Tusk igra z Glapińskim. Prezes NBP jak mina, której wybuch może narobić wielkich szkód

- Glapiński jest nielegalny, nie będzie ani jednego dnia dłużej prezesem NBP i nie trzeba będzie ustawy - mówił w Radomiu przewodniczący Platformy Obywatelskiej. To nie pierwsza tego typu wypowiedź ze strony opozycji. Nie wyobraża sobie ona ewentualnych rządów wraz z Glapińskim w fotelu szefa NBP. Ten pozostanie w nim do 2028 r., a usunięcie go nie będzie łatwe. - Podważanie mandatu banku centralnego jest bardzo niebezpieczne, to się na świecie zawsze źle kończyło - ostrzega Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Prawnicy Andrzeja Dudy napisali ekspertyzy, że wybór Adama Glapińskiego [na drugą kadencję jako prezesa NBP - red.] jest nielegalny. Wystarczyłaby dużo mniejsza wątpliwość, żeby gościa wyprowadzić z NBP i ja to zrobię. Gwarantuję!

- mówił Donald Tusk, były premier i przewodniczący Platformy Obywatelskiej, w sobotę w Radomiu.

O co chodziło Tuskowi? Jak pisaliśmy w maju, powołując się na informacje radia RMF FM, w Kancelarii Prezydenta pojawiła się opinia prawna wskazująca, iż powołanie Glapińskiego na kolejną kadencję może być niezgodne z prawem. Powód? 

Autor bądź autorzy rzeczonej opinii wyciągnęli z ustawy o Narodowym Banku Polskim wniosek, że w zarządzie NBP - czy to jako członek czy jako prezes - można zasiadać tylko dwie kadencje. Tymczasem zanim Glapiński został w 2016 r. prezesem NBP, pełnił (krótko, bo tylko od marca do czerwca 2016 r.) funkcję wiceszefa banku centralnego. Potem od czerwca 2016 do czerwca 2022 był już prezesem NBP. Według rozumowania z opinii prawnej trzecia kadencja dla Glapińskiego w zarządzie NBP (druga jako jego prezes) jest niezgodna z prawem. 

Szef gabinetu prezydenta Dudy Paweł Szrot przyznał wówczas w rozmowie z PAP, że taka opinia rzeczywiście się pojawiła. Poinformował jednak, że Pałac Prezydencki dysponuje też odwrotnymi ekspertyzami - że wszystko z ponownym wyborem Glapińskiego jest zgodne z prawem. Ostatecznie prezydent nie wycofał kandydatury Glapińskiego na drugą kadencję na fotelu prezesa NBP, Sejm w maju kandydaturę tę poparł22 czerwca Glapiński złożył przed tą izbą oficjalną przysięgę, inaugurując swoją nową kadencję, która powinna potrwać do 2028 r.

Na marginesie - feralne (z punktu widzenia wątpliwości prawnych - które same są wątpliwe, o czym dalej) trzy miesiące Glapińskiego na stanowisku wiceprezesa NBP od marca do czerwca 2016 r. nie były przypadkiem. W tym samym czasie, w którym prezydent Duda wskazał Glapińskiego jako swojego kandydata na prezesa NBP (kadencja ówczesnego prezesa Marka Belki kończyła się w czerwcu), Belka zawnioskował o włączenie Glapińskiego do zarządu NBP. Miał się on w tym czasie wdrażać i przygotowywać rynki na objęcie władzy w NBP.

Zobacz wideo Klaudia Jachira rzucała banknotami w czasie przysięgi Glapińskiego. Została wyprowadzona z Sejmu

Kontrowersyjna opinia prawna

Żeby była jasność - Glapiński zdecydowanie nie jest moim wymarzonym prezesem NBP. Bardzo chętnie zobaczyłbym na tym stanowisku kogoś innego. Czym innym jest jednak krytyczna ocena jego działań, a czym innym podważanie mandatu do sprawowania funkcji.

Uczciwie trzeba przyznać, że opinie wskazujące na nielegalność wyboru Glapińskiego na nową kadencję są kontrowersyjne. Żaden z prawników, u których zasięgnąłem opinii, nie widzi w ponownym wyborze Glapińskiego złamania ustawy o NBP (choć skoro przeciwna opinia do Kancelarii Prezydenta trafiła, to znaczy, że ktoś to jednak zobaczył). 

Gwoli wyjaśnienia - art. 17 ustęp 2b ustawy o Narodowym Banku Polskim, który miał zostać złamany, brzmi dokładnie tak:

Członkowie Zarządu NBP są powoływani na okres sześciu lat. Przepisy art. 9 ust. 2, art. 13 ust. 3 i ust. 5-7 stosuje się odpowiednio.

Z kolei art. 9 ust. 2, do którego nawiązuje powyższy przepis, wskazuje, iż kadencja prezesa NBP wynosi sześć lat, a ta sama osoba nie może być prezesem banku centralnego dłużej niż przez dwie kolejne kadencje. To właśnie z tego autorzy opinii, o której mówił Tusk, wyciągnęli wniosek, że w zarządzie NBP - czy to jako członek, czy jako prezes - można zasiadać tylko dwie kadencje.

Donald Tusk podczas 'Konwencji Przyszłości' Platformy Obywatelskiej w Radomiu, 2 lipca 2022 r.Tusk: Co zrobili, że Polska to kraj, gdzie problemem jest woda i chleb?

Jak opozycja może próbować pozbyć się Glapińskiego?

Usunięcie prezesa NBP ze stanowiska nie jest proste. Sześcioletnią kadencję gwarantuje mu Konstytucja. Szczegółowe zasady powoływania i odwoływania prezesa określa z kolei ustawa o Narodowym Banku Polskim.

Zakończyć kadencję prezesa NBP przed czasem - czyli w wypadku Glapińskiego przed czerwcem 2028 r. - mogą tylko trzy zdarzenia. Po pierwsze - śmierć. Po drugie - złożenie przez prezesa NBP rezygnacji. W końcu po trzecie - odwołanie go z funkcji przez Sejm, ale - co kluczowe - na wniosek prezydenta. Słowem - nawet gdyby w Sejmie władzę przejęła dzisiejsza opozycja, to bez wniosku prezydenta (a do 2025 r. będzie nim Andrzej Duda) nie byłoby podstawy do odwołania "Glapy" zgodnie z literą ustawy o NBP. 

Zresztą prezydent też nie może złożyć wniosku o odwołanie prezesa NBP ot tak. Zgodnie z ustawą o NBP może to zrobić tylko wówczas, gdy szef banku centralnego: nie wypełnia swych obowiązków na skutek długotrwałej choroby, został skazany prawomocnym wyrokiem, złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne (stwierdzone prawomocnym orzeczeniem sądu) lub gdy Trybunał Stanu orzekł wobec niego zakaz zajmowania najwyższych stanowisk w państwie.

Opozycja zna te przepisy i próbuje znaleźć w nich wyłom. Jednym - tym, o którym mówił Tusk, ale nie tylko - jest podważenie legalności całej rozpoczętej właśnie kadencji Glapińskiego. Innym - próba udowodnienia mu przestępstwa przez sąd.

Nie jest wykluczone, że impulsem do rozpoczęcia postępowania sądowego mogłoby być to, że prezes NBP nie dochował niezależności. Można wykazać, że wypełniał polecenia partii rządzącej. Gdyby tak się ułożył tok rozumowania przed sądem, to być może można byłoby próbować dowodzić, że nastąpiło naruszenie prawa

- mówił niedawno w rozmowie z TVN24 Dariusz Rosati z Koalicji Obywatelskiej. Zaznaczał jednak, że nie jest w stanie powiedzieć, czy Glapiński popełnił jakiekolwiek przestępstwo. 

O tym, jak konkretnie Koalicja Obywatelska chce "obalić" Glapińskiego, nie mówił z kolei w rozmowie z "Super Expressem" Bartłomiej Sienkiewicz, ale obiecywał, że jego ugrupowanie "znajdzie sposób".

Nie można w rękach szaleńca pozostawiać polskich pieniędzy. Nie ma o czym tu rozmawiać. Jeśli byśmy tego nie zrobili, to właściwie nie ma sensu wygrywania wyborów

- mówił były szef MSWiA.

  • Więcej o Glapińskim przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

PiS łamał prawo, więc KO też to zrobi?

Konstytucjonalista prof. Marek Chmaj wskazuje, że jeśli dzisiejsza opozycja po dojściu do władzy dalej podnosiłaby kwestię, o której mówił Tusk w Radomiu - tj. nielegalności wyboru Glapińskiego na drugą kadencję jako prezesa NBP - to mogłaby mieć pokusę uchylenia uchwały Sejmu w tej sprawie. 

Brzmi nieprawdopodobnie? Jak przypomina prof. Chmaj, Sejm pod rządami PiS podeptał już przecież konstytucyjnie zakreśloną kadencję, skróciwszy ją m.in. członkom Krajowej Rady Sądownictwa.

Pokazało to Sejmom przyszłych kadencji, jak pewne sprawy się rozwiązuje. Odnoszę wrażenie, że to się obróci w przyszłości przeciw tym, którzy Konstytucję deptali

- mówi konstytucjonalista.

Donald Tusk udzielił wywiadu 'Gazecie Wyborczej'"Tusk bezsilny wobec inflacji". Kuriozalny pasek TVP. Co mówił szef PO?

Glapiński jak mina, do której lepiej nie podchodzić?

Usunięcie Adama Glapińskiego z fotela prezesa NBP byłoby trudne jeszcze z jednego powodu. Byłaby to zapewne prosta droga do konfliktu z Europejskim Bankiem Centralnym i Unią Europejską, a także poważne ryzyko dla złotego czy ogólnie - polskiej gospodarki.

Glapiński jest, jaki jest, ale ugrupowania, które przejęłyby po wyborach od Zjednoczonej Prawicy władzę w Polsce, musiałyby naprawdę przemyśleć, czy jednak nie lepiej nie podnosić na niego ręki. Nawet jeśliby uznały, że Glapiński jako prezes NBP jest miną, to fałszywy ruch przy jej rozbrajaniu mógłby zdewastować gospodarkę. 

Niezależnie od oceny swojego działania banki centralne mają zagwarantowaną niezależność. Podważanie mandatu banku centralnego jest bardzo niebezpieczne, to się na świecie zawsze źle kończyło, jak np. w Algierii czy Turcji

- ostrzega w rozmowie z Gazeta.pl Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Przypomina też, że NBP jest członkiem sieci banków centralnych i w jego obronie wystąpiłby Europejski Bank Centralny.

Zresztą podobnie na Twitterze pisze też prawnik Piotr Leonarski. 

Jeśli próba zmiany kierownictwa banku centralnego miałaby zostać dokonana w sposób pozainstytucjonalny, to otworzyłaby się cała puszka Pandory

 - ocenia Arak.

Złoty by się osłabił, wzrosłyby rentowności polskich obligacji, spadłoby zaufanie inwestorów do Polski. Przestalibyśmy być normalnym państwem. Tak jest w Turcji - tam prezydent zmienia sobie prezesa banku centralnego, jak mu się jakiś nie podoba. To doprowadziło do kilkudziesięcioprocentowej inflacji, dramatycznego osłabienia liry, a tureckich papierów wartościowych nikt nie chce kupować

- mówi dyrektor PIE. Co więcej, według Araka już same zapowiedzi prób usunięcia Glapińskiego z fotela prezesa NBP mogą być uwzględniane przez agencje ratingowe w ryzykach dla polskiego długu w opracowaniach publikowanych w okolicach wyborów parlamentarnych.

Słowem - nawet jeśli dla kogoś Glapiński jako szef NBP jest jak zbuk, to nieopatrzne jego wynoszenie może narobić dramatycznego smrodu. I tak źle, i tak niedobrze.

  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina
Więcej o: