Rosyjska ropa jak gorący kartofel. Reuters: sankcji nie ma, ale traderzy i tak nie chcą jej kupować

Firmy tradingowe pośredniczące w handlu ropą rezygnują z kupowania surowca z Rosji od 15 maja. Wtedy wchodzą w życie nowe unijne sankcje. Ropy w nich nie ma, ale pośrednicy i tak wolą się nie narażać na ryzyko związane z interpretacją przepisów i zapowiadają zmniejszenie zakupów. A wszystko przez określenie "absolutnie niezbędne".
Zobacz wideo Grozi nam recesja techniczna i stagflacja? Kotecki: Przyjdzie silne spowolnienie gospodarcze

Kraje Zachodu wprowadziły cały szereg sankcji gospodarczych wymierzonych w Rosję za jej inwazję na sąsiednią Ukrainę. Restrykcje są bolesne, choć tak naprawdę dopiero odcięcie dopływu gotówki, jaki daje Kremlowi handel ropą naftową, mogłoby zatrzymać machinę wojenną Władimira Putina.

Więcej wiadomości z gospodarki i świata na stronie głównej Gazeta.pl>>> 

Ropa naftowa z Rosji. Embarga UE nie ma, ale do kupowania też mniej chęci

Na embargo na ropę zgody nie ma. Jej zastąpienie byłoby w Europie dla wielu państw trudne i dotkliwe gospodarczo. Szczególnie przeciwna jest największa europejska gospodarka - Niemcy, które około jednej trzeciej zużywanej przez siebie ropy kupują od Rosji, pod względem ilości baryłek najwięcej w Unii Europejskiej (choć są takie państwa w UE, które zależą od rosyjskiej ropy w znacznie większym stopniu - statystyki prezentujemy na końcu tekstu). 

To, że nie ma sankcji, nie znaczy, że handel ropą będzie odbywać się jak dawniej. Według informacji Agencji Reutera, traderzy, czyli pośrednicy, zapowiadają istotne zmniejszenie ilości kupowanego od rosyjskich firm surowca. 

Trafigura, jedna z największych firm na świecie handlujących surowcami, przekazała, że będzie "w pełni przestrzegać wszystkich obowiązujących sankcji", a od 15 maja wolumeny zakupów "będą dalej redukowane". Inna podobna firma, Vitol, odmówiła agencji komentarza, ale Reuters zaznacza, że już wcześniej sygnalizowała, że ilość kupowanej rosyjskiej ropy "znacznie się zmniejszy" w drugim kwartale, a do końca tego roku Vitol zupełnie przestanie nią handlować. 

Jak wyjaśnia Agencja Reutera, powołując się na swoje źródła, problem tkwi w słowach: firmy tradingowe próbują dostosować się do języka, jakim unijni decydenci opisali nałożone na Rosję sankcje. Chodzi szczególnie o określenie "absolutnie niezbędne", odnoszące się do bezpieczeństwa energetycznego Europy. 

Posłuchaj podcastu Anonymous wypowiedzieli wojnę Putinowi. Kto stoi za tą organizacją? [TECHNOTERAPIA]

Kłopotliwy artykuł 5aa i określenie "absolutnie niezbędne"

Chodzi o artykuł 5aa. Ogłoszone jeszcze w marcu sankcje zakazują jakichkolwiek transakcji z rosyjskimi firmami państwowymi (lub takimi, z którymi rosyjskie państwo ma silne związki gospodarcze). Dla umów zawartych przed 16 marca ten zakaz wchodzi w życie od 15 maja - za miesiąc. Na liście znalazły się m.in. Rosnieft i Gazprom Nieft, czyli firmy z branży petrochemicznej, produkujące ropę oraz Transnieft - właściciel sieci ropociągów na terenie Rosji. W treści sankcji znalazł się istotny dopisek. Zakaz nie dotyczy "transakcji, które są absolutnie niezbędne do bezpośredniego lub pośredniego zakupu, przywozu lub transportu gazu ziemnego i ropy naftowej, w tym produktów rafinacji ropy naftowej, a także tytanu, aluminium, miedzi, niklu, palladu i rudy żelaza z Rosji lub przez Rosję do Unii, państwa będącego członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Szwajcarii lub Bałkanów Zachodnich" [8 kwietnia, w czasie ogłaszania piątej rundy unijnych sankcji, wykreślono z listy wyjątków węgiel, na który embargo wchodzi od 10 sierpnia].

Teraz traderzy próbują ustalić, co dla nich oznacza określenie "absolutnie niezbędne", obawiając się, że na przykład zezwala to na zakup ropy dostarczanej do kupca (rafinerii) bezpośrednio ropociągiem, ale już niekoniecznie przez pośrednika, jakim są firmy tradingowe. Trwają w nich teraz gorączkowe narady z prawnikami - donoszą źródła Reutersa. A na wszelki wypadek łatwiej jest jednak transakcje mocno ograniczyć. 

Już wcześniej duże firmy naftowe zapowiedziały zerwanie więzi z Rosją, a Shell ogłosił, że zupełnie przestaje kupować ropę z tego kierunku. Embargo na rosyjską ropę jako pierwsza ogłosiła Kanada, a potem Stany Zjednoczone i Wielka Brytania - dwa pierwsze z tych państw nie importowały istotnych ilości surowca, a ostatnie ma wprowadzać zakaz stopniowo, do końca tego roku. 

Oczywiście nie jest tak, że źródełko zupełnie wyschnie. Są państwa, które rosyjską ropę będą chętnie kupować, jak Chiny czy Indie. Szczególnie w czasie, gdy ten surowiec - typu Urals - jest znacznie tańszy niż europejska ropa Brent, uznawana za globalny punkt odniesienia (to znaczy Urals jest zawsze tańszy, z tym że ostatnio ta różnica w cenach mocno się powiększyła). Kilka dni temu pojawiły się też doniesienia o pomysłach na wprowadzanie rosyjskiej ropy na rynek europejski tylnymi drzwiami. Chodziłoby na przykład o mieszanie różnych rodzajów ropy, tak, by surowiec z Rosji stanowił do 49 proc. w ramach danej dostawy (w tym przypadku dokładnie chodzi o produkt przetwarzania ropy - paliwo typu diesel). Pisał o tym portal Bloomberg.  

Oczywiście ropę z Rosji wciąż można kupować do woli, taki zabieg pozawala firmie za to - jak zauważa autor artykułu Javier Blas - publicznie mówić jedno, a robić coś innego. 

Kto zamawia rosyjską ropę, która przypływa do Polski w tankowcach?Tajemnica statków z rosyjską ropą. Kto zamawia ją do Polski?

Ile ropy z Rosji kupuje UE? A same Niemcy czy Polska?

Polski Instytut Ekonomiczny podaje, że Unia Europejska kupuje od Rosji około 25 proc. wykorzystywanej przez siebie ropy naftowej. Import oscyluje wokół 3 mln baryłek dziennie, choć w ostatnich kilku latach się zmniejszał. W okresie 2016-2019 z 3,3 mln do 2,7 mln baryłek dziennie. 

Kto w UE kupuje najwięcej ropy z Rosji i kto jest od niej najbardziej uzależniony?Kto w UE kupuje najwięcej ropy z Rosji i kto jest od niej najbardziej uzależniony? Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Wolumenowo najwięcej rosyjskiej ropy w 2019 roku kupowały Niemcy, dalej znalazły się Polska, Holandia, Belgia i Finlandia. Jeśli chodzi o udział surowca ze Wschodu, to w przypadku Niemiec było to 32 proc., Polski - 68 proc., Węgier - 75 proc., Litwy - 79 proc., Finlandii - 92 proc., a Słowacja była całkowicie uzależniona od rosyjskich dostaw surowca.

Mówimy oczywiście o sytuacji z 2019 roku, sprzed wybuchu pandemii. Kolejny rok zburzyła pandemia, a za miniony pełnych danych jeszcze nie ma. Na przykład Orlen twierdzi, że udział ropy z kierunku wschodniego przerabianej przez koncern spadł z 50 do 30 proc. "Dziś około 70 proc. ropy w portfelu całego koncernu to surowiec niepochodzący z Rosji. Niezależnie od tego jesteśmy gotowi do pełnej dywersyfikacji, jednak odejście od rosyjskiej ropy powinno być skoordynowane na poziomie całej Unii Europejskiej, tak aby zachować równowagę rynku" - mówił w wywiadzie opublikowanym w "Rzeczpospolitej" na początku ubiegłego tygodnia Daniel Obajtek, prezes firmy. 

Cały ciekawy raport PIE na ten temat pt. "Unia Europejska niezależna od Rosji? Alternatywne źródła dostaw surowców energetycznych" dostępny jest pod tym linkiem. 

HKaliningrad,,Russia,-,September,10,,2019,,Gazpromneft,Nord,Oil/chemicalEksperci: Rosyjska ropa może wrócić na rynki tylnymi drzwiami

Więcej o: