Najwyższa Izba Kontroli opublikuje wkrótce raport dotyczący leku na COVID-19, który został zatwierdzony od użytku w 2020. Gazeta.pl dotarła do dokumentu, w którym urzędnicy NIK zarzucają pośpiech w wydawaniu decyzji.
Według kontrolerów w przypadku produktu leczniczego Arechin, w ciągu zaledwie jednego dnia na podstawie decyzji Prezesa URPL z 13 marca 2020 r. dodano dla tego leku nowe wskazanie "Leczenie wspomagające w zakażeniach koronawirusami typu beta, takimi jak SARS-CoV, MERS-CoV i SARS-CoV-2". NIK podkreśla, że pierwszego pacjenta z COVID-19 zdiagnozowano w Polsce 4 marca 2020 r. Tymczasem już 13 marca 2020 r. rozszerzono wskazanie terapeutyczne dla leku Arechin.
Jak czytamy w dokumencie, w ocenie NIK złożona przez podmiot odpowiedzialny dokumentacja nie dawała wystarczających podstaw do dodania tego wskazania. Urzędnicy twierdzą, że brakowało wyników badań klinicznych potwierdzających skuteczność tego leku w leczeniu pacjentów z COVID-19.
Zdaniem kontrolerów NIK w ciągu kilku miesięcy zastosowanie leku znacząco spadło. We wrześniu 2020 roku stosowano go już u zaledwie jednej dziesiątej pacjentów. "W okresie objętym kontrolą, w tych szpitalach zmarło 276 pacjentów z COVID-19, których leczono Arechinem. Kierownictwo szpitali uznało, iż w przypadku dwóch pacjentów przyczyną ich śmierci mogło być podanie leku Arechin" - czytamy w dokumencie.
Równie szybko, jak lek zaczął być stosowany do zwalczania koronawirusa, zaprzestano jego stosowania w tym celu. "W październiku 2020 r., a więc siedem miesięcy po decyzji o dodaniu wskazania terapeutycznego, podmiot odpowiedzialny złożył w URPL wniosek o wykreślenie wnioskowanego w marcu 2020 r. wskazania. Przyczyną tego było opublikowanie wyników międzynarodowych badań klinicznych" - twierdzą kontrolerzy NIK.
W swoim raporcie NIK stwierdza, że proces rejestracji leków nie przebiega zawsze w sposób prawidłowy. Problemem są opóźnienia. W okresie objętym kontrolą na 279 decyzji o dopuszczeniu do obrotu produktów leczniczych, jedynie 23 postępowania zakończono w ustawowym terminie. Pozostałe 256 zakończono z opóźnieniem wynoszącym od czterech do nawet ponad trzech lat.
W omawianym okresie wydano też 114 bezwarunkowych decyzji o dopuszczeniu produktów leczniczych do obrotu z zastrzeżeniem wypełnienia tzw. zobowiązań porejestracyjnych. Podmioty starające się o rejestrację leku były obowiązane do wykonania określonych czynności już po dopuszczeniu leku. Tak było właśnie w przypadku preparatu zastosowanego do leczenia COVID-19. "Praktyka taka była działaniem poza procedurą wynikającą z przepisów prawa. W konsekwencji brak było możliwości egzekwowania ich wypełnienia przez URPL, gdyż zobowiązań tych nie ujęto w decyzjach dopuszczających produkty lecznicze do obrotu" - twierdzi NIK.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w związku z wynikami kontroli NIK skierowała do prokuratury dwa zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych Grzegorza Cessaka. Zawiadomienia dotyczą możliwości nadużycia władzy (art. 231).
Więcej o gospodarce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl