Rząd planuje obciążyć niektóre spółki dodatkowym podatkiem. I to nie byle jakim, wynieść ma aż 50 proc. Jak wyjaśniał wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin, daniną mają zostać objęte "spółki, które w czasach kryzysu, często nie z własnej woli, generują dużo wyższe zyski". Obciążone mają zostać nie tylko podmioty państwowe, ale i prywatne.
Czy nowy pomysł rządu to dowód na to, że w budżecie brakuje pieniędzy? A może potwierdzenie zarzutów o zbytnie drenowanie kieszeni Polaków, którzy za paliwa, prąd czy nawozy płacą po prostu za dużo? W rozmowie z Gazeta.pl wyjaśnił to prof. Marian Noga, były członek Rady Polityki Pieniężnej, wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu,
Potwierdzam w całej rozciągłości: Polacy byli goleni
- kwituje ekspert.
Zdaniem prof. Nogi trudno ustalić, w jakim stopniu Polacy przepłacali za poszczególne produkty. - Nie znamy struktury cenowej produkowanej przez spółki skarbu państwa. Jeśli chodzi o ceny benzyny, oleju napędowego, to kilkukrotnie. Jestem przekonany, że przy innych produktach było to samo, nawet w nawozach - a wtedy to skandal.
Rozmówca Gazeta.pl odniósł się też do kwestii obciążenia nowym podatkiem firm prywatnych. - Jestem przeciwny obciążaniu takich spółek. One już dzisiaj są pod lupą UOKiK-u. Urząd ma pełne prawa karać za nieprawidłowości cenowe. Wprowadzenie takiego podatku, byłoby wprowadzeniem nierynkowego elementu. Groźnego dla rozwoju przedsiębiorstw - stwierdził prof. Marian Noga.
Ekonomista odniósł się też do innego aspektu planu rządu. Obciążanie firm nieplanowanym wcześniej podatkiem może być dowodem na problemy budżetowe. - Nie chcę nawiązywać sam do siebie, ale ja już w momencie wprowadzania 500 plus ostrzegałem, że ja tych pieniędzy w budżecie nie widzę. One od początku były dawane z kredytu. Ostrzegałem, że dzieci otrzymują pieniądze, które będą spłacać, gdy dorosną - powiedział. Wyjaśnił też, jakie są prawdopodobne intencje rządu.
Rząd chciałby dalej rozwijać transfery społeczne. I to ponad możliwości budżetu. A że zbliżają się wybory, to szuka tych pieniędzy, gdzie się tylko da
- twierdzi prof. Noga.
Rozmówca Gazeta.pl odniósł się też do wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. - Toczymy ciężką walkę - tego nie ukrywam - o to, żeby banki dały dużo wyższe procenty na wszystkie depozyty, także rachunki bieżące, tzw. ROR-y. Żeby nawet to było na jakieś 2,5 proc. oprocentowane. Jeżeli chodzi o lokaty - te dłuższe, ale począwszy nawet o tych trzy- czy sześciomiesięcznych - to żeby tam było już 6, 7, na te dłuższe 8 proc. - powiedział szef PiS w weekend podczas spotkania z mieszkańcami Oleśnicy.
- Im mniej państwa, tym lepiej dla gospodarki. Państwo jest tylko wtedy potrzebne w gospodarce, gdy mechanizmy rynkowe nie są w stanie w sposób racjonalny zaspokajać potrzeb społeczeństwa - stwierdził ekspert.
Wyjaśnił też, dlaczego banki niechętnie chcą podnosić oprocentowanie lokat. - Dlaczego jest taki problem z depozytami. Polski system bankowy ma nadpłynność przekraczającą 300 mld zł. W związku z tym banki - mówiąc brutalnie - nie potrzebują pieniędzy. A jak ktoś ich nie potrzebuje, nie będzie przecież płacić więcej za depozyty - powiedział ekonomista.
Prof. Marian Noga zwraca też uwagę na fakt, że Skarb Państwa kontroluje kilka banków - m.in. BGK, PKO czy Pekao. - Jeżeli rząd ma zamiar wprowadzić w tych bankach jakieś uregulowania dotyczące depozytów, to jest właścicielem, ma pełne prawo. Dlaczego jednak tego nie robi? - pyta.
Wyjaśnia też, że , BGK, jeżeli rząd ma zamiar wprowadzić jakieś uregulowania, to jest właścicielem, ma pełne prawo. Pozostałe banki ustalają oprocentowanie lokat na podstawie mechanizmów rynkowych.- . Jeżeli już miałoby się coś zmienić, to rząd musiałby zmienić prawo bankowe i wtedy banki nie miałyby nic do gadania - stwierdził ekspert.