Ekonomiści wystawili rządowi "paragon grozy". Kolejne tarcze kosztują grube miliardy

Tarcza inflacyjna, tarcza antyputinowska, łatanie Polskiego Ładu i nieprzewidziane wcześniej wydatki, takie jak 14. emerytura, pochłoną w tym roku ponad 100 mld zł. Ekonomiści ostrzegają, że ceną będzie rosnący deficyt budżetowy oraz wysoka inflacja. Część wydatków rząd wypycha bowiem poza oficjalny budżet.
Premier Mateusz Morawiecki
Fot. KPRM

Kiedy gospodarka wpada w problemy, rząd sięga po dobrze sprawdzone rozwiązanie. Uruchamia kolejną tarczę. Ekonomiści wskazują, że ratowanie finansów publicznych sporo kosztuje. Tym bardziej że rząd ani myśli rezygnować z socjalnych obietnic złożonych elektoratowi. 

Zobacz wideo Prof. Wojciechowski: Rząd wydatki budżetowe nazywa funduszami

Tarcza inflacyjna, tarcza antyputinowska, Polski Ład. Ile to kosztuje?

Tymczasem licznik wydatków rośnie. Łącznie mogą osiągnąć w tym roku 110 mld zł. I tak tarcza antyinflacyjna - obniżenie stawek podatkowych na paliwo, energię, żywność - to koszt 30 mld zł. Tarcza antyputinowska, czyli "derusyfikacja" polskiej gospodarki, to kolejne 5 mld zł. Sporo, bo 15 mld zł kosztuje też łatanie Polskiego Ładu. 14. emerytura, której według pierwotnych planów rządu miało nie być, to koszt 11 mld zł - wylicza "Rzeczpospolita". 

Do tego dochodzą też inne wydatki - takie, na które rząd zdecydował się w celu realizacji planów politycznych, jak i te wynikające  z czynników niezależnych od Polski. I tak zwiększone wydatki na wojsko pochłoną 30 mld zł. a pomoc uchodźcom z Ukrainy - na co trudno szczędzić pieniędzy - kolejne 17 mld zł. 

Najnowsze informacje z Ukrainy po ukraińsku w naszym serwisie ukrayina.pl

Ekonomiści pokazują na rosnący deficyt. I wypychanie długu poza budżet

Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao SA, w rozmowie z dziennikiem wyjaśnia, że przed wybuchem wojny oczekiwany deficyt sektora szacowany był na poziomie 2,2 proc. PKB w 2022 r. - Obecnie nasze szacunki to odpowiednio 3,7 oraz 4,4 proc. PKB - tłumaczy. 

Prof. Paweł Wojciechowski, ekonomista, były minister finansów, w rozmowie z Gazeta.pl, zwraca uwagę na inny problem. Chodzi o wypychanie wydatków państwa poza budżet centralny. Rząd wykorzystuje do tego fundusze, takie jak np. Fundusz Przeciwdziałania COVID-19. Wydatki rządu przesunięte do funduszu nie liczą się oficjalnie do deficytu budżetowego. 

- Po to są zasady, po to są limity, progi ostrożnościowe w demokratycznym państwie, żeby ograniczać władzę. Po pierwsze w bezkarności, a po drugie pokusie nadmiernego zadłużania się. Po to służą reguły. Jeżeli je znosimy, albo pomijamy, to grozi nam pokusa dostosowywania wydatków do cyklu politycznego - stwierdził w programie "Studio Biznes". 

Wyjaśnił też, że stosowanie funduszy sprawia, że nie mamy kontroli nad wydatkami. - Funduszy jest kilkadziesiąt. Nie wiadomo, co się za nimi kryje - stwierdził. - Długi trzeba spłacać, a te spłacamy wyższą inflacją - ocenił ekonomista. 

Posłuchaj podcastu Anonymous wypowiedzieli wojnę Putinowi. Kto stoi za tą organizacją? [TECHNOTERAPIA]

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: