Gazprom straszy Europę epoką lodowcową. Europa nie czeka na nokaut. Moment prawdy nadchodzi

Gazprom opublikował specjalny klip z przesłaniem dla Europy - zakręcony kurek z gazem ma oznaczać nadchodzącą "długą zimę". Nie ulega wątpliwości, że nadchodzące miesiące, a pewnie i lata, będą dużo cięższe. Z drugiej strony Europa robi sporo, żeby wdrożyć w życie marcowe wezwanie prezydenta Dudy do Władimira Putina: "nie strasz, nie strasz...". Moment próby jednak dopiero nadchodzi.

Zakręcany kurek z gazem, przesył ograniczany do zera, fala mrozu spowijająca miasta oraz hasło, że "to będzie długa zima". Tym razem Gazprom w ramach swojego szantażu energetycznego "zaatakował" Europę złowieszczym klipem.

Filmik ma oczywiście znaczenie wyłącznie symboliczne, ale to, że gazociągiem Nord Stream 1 od kilku dni w ogóle nie płynie już gaz, to cios jak najbardziej namacalny. Gazprom przekonuje, że problemem jest wyciek oleju i oczekuje naprawy od niemieckiej firmy Siemens Energy. Ale jest tajemnicą poliszynela, że awaria to jedynie podpucha ze strony Moskwy.

Zobacz wideo

Pracownicy w warszawskim biurowcuCzego Polacy pragną w pracy? Trzech dni wolnego. Tak pracować chce 70 proc.

  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Kurek zakręcony. "Europa nie jest przygotowana najgorzej"

Gazprom od miesięcy ograniczał wolumen gazu przesyłanego Nord Streamem, który przez ostatni miesiąc pracował na jedynie 20 proc. przepustowości (ok. 10 mld m3). Pewne ilości gazu z Rosji płyną jeszcze przez Ukrainę do Słowacji, ale oto właśnie ziszcza się scenariusz, w którym Europa musi zacząć radzić sobie bez rosyjskiego gazu. Pozostają inne źródła - m.in. złoża norweskie, import gazu LNG czy przesył z Afryki (tu mogą skorzystać kraje południa Europy).

Cel Moskwy jest prosty - manipulując cenami i wolumenami dostaw surowców energetycznych, Rosjanie chcą wepchnąć europejską gospodarkę w recesję. I to, oczywiście, pośrednio się udaje. Przykładowo, cytowani przez agencję Reutera analitycy szacują, że zamknięcie Nord Stream 1 może doprowadzić nawet do 20-procentowego niedoboru gazu w UE w tym roku, a eksperci z Amundi obawiają się, że chaotyczne racjonowanie gazu może kosztować region nawet 2-procentowy spadek PKB w 2023 r. 

Trudno, żeby Europa pozostała niewzruszona na ciosy ze strony Moskwy. Ale też nie jest do końca tak, że bez gardy czeka na nokaut. Choć to, czy padniemy na deski, będzie ważyło się przez całą zimę.

- Wydaje mi się, że Europa nie jest przygotowana najgorzej - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Dawid Czopek, zarządzający w Polaris FIZ. Cel obrany przez Komisję Europejską, tj. 80-procentowe zapełnienie magazynów gazu (obecnie ok. 82 proc., ponad 900 TWh), został zrealizowany nie 1 listopada - jak zakładano - ale już na koniec sierpnia. Daje to ok. 20 proc. rocznego zużycia, acz jeśli podołamy planom redukcji popytu na surowiec, a warunki pogodowe zimą nie zaskoczą negatywnie, rezerw gazu wystarczy na dłużej.

Oczywiście - każdy kraj ma inne źródła gazu, inną pojemność magazynów i stopień ich zapełnienia (np. Polska ma zapełnione ok. 99 proc. pojemności magazynów, co stanowi ok. 15 proc. przeciętnego rocznego zużycia), ale zdaniem Dawida Czopka w ostatecznym rozrachunku "wszyscy jedziemy na jednym wózku".

Oczywiście wielka nadzieja pokładana jest w tym, że dzięki oszczędnościom po prostu będziemy potrzebować mniej gazu. W analizach ośrodków badawczych zwykle pojawiają się szacunki dotyczące konieczności redukcji zużycia gazu czy energii o 15, 20, 30 proc. w celu zapewnienia sobie zimy bez niedoborów gazu.

Redukcja, oszczędności, plany awaryjne i nadzieja w pogodzie

To już się zresztą dzieje - kilka dni temu pojawiły się informacje, że zapotrzebowanie na błękitny surowiec ze strony europejskiego przemysłu spadło o 30 proc. Choć, rzecz jasna, coś za coś. Zużycie gazu spada nie tylko ze względu na czynione oszczędności, lecz także pogarszającą się koniunkturę i ograniczenia produkcji w przemyśle z powodu drastycznych wzrostów cen (w Polsce najlepszym przykładem były niedawne decyzje Grupy Azoty i Anwilu o ograniczeniu produkcji CO2 i nawozów). Z kolei w ciepłownictwie zamiennikiem dla gazu stają się m.in. węgiel czy olej opałowy, czyli dużo mniej ekologiczne alternatywy.

Niemniej oszczędności gazu i energii są kluczowe i - co ważne - wdrażane. Energii, bo mniej więcej jedna czwarta prądu w UE wytwarzana była w elektrowniach gazowych. Poza tym, jeśli gdzieś szukać oszczędności w zużyciu gazu, to w produkcji energii jest to najłatwiejsze.

Niższe temperatury w organach administracji publicznej, ograniczenie działania klimatyzacji, nakaz zamykania drzwi w klimatyzowanych lokalach, zmniejszenie oświetlenia sklepów i wygaszone na noc neony, niższe temperatury wody i powietrza na basenach, apele do konsumentów o skrócenie czasu kąpieli, ocieplenie mieszkań czy przykręcenie kaloryferów - każdy kraj ma swoje pomysły, żeby przez zimę przejść maksymalnie suchą stopą. 

Oszczędności mają być generowane nie tylko prośbą i groźbą, lecz także sposobem. W różnych zakątkach Europy - również w Polsce - rozważane są mechanizmy regulacji cen energii czy gazu, ale tylko do pewnego poziomu zużycia. Innymi słowy - jeśli np. gospodarstwo domowe ograniczy zużycie energii do 80 proc. zeszłorocznego, zapłaci relatywnie niewiele. Jednak ceny za nadwyżkę będą już słone. 

Myślimy o takim schemacie cenowym, który będzie promował korzystanie z energii elektrycznej w oszczędny sposób, tak jak to się dzieje we wszystkich krajach Europy Zachodniej. Rozważamy zamrożenie cen energii elektrycznej na pewnym poziomie, ale tylko do jakiegoś pułapu zużycia

- mówił w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki. Wyjaśniał, że bogatsi Polacy będą mogli korzystać z energii bez oszczędzania, a nieco uboższych taka polityka będzie motywowała do zmniejszenia zużycia. Jak dodawał, takie rozwiązania mogłyby wejść w życie od początku 2023 r., wraz z nowymi taryfami.

Jak wspomnieliśmy, kluczowa dla bezpieczeństwa energetycznego Europy będzie też pogoda. Wrogiem Europy będą siarczyste, długie mrozy (bo to oznacza większe zapotrzebowanie na ciepło i energię elektryczną) i bezwietrzna pogoda (uniemożliwiająca generowanie energii wiatrowej). Im mniej gazu będzie potrzebne do ogrzewania i wytwarzania energii, tym więcej "zostanie" dla przemysłu. Nasza energetyka czy ciepłownictwo na gazie nie bazują, ale przy splocie niekorzystnych wydarzeń - m.in. brakach węgla i niesprzyjającej aurze - ryzyko czasowych ograniczeń poboru mocy dla przemysłu nie jest wykluczone.

Mam nadzieję, że nie będziemy mieć takiej zimy, która zacznie w październiku z -20 stopniami, a skończy w maju z -30 stopniami. Wtedy naprawdę będzie ciężko

- mówi Dawid Czopek.

Komisja Europejska zobligowała kraje UE także do przygotowania planu priorytetów dla dostaw gazu. Czyli - jeśli komuś trzeba będzie odcinać, to komu w pierwszej kolejności. Na początku ograniczenia dotykałyby te branże przemysłu, które nie są kluczowe, a konsumują najwięcej gazu. Na szarym końcu - czyli de facto z zerowym ryzykiem ograniczeń - byłyby np. usługi komunalne czy gospodarstwa domowe. Acz, jak zakłada Dawid Czopek, to po prostu ceny gazu zmniejszą w naturalny sposób zapotrzebowanie nań.

Władimir PutinUjawniono raport, dotyczący wpływu sankcji nałozonych na Rosję

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Ceny gazu dramatycznie wysokie

Kolejny akord rosyjskiego szantażu gazowego przyszedł - zapewne nieprzypadkowo - w momencie, gdy na spotowy rynek gazu wlał się delikatny optymizm związany z osiągnięciem 80-procentowego wypełnienia magazynów. Ceny gazu z dostawą w październiku na holenderskim hubie TTF, które pod koniec sierpnia przekraczały już nawet 300 euro za megawatogodzinę, by w kilka dni spaść poniżej 210 euro, na wieść o przedłużeniu zamknięcia Nord Stream 1 zareagowały w poniedziałek skokiem nawet do 280 euro za mWh. Potem jednak rynek się delikatnie opamiętał i cena zjechała w okolice 220-250 euro. 

Ceny gazu są dramatycznie wysokie - benchmarkowe z holenderskiej giełdy są trzy razy wyższe niż na początku roku i dziesięciokrotnie wyższe niż nieco ponad rok temu. Paradoksalnie jednak zakręcony kurek na Nord Stream 1 to o tyle "pozytywna" (w pewien bardzo koślawy sposób, ale jednak) informacja dla notowań cen gazu, że w zasadzie już nic gorszego de facto Europy ze strony Gazpromu spotkać nie może.

embed

Wiadomo też, że rynki gazu i energii są pod silnym wpływem spekulantów. Pewnym remedium powinno tu być planowane przez Brukselę ustanowienie górnych limitów cen. Dawid Czopek dodaje, że z czasem ceny powinny się uspokajać ze względu m.in. na rozbudowę europejskiej (m.in. niemieckiej) infrastruktury do przeładunku skroplonego gazu. Wciąż wielką niewiadomą pozostaje też polityka Rosji - blokada przesyłu gazu do Europy to wszak dla niej miecz obosieczny. Jak wylicza Czopek, jej straty na tym, że nie eksportuje gazu do Europy, tylko go przepala, idą w ok. 200 miliardów euro rocznie. Jak zauważa, możliwości przesyłu gazu do Chin czy skraplania surowca są mocno ograniczone. 

W Rosji problem też będzie narastał. Kilka miesięcy są w stanie przetrwać. Ale pytanie, co będzie za rok

- zastanawia się ekspert.

W Polsce musimy zacząć mówić o oszczędnościach energii

Jak wynika z analizy ekonomistów banku BNP Paribas, brak rewersu gazu z Niemiec, niewykorzystana pełna przepustowość Baltic Pipe i brak redukcji zużycia gazu mogą być dla Polski tej zimy fatalnym połączeniem. W takim scenariuszu w kraju na początku 2023 r. zabraknie gazu. Obniżenie miesięcznego zużycia surowca o 15 proc. względem średniego poziomu z ostatnich pięciu lat.

Można odnieść wrażenie, że o konieczności redukcji zużycia gazu i energii najgłośniej mówią np. organizacje pozarządowe. Rząd czy środowisko PiS swój przekaz koncentruje raczej wokół zapewnień, że surowców będzie tyle, ile będzie potrzebne - a sugestie, że może nie musi być potrzebne tyle, ile w poprzednich latach, schodzą na dalszy plan. Z wypowiedziami przedstawicieli rządu wynika, że nie planują nakazywać np. wyłączania neonów na noc. 

Nie rozumiem, dlaczego rządzący myślą, że to jest dla nich ujma, gdy powiedzą, że należy oszczędzać gaz czy energię - wyłączyć oświetlenie budynku, zapalić co drugą lampę itd. Jest trudny czas. Tymczasem np. ograniczenie ogrzewania o jeden stopień to zużycie gazu niższe o 7 proc. Powinny pojawić się takie apele i kampanie

- mówi Czopek. Docenia natomiast rządowe plany uzależnienia taryf na energię czy gaz od redukcji zużycia.

Tego typu rozwiązania z jednej strony zachęcają do oszczędzania, a z drugiej powodują, że problemy z rachunkami są mniejsze

- mówi ekspert.

Więcej o: