Rentowność polskich obligacji najwyższa od dekady. "Wchodzimy na kulę śnieżną". Będzie zaciskanie pasa

Rentowność polskich obligacji jest najwyższa od lat. To oznacza, że rząd swoje wydatki będzie musiał finansować coraz drożej. Rosnąca rentowność obligacji to efekt rosnącej inflacji i podwyżek stóp procentowych, ale nie tylko. Ekonomiści przyczyny widzą także w polityce rządu.

Rentowność polskich 10-letnich obligacji rządowych przekroczyła w piątek 8 kwietnia 6 proc., we wtorek 12 kwietnia doszła do ponad 6,20 proc. W środę spadła do ok. 5,86 proc. (dlaczego - o tym ciut niżej), ale to i tak są poziomy niewidziane od 11 lat. 

embed

Jeszcze w ubiegłe wakacje rentowność dziesięciolatek wynosiła ok. 1,55 proc., pod koniec roku ok. 3,7 proc., pod koniec marca br. ok. 5,20 proc.

Podobnie w górę idzie rentowność innych papierów skarbowych. We wtorek 12 kwietnia przekroczyła ona 6,60 i 6,80 proc. kolejno dla obligacji dwu- i pięcioletnich. W środę wyraźnie spadła - do kolejno ok. 6,07 i 6,33 proc., ale znów - to i tak nie zmienia to istotnie faktu, że są to poziomy najwyższe od 2008 r.

Adam Glapiński, prezes NBP, 7 kwietnia 2022 r.Glapiński pytany o szczyt inflacji: "czerwiec". Zielone światło od komisji

Rentowność rośnie nie tylko przez stopy?

Co się takiego dzieje, że inwestorzy nabywając polski dług (a więc finansując potrzeby rządu) oczekują najwyższych od lat stóp zwrotu? Jak pisze w swoim komentarzu Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu". wynika to częściowo z trendów globalnych (rentowności obligacji rosną na całym świecie), ale częściowo z czynników czysto krajowych.

Wzrost jest wyższy niż w przypadku stóp procentowych NBP, ponieważ rynek już wycenia kolejne podwyżki kosztu pieniądza, a jednocześnie domaga się od rządu płacenia większej premii za ryzyko. Wzrost rentowności obligacji jest większy niż wynikałoby tylko z oczekiwanej ścieżki stóp NBP

- wyjaśnia Morawski.

Ekonomiści ING Banku Śląskiego również wskazują na ten efekt. Zwracają uwagę, że inwestorzy nie są w stanie określić docelowego poziomu stóp procentowych NBP, bo polityka budżetowa działa silnie proinflacyjnie, a pieniężna antyinflacyjnie. "Sytuacja wygląda najbardziej nieprzewidywalnie w naszym regionie" - piszą.

O budzących zaskoczenie u części ekonomistów polskim policy mix, w którym jednocześnie rząd wciska gaz do dechy, a NBP wdusza pedał hamulca, pisaliśmy w tym miejscu. 

Niedawno ekonomiści banku Citi Handlowy podliczyli, że łączna skala obniżek podatków i wzrostu wydatków zapowiedzianych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy to około 145 mld zł, a więc 4,8 proc. PKB. To skala oliwy, którą rząd dorzuca do gospodarczego ognia, który i tak się jeszcze dobrze żarzy. A to prosta droga do dalszej inflacji. 

Cięcia podatków (zarówno PIT w ramach Polskiego Ładu oraz jego łatania, jak i VAT i akcyzy w ramach tarcz antyinflacyjnych) czy kolejne transfery (zapowiedziane na ostatni kwartał roku czternastki) sprawiają, że pojawiają się obawy, iż rząd będzie potrzebował dużego finansowania z rynku. A z tym też są ostatnio kłopoty.

Jak donosił kilka dni temu portal Business Insider Polska, powołując się na trzy niezależne źródła w rządzie, Ministerstwo Finansów ma coraz większy problem z plasowaniem obligacji na rynku. Wcześniej masowo skupywały je krajowe instytucje finansowe, m.in. banki - choćby dlatego, że dzięki temu płaciły niższy podatek bankowy. Teraz są już jednak "zapakowane" obligacjami po brzegi i nieszczególnie chcą kupować więcej. 

Do tego dochodzi wojna w Ukrainie. Mimo, że Polska nie jest w nią bezpośrednio zaangażowana, to konflikt tuż za granicą nie sprzyja angażowaniu się zagranicznych inwestorów w nasz rynek.

Obawy o to, że nikt nie będzie chciał kupować tyle obligacji, ile rząd będzie oferował, na chwilę zostały jednak odsunięte we wtorek. Ministerstwo Finansów pozyskało bowiem na przetargu tyle ile chciało (4 mld zł), a de facto zainteresowanie było nawet wyższe (warte 5,7 mld zł). Zapewne to dlatego rentowność obligacji zaczęła spadać, co pokazywaliśmy na początku artykułu (a być może rynek zareagował tak też np. na słowa głównego ekonomisty Ministerstwa Finansów, że "przyszedł czas na powściągliwość" w polityce fiskalnej rządu). 

Inna sprawa, że uplasowane we wtorek przez resort finansów obligacje miały wysoką rentowność, a więc ich warunki były bardzo korzystne dla inwestorów. Dla dwuletnich papierów rentowność wyniosła 6,75 proc., dla pięcioletnich ok. 6,87 proc., dla dziesięcioletnich ok. 6,26 proc.

Chleb (zdjęcie ilustracyjne)Ceny tuż przed świętami jeszcze mocniej górę. Nawet ponad +50 proc.

  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

"Wchodzimy na kulę śnieżną, jeśli chodzi o dług publiczny"

Dlaczego wzrost rentowności obligacji jest niepokojący? Chodzi oczywiście o rosnące koszty obsługi długu publicznego.

Gdyby obecna rentowność utrzymała się już na stałe, to rząd na obsługę długu wydawałby ok. dwu-trzykrotnie więcej niż dziś, czyli ok. 80-90 mld zł, zamiast 30 mld zł (oczywiście koszt ujawni się w długim okresie, nie od razu)

- wylicza Ignacy Morawski. Zarówno on, jak i ekonomiści z ING, zwracają uwagę, jak ważne w obecnej sytuacji byłoby porozumienie ws. Funduszu Odbudowy. Dałoby po prostu dostęp do dodatkowych środków, więc nie trzeba by pożyczać ich na te cele na rynku.

Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej, w Studiu Biznes w Gazeta.pl zwracał uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię. Chodzi o to, że rentowność obligacji przekroczyła spodziewane tempo wzrostu gospodarczego (a więc i tempa wzrostu wpływów z podatków). - Wchodzimy na kulę śnieżną, jeśli chodzi o dług publiczny - przekonuje Kotecki. A to znaczy, że dług nie będzie się już de facto "spłacał sam" wzrostem gospodarczym. Trzeba będzie szukać dodatkowych pieniędzy na jego obsługę.

Pożyczanie stało się ryzykowne. Pożyczanie tych samych pieniędzy (rolowanie zadłużenia), już nie mówiąc o ich zwiększaniu, będzie powodowało, że będzie rósł dług - bo koszty jego obsługi będą wyższe niż wzrost podatków

- wyjaśnia członek RPP.

Zobacz wideo Kotecki: Mam nadzieję, że w Ministerstwie Finansów pali się czerwona lampka
Więcej o: