W sobotę 1 października ruszył import gazu za pomocą gazociągu Baltic Pipe. Instalacja, która została oficjalnie otwarta we wtorek, do tej pory nie transportowała surowca. Do Polski trafia jak na razie gaz wydobywany przez PGNiG na szelfie norweskim. Docelowo jednak rurociąg ma przesyłać nawet 10 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie. Będzie on pochodzić nie tylko z własnego wydobycia, ale i od innych producentów.
"Symboliczne uruchomienie gazociągu nastąpiło we wtorek, dziś gazociąg realnie zaczął być już wykorzystywany. Teraz przesył będzie stopniowo zwiększany" - mówił Jacek Sasin.
Wicepremier wyjaśnił, że Baltic Pipe będzie stopniowo zwiększał swoją przepustowość. ''Dzisiaj robimy wszystko, żeby wypełnić to kontraktami długoterminowymi i własnym wydobyciem na szelfie norweskim'' - dodał Jacek Sasin.
Minister aktywów państwowych dodał, że dzięki uruchomieniu Baltic Pipe w kwestii dostaw gazu Polska uzyskała niezależność od Rosji.
''Wraz z polskim wydobyciem to jest na poziomie prawie 4 miliardów metrów sześciennych z funkcjonującym gazoportem w Świnoujściu, z możliwością korzystania z terminala w Kłajpedzie i Interconectorem na granicy polsko-litewskiej, który ma przepustowość około 2 miliardów metrów sześciennych. To jest nawet więcej gazu, niż aktualnie potrzebujemy'' - tłumaczył wicepremier.
Gazociąg to inwestycja polskiego i duńskiego operatora przesyłu gazu. Budowa, która biegła między innymi przez dno Bałtyku, została ukończona w roku 2021. Przez następne miesiące trwało usuwanie niedociągnięć związanych z pozwoleniami środowiskowymi. Inwestycja docelowo ma uniezależnić Polskę od rosyjskiego gazu, z którego zrezygnowaliśmy kilka miesięcy po napaści Rosji na Ukrainę.
Do Polski gaz dociera również z innych źródeł, między innymi za pośrednictwem terminali oraz innych systemów przesyłu. Polska nie otrzymuje gazu za pośrednictwem Nord Stream 1.