Czego Polacy pragną w pracy? Trzech dni wolnego. "Zmiany zostaną wprowadzone w Polsce wcześniej czy później"

Siedmiu na dziesięciu polskich pracowników chciałoby przejścia na czterodniowy tydzień pracy, przy zachowaniu wynagrodzenia za pięć dni - tak wynika z badania przeprowadzonego przez Manpower Group. Co istotne, nie chodzi wcale o zmniejszenie tygodniowego wymiaru godzin pracy.

Gdyby to od Polaków zależało, to w poniedziałki mogliby wracać do pracy po trzydniowym weekendzie. Tak wynika z raportu ManpowerGroup "Czego pragną pracownicy", który pokazuje także, że sporo w podejściu zatrudnionych zmieniła pandemia. Opracowanie przedstawia wnioski z ankiety, która dotyczyła pięciu obszarów, w tym elastyczności, a dokładnie przesuwania jej granic. 

Praca. Cztery dni w biurze i weekend? 

Jednym z pytań zadanych badanym był wybór alternatywy dla pięciodniowego tygodnia pracy. Okazuje się, że 73 proc. ankietowanych chciałoby przejść na model pracy w którym 40-godzinny tydzień pracy niejako kompresowany jest w czterech dniach. Czyli pracować dwie godziny dziennie dłużej, ale tylko przez cztery dni w tygodniu, zachowując przy tym pełne wynagrodzenie. 17 proc. wybrało opcję siedmiodniowego tygodnia pracy, w którym zadania służbowe mogliby wykonywać w dowolnym czasie. Co zaskakujące, 10 proc. badanych byłoby skłonne pogodzić się z niższym wynagrodzeniem w zamian za przejście na 4/5 etatu. 

- To pokazuje pewną zmianę w zachowaniach talentów. Coraz częściej liczy się dla nas czas na odpoczynek, relaks, czas dla rodziny niż pogoń za pieniądzem - mówi Piotr Zygmunt, ekspert rynku pracy, lider linii biznesowej RPO w ManpowerGroup. 

Czas dla rodziny i przyjaciół, a także na odpoczynek to dwie korzyści z elastycznego czasu pracy, które wskazało odpowiednio 46 i 44 proc. badanych (było to pytanie wielokrotnego wyboru, w którym można było wskazać maksymalnie trzy odpowiedzi). 36 proc. respondentów zwróciło uwagę na krótszy czas dojazdu do pracy, jedna trzecia na możliwość realizacji rzeczy, które chcą robić poza pracą, a 30 proc. na bardziej produktywny czas pracy. 

Ta elastyczność to oczywiście nie tylko alternatywy dla tradycyjnego układu tygodnia pracy. Ankietowani mieli także wymienić czynniki, które w tym kontekście (elastyczności) są dla nich najważniejsze (to również było pytanie wielokrotnego wyboru). Ponad połowa - 53 proc. - wskazała na wybór godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy, po 41 proc. na możliwość pracy w miejscu pracy lub w domu, w zależności od codziennych okoliczności oraz dłuższy urlop, 33 proc. na więcej dni urlopu płatnego lub chorobowego, 23 proc. na możliwość wyboru większej ilości czasu spędzanego w domu niż w miejscu pracy, a 20 proc. na więcej dni wolnych od pracy w celu zadbania o zdrowie psychiczne. Całkiem spora grupa, bo blisko jedna piąta (18 proc.), chciałaby pracować tylko w miejscu pracy.

Patrol policji, zdjęcie ilustracyjnePraca w upale to koszmar, który będzie wracał. Jak radzą sobie Polacy?

Kto proponuje pracownikom czterodniowy tydzień pracy?  

Wróćmy jednak jeszcze do czterodniowego tygodnia pracy. Warto zwrócić uwagę, że autorzy ankiety Manpower Group przy pytaniu o alternatywę dla pięciodniowego tygodnia pracy w tradycyjnych godzinach (9:00-17:00) nie zawarli opcji odpowiedzi, która zakładałaby skrócenie wymiaru czasu pracy przy zachowaniu pełnego wynagrodzenia. Ankietowani nie mogli więc wskazać możliwości pracy przez cztery dni w tygodniu po osiem godzin przy płacy takiej, jak za pięć dni po osiem godzin dziennie (choć trzeba podkreślić, że tak bardzo zależy im na dodatkowym dniu wolnym w tygodniu więcej, że w pozostałe są skłonni więcej pracować). A w tym kierunku właśnie idą pojawiające się coraz częściej pilotaże, jak trwający od czerwca tego roku brytyjski eksperyment, największy tego typu na świecie (nieco więcej o nim za chwilę). W Polsce opcję mniejszego wymiaru czasu pracy też można już znaleźć. Potwierdza to Piotr Zygmunt. 

- Część firm zdecyduje się na wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy, dotyczy to jednak tylko niektórych branż i stanowisk. Z naszych obserwacji wynika, że na czterodniowy tydzień pracy z obniżoną ilością godzin pracy decydują się przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa, ponieważ w nich łatwiej jest zweryfikować efekt końcowy pracy pracownika. W dużych korporacjach, szczególnie przy wysokiej powtarzalności oraz mnogości zadań, takie zmiany będzie o wiele trudniej wprowadzić. Podobnie ma się sprawa w kwestii stanowisk oraz sektorów, w których liczy się ilość roboczogodzin przepracowanych przez zatrudnione osoby - mówi ekspert. 

Zobacz wideo Czy czterodniowy tydzień pracy ma sens?

Wśród branż, w których takie zmiany wprowadzać znacznie łatwiej, jest IT. To też branża, w której elastyczność, rozumiana jako możliwość rozłożenia czasu pracy w innym zakresie godzinowym niż standardowy biurowy, jest dla pracowników bardzo ważna, i to już w momencie rozważania oferty pracy. Choć i tutaj nie wszędzie. - Współpraca z biznesem, zapewnienie ciągłości funkcjonowania systemów, konieczność przeprowadzania działań w konkretnym czasie uniemożliwiają pracę w modelu w pełni elastycznym - zauważa Agnieszka Grzybowska, ekspert rynku pracy, manager zespołu rekrutacji IT w Experis.

Według ekspertów ManpowerGroup, w Polsce wciąż można obserwować tzw. rynek pracownika. - Wciąż bardzo pożądani są specjaliści IT, a także z branży finansów, sprzedaży i marketingu, obsługi klienta, a także HR - mówi Piotr Zygmunt. Nacisków na czterodniowy tydzień pracy ze strony kandydatów do zatrudnienia jednak - jak na razie - nie widać. Jeśli pracownicy chcą mieć dodatkowy dzień wolny, to często na przykład dlatego, że potrzebują czasu na jakiś własny projekt zawodowy. Wtedy jednak proponują utrzymanie 40-godzinnego wymiaru pracy w tygodniu. 

Wielka Brytania testuje: cztery dni pracy w tygodniu za tę samą pensję

Wspomniany już tutaj eksperyment brytyjski trwa od 6 czerwca tego roku. Bierze w nim udział ponad 3300 pracowników z 70 firm, z przeróżnych branż, od gastronomii po usługi finansowe. To największy program pilotażowy dotyczący czterodniowego tygodnia pracy na świecie. Prowadzą go organizacje i think tanki promujące to rozwiązanie we współpracy z badaczami z uniwersytetów Cambridge i Oxford oraz z Boston College. Założeniem jest skrócenie wymiaru czasu pracy przy zachowaniu pełnego wynagrodzenia i stuprocentowej produktywności.

Dwa miesiące po tym, jak Wielka Brytania rozpoczęła swój eksperyment, dziennikarze CNN rozmawiali z kilkorgiem z jego uczestników. Jedna z nich, dyrektor zarządzająca londyńskiej agencji PR, przyznała, że początki były dość chaotyczne, ale po dwóch tygodniach udało się ułożyć zadania w firmie. Wśród wprowadzonych zmian jest np. ograniczenie czasu trwania spotkań wewnętrznych do pięciu minut, a tych z klientami do pół godziny. Samantha Losey zastrzegła, że jeśli produktywność spadnie - a takie ryzyko oceniała w rozmowie z CNN na 25 proc. - jej firma przywróci pięciodniowy tydzień pracy. 

Inny z rozmówców portalu amerykańskiej stacji, prezes firmy kosmetycznej, by zachować produktywność wprowadził "głęboki czas pracy". Przez cztery godziny dziennie - dwie rano i dwie po południu - jego pracownicy mają zajmować się wyłącznie swoimi zadaniami, nie odpowiadając w tym czasie na maile i nie biorąc udziału w spotkaniach, także on-line.

Poprzednie tego typu testy, jak prowadzony kilka lat temu w Islandii (wtedy brało w nim udział około 2500 osób zatrudnionych w sektorze publicznym) wskazały, że produktywność nie spadła, a miejscami nawet się poprawiła. Poprawiło się też zdrowie pracowników i jakość ich życia w zakresie zachowania równowagi między pracą a życiem prywatnym.

- 32 godziny tydzień pracy mógłby przynieść wiele dobrego pracownikom na każdym polu, niemniej jednak stanowiłby także realny wzrost kosztów pracy i uderzyłby w przedsiębiorców, którzy obecnie zmagają się z wieloma przeciwnościami. Z drugiej strony, system opierający się na modelu mniej niż 40 godzin pracy w tygodniu jest już dobrze znany w krajach zachodnich i skandynawskich. To sprawia, że zmiany w tym zakresie zostaną wprowadzone w Polsce wcześniej czy później - uważa Piotr Zygmunt z ManpowerGroup. 

Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w niedawnej rozmowie z Gazeta.pl także podkreślał, że skracanie tygodnia pracy to megatrend, z którym trudno walczyć, trzeba się za to do niego przygotowywać. Jego zdaniem, Polska nie jest na to jeszcze gotowa, a te przygotowania potrwałyby minimum dekadę. 

- Dzisiaj, w debacie, która się toczy, wydaje się, że jest obecne założenie, że pięciodniowy tydzień pracy to warunek odgórny, naturalny, który od zawsze funkcjonował. Tymczasem to pewna nowość w Polsce, która przyszła tuż przed zmianami wolnorynkowymi, w końcówce lat 80., choć dzisiaj przyjmujemy, że to oczywistość. Ta zmiana odbyła się kiedyś w sposób stopniowy i rozłożony w czasie, u nas dodatkowo miało to bardzo silny wymiar polityczny. Kraje OECD, mimo skrócenia wymiaru czasu pracy, nie straciły na swojej zamożności, PKB per capita rósł. My się do tych pięciu dni po prostu przyzwyczailiśmy, ułożyliśmy sobie pod to życie. Poza tym, dodawanie czasu wolnego do tygodnia to też jest element, który stymuluje gospodarkę, tylko w inny sposób, zasilając konsumpcję - podkreśla Kubisiak. Całą rozmowę z ekspertem, w którym wyjaśnia m.in., od których sektorów gospodarki należałoby rozpocząć program pilotażowy, można przeczytać, klikając w poniższe odniesienie.

Czterodniowy tydzień pracyCzterodniowy tydzień pracy. Polska nie jest gotowa. Problem nr 1: nadgodziny

Więcej o: