Kraje UE wprowadzą embargo na rosyjską ropę. Ekspertka: Nie zatrzymają Putina

- Embargo na eksport rosyjskiej ropy i produktów naftowy to poważny cios dla rosyjskiej gospodarki i finansów publicznych, jednak jego konsekwencje nie będą natychmiastowe - ocenia w rozmowie z Gazeta.pl Iwona Wiśniewska, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich.

Kraje Unii Europejskiej są zgodne w sprawie embarga na import rosyjskiej ropy. Informację o ustaleniach dotyczących szóstego pakietu sankcji przekazał w poniedziałek w nocy szef Rady Europejskiej Charles Michel. Odniósł się też do nich premier Mateusz Morawiecki. -  Po kilku godzinach dyskusji ustaliliśmy, że szósty pakiet sankcji wobec Federacji Rosyjskiej będzie obejmował także sankcje na ropę - stwierdził w poniedziałek późnym wieczorem. Stwierdził też, że bez zajęcia się kluczowym źródłem dochodów "ciężko byłoby mówić o skutecznej walce z machiną wojenną Putina".

Zobacz wideo Kamiński: W ostatnich latach głosy liczone były prawidłowo, ale wybory odbywały się w niesprzyjających dla opozycji warunkach

Sankcje na rosyjską ropę. Ekspertka: Spory cios w gospodarkę

O to, w jakim stopniu działania UE są w stanie wpłynąć na wojenne działania Rosji, zapytaliśmy ekspertkę. Iwona Wiśniewska, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich, nie ma wątpliwości, że Moskwa decyzję Zachodu odczuje. - Embargo na eksport rosyjskiej ropy i produktów naftowy to poważny cios dla rosyjskiej gospodarki i finansów publicznych, jednak konsekwencje sankcji nie będą natychmiastowe - stwierdza. 

Nie są one w stanie zatrzymać Putina

- dodaje. 

Ograniczenia w imporcie nie zadziałają bowiem natychmiast. - Po pierwsze zakaz importu surowców w dużej mierze zacznie obowiązywać dopiero pod koniec roku. Po drugie Kreml zgromadził spore rezerwy. One pozwalają przez nawet pół roku finansować machinę wojenną bez uzyskiwania wpływów budżetowych.

Stacja benzynowa sieci OrlenBenzyna dotkliwie drożeje. Ekspert wyjaśnia, rząd nie daje nadziei

Analityczka: Paranoidalne myślenie Kremla

Rozmówczyni Gazeta.pl uważa, że dla Władimira Putina największe znaczenie ma sytuacja na polu bitwy. - Putina nie powstrzymają sankcje, ale to, czy Ukraina da mu odpór militarny. Motywy działań militarnych wobec Ukrainy mają podłoże polityczne, napędzane paranoidalnym wręcz myśleniem Kremla o Zachodzie zagrażającym stabilności systemu politycznego w Rosji. W tym kontekście ponoszone koszty gospodarcze przez Rosję mają znaczenie drugorzędne - stwierdziła.

Zdaniem ekspertki nie wiadomo też, do jakich kolejnych działań posunie się rosyjski reżim. - Trudno odpowiedzieć też na pytanie o obecne cele Kremla wobec Ukrainy. Nie udał się pierwotny plan z podporządkowaniem całego kraju i zmiany władz w Kijowie na prorosyjskie. Teraz Kreml stara się jak najbardziej zniszczyć Ukrainę oraz przejąć obwody na wschodzie i południu, jednak to jak daleko się posunie, zależeć będzie od militarnego oporu Ukrainy. Nie zaś od sankcji i ich konsekwencji dla rosyjskiej gospodarki. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości - podsumowuje Iwona Wiśniewska. 

Więcej o gospodarce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

YMiedzynarodowa Konferencja Darczyncw na rzecz Ukrainyna Stadionie Narodowym w WarszawieInflacja w Polsce znów przebiła sufit. GUS podał fatalne dane za maj

Polityczne porozumienie przywódców osiągnięte w poniedziałek w Brukseli zakłada embargo na ropę transportowaną drogą morską. Stanowi to 2/3 unijnego importu. Biorąc pod uwagę, że Polska i Niemcy do końca roku zrezygnują z dostaw rurociągiem Przyjaźń, to w praktyce Unia przestanie kupować 90 procent dotychczas sprowadzanej rosyjskiej ropy. Według analiz przytoczonych przez agencję UNIAN, po wejściu w życie embarga Moskwa będzie musiała szukać nabywców na ropę w Azji. 

Więcej o: