nawet rosła jeszcze szybciej. Konsumenci mają bowiem jeszcze więcej środków, więc jeszcze bardziej mogą napędzać popyt. Sprzedawcy mogą mówić: "I tak ludzie mają pieniądze i będą kupować drożej, więc podniesiemy ceny". Rząd powinien sobie to wziąć do serca

- komentuje Mundry.

Jeżeli przedsiębiorcom rachunki za gaz czy prąd o 300, 400, 500 czy 600 proc. - jak się słyszy - to nie będzie to oznaczać, że wytwarzane przez nich produkty będą tańsze

- dodaje ekspert.

Ekonomista zwraca uwagę też na inny aspekt podbijający inflację w Polsce. Chodzi o słabego złotego.

Kurs wojenny z UE, na którym jest rząd, powoduje mocne osłabianie się złotego - widzi to w ostatnich miesiącach wyraźnie. Tymczasem kanałem kursowym - starając się o umocnienie złotego - można by zbijać tą tzw. inflację importowaną. Jeśli mówimy, że drożeją na świecie surowce - gaz, ropa itd. - to moglibyśmy ograniczać ten wpływ, umacniając kurs złotego. Można by na tym "urwać" kilka albo i kilkanaście procent cen surowców

- mówi ekspert.

To, co robi rząd, to nie jest walka z inflacją. To jest raczej udawana walka tylko po to, aby zadbać o słupki wyborcze. Na prawdziwe kanały inflacyjne - kursowy czy podażowy - w żaden sposób rząd nie wpływa. Wręcz przeciwnie - powoduje, że inflacja może być jeszcze wyższa

- uważa ekonomista.

.Czy grozi nam krach? Pogarszają się perspektywy dla złotówkowiczów

Ceny w sklepach bardzo mocno zaczęły rosnąć pod koniec 2021 r.

Jak mówi nasz ekspert (i jak często widać na jego koncie na Twitterze), od kilku lat skrupulatnie notuje on swoje wydatki zakupowe. W ten sposób zgromadził już pokaźną "bazę danych" o cenach poszczególnych towarów na przestrzeni lat.

Przyznam, że w pierwszej połowie 2021 r., a nawet w trzecim kwartale, nie widziałem wzrostów cen. W moim zwykłym koszyku dóbr - zawierającym np. pieczywo, wędliny, nabiał, ser, owoce, warzywa itp. - dopiero jakiekolwiek ruchy w dyskontach zauważyłem w czwartym kwartale 2021 r. Natomiast to, co zaczęło się dziać jakiś tydzień przed Bożym Narodzeniem, a potem tuż po świętach... Jeżeli co tydzień wklepuję do excelu ceny produktów, to niemalże znam je na pamięć. Po świętach pozmieniała się większość cen. To było dla mnie duże zaskoczenie. To nie jest tak, że dyskonty zaczęły podnosić ceny tydzień temu. One zaczęło to robić już miesiąc temu

- mówi ekspert.

Więcej o: