Firmy dostarczające usługi komunalne z Korei Południowej i Japonii przyspieszyły plany zakupy dostaw gazu LNG. Chcą zgromadzić jak najszybciej jak najwięcej zapasów na zimę, w obawie przed tym, że Europa też rzuci się surowiec dostarczany drogą morską. Pisze o tym portal Bloomberg, powołując się na doniesienia traderów znających sprawę.
Może to prowadzić do trudności z zakupieniem takiego surowca, bo dostępnego na najbliższe miesiące gazu jest coraz mniej. Oznacza to też wzrost ryzyka wzrostu cen. Gaz LNG w dostawach spotowych (spot, czyli "na już", nie w ramach kontraktów długoterminowych, podpisanych wcześniej) i tak notowany był wysoko, a teraz może podrożeć jeszcze bardziej. Handlujący nim traderzy szacują, że azjatyckie ceny mogą dojść do najwyższego poziomu od marca, czyli od momentu gwałtownej reakcji na początek wojny Rosji w Ukrainie - donosi autor wspomnianego artykułu, Stephen Stapczynski.
Surowiec drożeje też na naszym kontynencie. Notowania europejskiego miesięcznego kontraktu terminowego na gaz wzrosły w poniedziałek o prawie 10 proc. Drogi gaz, wykorzystywany do ogrzewania, produkcji energii i w przemyśle, to czynnik podbijający i tak najwyższą od dekad w wielu państwach inflację.
Więcej wiadomości z gospodarki na stronie głównej Gazeta.pl>>>
Wzrost zainteresowania spotowymi zakupami gazu przyspieszył po najnowszej decyzji Gazpromu. Rosyjski koncern, powołując się na wymagania regulatora, ogłosił w poniedziałek, że musi wstrzymać operacje na jednej z turbin firmy Siemens (innej niż ta ostatnio naprawiana) w związku z pracami remontowymi.
To oznacza, że od środy 27 lipca, od 6:00 rano czasu polskiego, przesył gazu przez Nord Stream 1 zmniejszy się do 33 milionów metrów sześciennych, czyli będzie stanowić połowę obecnego. Ten obecny już wcześniej spadł do 40 proc., zatem od jutra do Europy morskim gazociągiem z Rosji płynąć będzie jedynie 20 proc. tego, co mogłoby popłynąć.
Resort gospodarki Niemiec twierdzi, że nie ma technicznego uzasadnienia takiego zmniejszenia przesyłu, a resort uważnie monitoruje sytuację.
Według innego z autorów Bloomberga, Javiera Blasa, eksperta ds. energetyki, przy przesyle na Nord Stream 1 na poziomie 20 proc. możliwości Niemcy nie będą miały wystarczająco dużo gazu na zimę i konieczne będą duże cięcia w wykorzystaniu surowca.
I o takich właśnie cięciach rozmawiają dziś (we wtorek 26 lipca) ministrowie ds. energii państw Unii Europejskiej. O 9:30 rusza w Brukseli nadzwyczajne spotkanie na temat planu awaryjnego. W ubiegłym tygodniu taki plan zaprezentowała Komisja Europejska. Proponuje w nim, aby kraje Unii ograniczyły zużycie gazu o 15 proc. od sierpnia do końca marca przyszłego roku. Cięcia miałyby być dobrowolne, choć z opcją uruchomienia ich obligatoryjności w razie bardzo złej sytuacji.
Pomysł nie spodobał się części państw członkowskich, w tym m.in. Polsce, Czechom, Hiszpanii i Portugalii. W planie pojawić się więc mają różne krajowe wyjątki. Według doniesień agencyjnych porozumienie ma zostać dziś zatwierdzone.
Premier Ukrainy wprost nazywa działanie Rosji "otwartą wojną gazową" z Europą. Ta wojna może zostać uruchomiona na drugim froncie. Nord Stream 1 to największe pojedyncze połączenie gazowe między Rosją a Europą, biegnie dnem Bałtyku do Niemiec. Są też rurociągi lądowe, w tym przez Ukrainę. Według doniesień Reutersa, ukraiński operator podał, że Gazprom koncern nagle i bez zapowiedzi zwiększył ciśnienie w gazociągu prowadzącym przez ten kraj dalej na zachód. Jak wyjaśnia agencja, taki skok ciśnienia może być zagrożeniem dla instalacji, stąd należy o nich uprzedzać - Gazprom tego nie zrobił.