Inflacja zaszokowała, a już wkrótce decyzja ws. stóp. RPP będzie jak Wałęsa: "nie chcem, ale muszem"

Inflacja we wrześniu wyniosła aż 17,2 proc. rok do roku - podał w piątek Główny Urząd Statystyczny. To fatalny odczyt - rozbił w proch wszelkie formułowane w ostatnich miesiącach nadzieje, że tempo wzrostu cen zacznie spadać. Wydaje się, że swoje wcześniejsze zapowiedzi dotyczące rychłego kończenia cyklu podwyżek stóp członkowie Rady Polityki Pieniężnej mogą wyrzucić do kosza. Najbliższe posiedzenie w środę 5 października.
Okres wakacyjny to zapewne był punkt zwrotny inflacji. Płaskowyż. Inflacja może być trochę wyżej albo niżej, ale zasadniczo to jest ten wysoki pułap, od którego inflacja będzie stopniowo maleć - wykluczając niespodziewane czynniki

- prognozował na konferencji 8 września prezes NBP Adam Glapiński, powołując się na ówczesne projekcje ekspertów NBP. Niestety, teraz na Płaskowyżu Glapińskiego pojawiła się grań.

W piątek Główny Urząd Statystyczny podał, że inflacja we wrześniu sięgnęła aż 17,2 proc. Był to odczyt gorszy od najgorszych prognoz analityków. O ile w poprzednich miesiącach rzeczywiście być może dałoby się wyratować tezę o "płaskowyżu" inflacji (choć z tendencją wzrostową - 15,5 proc. w czerwcu, 15,6 proc. w lipcu, 16,1 proc. w sierpniu), o tyle dane za wrzesień rozbiły ją w proch. 

Warto zwrócić uwagę też na dane miesiąc do miesiąca. We wrześniu względem sierpnia ceny urosły aż o 1,6 proc. W miesiąc! W "normalnej" sytuacji mniej więcej taka inflacja powinna być za cały rok. Inflacja miesięczna jest najwyższa od maja br. Jeśli wrześniowe dane to nie wypadek przy pracy, to ewidentnie widać, że inflacja ani myśli zwalniać.

Nadziei na to nie widać także w szacunkach tzw. inflacji bazowej, która według ekonomistów we wrześniu urosła do ok. 10,6-10,8 proc. (wobec 9,9 proc.). Inflacja bazowa (tj. bez cen żywności i energii) pokazuje skalę tego, jak inflacja rozlewa się po całej gospodarce, jak wzrosty kosztów po stronie firm są przerzucane na klientów. A w gruncie rzeczy też w pewnej mierze - jak niektóre branże wykorzystują sytuację, żeby podbijać swoje marże, mimo że nie ma po ich stronie adekwatnego wzrostu kosztów.

Zobacz wideo O ile może wzrosnąć rachunek za gaz, jeśli nie będzie interwencji rządu?
  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Inflacja ostro w górę. Co zrobi RPP?

Piątkowy odczyt inflacji zapewne nieco zburzy spokój ducha niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej. We wrześniu prezes NBP Adam Glapiński zaznaczał, że oczywiście RPP pilnie śledzi dane z gospodarki, ale jednocześnie wskazał, że członkowie RPP zapewne w październiku (posiedzenie odbędzie się 5 października) będą decydowali między podwyżką stóp o 25 punktów bazowych albo brakiem podwyżki.

Co więcej, w kolejnych dniach kilku innych członków Rady Polityki Pieniężnej (m.in. Ireneusz Dąbrowski, Henryk Wnorowski czy Cezary Kochalski) dało do zrozumienia, że chętnie nie podnosiliby już stóp (no ewentualnie o symboliczne 25 punktów bazowych) i zakończyli cykl podwyżek. Ale 5 października chyba będą musieli powtórzyć za Lechem Wałęsą "nie chcem, ale muszem".

Glapiński ma twardy orzech do zgryzienia. W tle 'traktat sopocki'Glapiński ma twardy orzech do zgryzienia. W tle 'traktat sopocki'

Jeszcze przed piątkowymi danymi o inflacji ewentualna decyzja RPP o braku podwyżki na posiedzeniu 5 października byłaby tylko niespodzianką. Przy inflacji 17,2 proc. - będzie to sensacja. Trudno sobie wyobrazić, żeby RPP nie zareagowała na najnowsze dane i to być może podwyżką nawet agresywniejszą niż 25 punktów bazowych. Dziś główna stopa NBP wynosi 6,75 proc.

Argumentami za dalszą podwyżką stóp - poza kolejnym wyskokiem inflacji - jest m.in. bardzo słaby złoty (frank obecnie po ok. 5,08 zł, dolar po 4,96 zł) czy bojowy nastrój największych banków centralnych (amerykański Fed, Europejski Bank Centralny, Szwajcarski Bank Narodowy) do podnoszenia stóp w walce z inflacją, nawet kosztem recesji.

Z drugiej strony, gospodarka wysyła już wyraźne sygnały o spowolnieniu, a kolejne podwyżki stóp tylko sytuację pogorszy. RPP jest coraz bardziej między Scyllą a Charybdą.

RPP nie powinna mieć dylematu: chciała kończyć podwyżki, ale wbrew zapowiedziom nie ma stabilizacji CPI, PLN mocno traci, a przykład forinta pokazuje, że zapowiedź końca cyklu podsyca osłabienie waluty. Widzimy +25 punktów bazowych w październiku, mowa o zakończeniu cyklu to fantazja

- komentują ekonomiści ING Banku Śląskiego.

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Zakupy w czasie wysokiej inflacji, zdjęcie ilustracyjne.Inflacja poszła na rekord. Ekonomiści: "Wzrośnie jeszcze bardziej"

Więcej o: