Kraje UE wprowadzą embargo na rosyjską ropę. Ekspertka: Nie zatrzymają Putina

- Embargo na eksport rosyjskiej ropy i produktów naftowy to poważny cios dla rosyjskiej gospodarki i finansów publicznych, jednak jego konsekwencje nie będą natychmiastowe - ocenia w rozmowie z Gazeta.pl Iwona Wiśniewska, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich.
Władimir Putin
Mikhail Metzel / AP

Kraje Unii Europejskiej są zgodne w sprawie embarga na import rosyjskiej ropy. Informację o ustaleniach dotyczących szóstego pakietu sankcji przekazał w poniedziałek w nocy szef Rady Europejskiej Charles Michel. Odniósł się też do nich premier Mateusz Morawiecki. -  Po kilku godzinach dyskusji ustaliliśmy, że szósty pakiet sankcji wobec Federacji Rosyjskiej będzie obejmował także sankcje na ropę - stwierdził w poniedziałek późnym wieczorem. Stwierdził też, że bez zajęcia się kluczowym źródłem dochodów "ciężko byłoby mówić o skutecznej walce z machiną wojenną Putina".

Zobacz wideo Kamiński: W ostatnich latach głosy liczone były prawidłowo, ale wybory odbywały się w niesprzyjających dla opozycji warunkach

Sankcje na rosyjską ropę. Ekspertka: Spory cios w gospodarkę

O to, w jakim stopniu działania UE są w stanie wpłynąć na wojenne działania Rosji, zapytaliśmy ekspertkę. Iwona Wiśniewska, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich, nie ma wątpliwości, że Moskwa decyzję Zachodu odczuje. - Embargo na eksport rosyjskiej ropy i produktów naftowy to poważny cios dla rosyjskiej gospodarki i finansów publicznych, jednak konsekwencje sankcji nie będą natychmiastowe - stwierdza. 

Nie są one w stanie zatrzymać Putina

- dodaje. 

Ograniczenia w imporcie nie zadziałają bowiem natychmiast. - Po pierwsze zakaz importu surowców w dużej mierze zacznie obowiązywać dopiero pod koniec roku. Po drugie Kreml zgromadził spore rezerwy. One pozwalają przez nawet pół roku finansować machinę wojenną bez uzyskiwania wpływów budżetowych.

Analityczka: Paranoidalne myślenie Kremla

Rozmówczyni Gazeta.pl uważa, że dla Władimira Putina największe znaczenie ma sytuacja na polu bitwy. - Putina nie powstrzymają sankcje, ale to, czy Ukraina da mu odpór militarny. Motywy działań militarnych wobec Ukrainy mają podłoże polityczne, napędzane paranoidalnym wręcz myśleniem Kremla o Zachodzie zagrażającym stabilności systemu politycznego w Rosji. W tym kontekście ponoszone koszty gospodarcze przez Rosję mają znaczenie drugorzędne - stwierdziła.

Zdaniem ekspertki nie wiadomo też, do jakich kolejnych działań posunie się rosyjski reżim. - Trudno odpowiedzieć też na pytanie o obecne cele Kremla wobec Ukrainy. Nie udał się pierwotny plan z podporządkowaniem całego kraju i zmiany władz w Kijowie na prorosyjskie. Teraz Kreml stara się jak najbardziej zniszczyć Ukrainę oraz przejąć obwody na wschodzie i południu, jednak to jak daleko się posunie, zależeć będzie od militarnego oporu Ukrainy. Nie zaś od sankcji i ich konsekwencji dla rosyjskiej gospodarki. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości - podsumowuje Iwona Wiśniewska. 

Więcej o gospodarce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Polityczne porozumienie przywódców osiągnięte w poniedziałek w Brukseli zakłada embargo na ropę transportowaną drogą morską. Stanowi to 2/3 unijnego importu. Biorąc pod uwagę, że Polska i Niemcy do końca roku zrezygnują z dostaw rurociągiem Przyjaźń, to w praktyce Unia przestanie kupować 90 procent dotychczas sprowadzanej rosyjskiej ropy. Według analiz przytoczonych przez agencję UNIAN, po wejściu w życie embarga Moskwa będzie musiała szukać nabywców na ropę w Azji. 

Więcej o: