Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych, czyli chiński parlament, na dorocznej sesji zatwierdziło wybór Xi Jinpinga na prezydenta Chin. To będzie trzecia, bezprecendensowa, pięcioletnia kadencja człowieka, który rządzi Chinami już od dekady i określany jest już jako największy przywódca tego kraju od czasu Mao Zedonga, który założył Chińską Republikę Ludową. Xi jest też jednocześnie najdłużej sprawującą władzę głową chińskiego państwa komunistycznego od kiedy powstało w 1949 roku.
2977 członków parlamentu wybrało Xi Jinpinga jednogłośnie. Po głosowaniu nastąpiła teatralna owacja na stojąco. To były mocno nietypowe "wybory" także dlatego, że kandydat był tylko jeden. Nic dziwnego, bo parlament Chin postrzegany jest jako ciało, którego zadaniem jest przede wszystkim mechaniczne zatwierdzanie decyzji zapadających w centrali Komunistycznej Partii Chin. Ta centralna staje się coraz mocniej scentralizowana zresztą, w miarę jak Xi zaczyna przeorganizowywać swoje otoczenie polityczne.
Wiadomo już, że pracę straci Li Keqiang, który przez dekadę pełnił funkcję premiera. Sygnał dano już jesienią zeszłego roku, gdy Li pozbawiono miejsca w Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Chin. Już wtedy było wiadomo, że premiera czeka emerytura. Teraz obserwatorzy obstawiają, że Xi Jinping chce zastąpić technokratycznych, nastawionych na reformy członków rządu (za takiego uważany był Li Keqiang) bardziej lojalnymi wobec siebie politykami.
Funkcja prezydenta w Chinach jest, jak zauważa Reuters, raczej ceremonialna. Ważniejszą jest stanowisko sekretarza generalnego komitetu centralnego partii komunistycznej, które przedłużono Xi Jinpingowi na kolejnych pięć lat jesienią zeszłego roku.
"W czasie swojej trzeciej kadencji Xi będzie musiał skupić się na ożywieniu gospodarczym" - powiedział Reutersowi Willy Lam z amerykańskiego think tanku Jamestown Foundation. "Ale jeśli będzie kontynuował to, co robił – ściślejszą kontrolę partii i państwa nad sektorem prywatnym oraz konfrontację z Zachodem, jego perspektywy na sukces nie będą zachęcające" - stwierdził ekspert.
Jeśli chodzi o gospodarkę, to nie widać przesadnego optymizmu, także w samych Chinach. Kilka dni temu Chiny ustawiły cel ekonomiczny na ten rok zakładający wzrost PKB na poziomie "około 5 procent". To najniższy taki cel od ponad trzech dekad. Być może po to, być dać fory nowemu rządowi, który dopiero będzie się kształtował - konserwatywny cel będzie mu łatwiej osiągnąć.
W ubiegłym roku Chiny odnotowały wzrost produktu krajowego brutto na poziomie 3 proc. I był to najsłabszy roczny odczyt od 1976 r. (końcówki rewolucji kulturalnej Mao, która pogrążyła gospodarkę) poza rokiem 2020, nietypowym, bo naznaczonym uderzeniem pandemii koronawirusa.
Przed krajem stoją gospodarcze wyzwania, w tym wewnętrzne, jak słaby poziom ufności konsumentów. A to oni mają być i być może będą musieli być coraz mocniejszą siłą napędową chińskiej gospodarki w obliczu spowalniającego popytu na eksport z Chin.
Więcej na ten temat w poniższym tekście:
Do tego dochodzą napięcia geopolityczne, przede wszystkim na linii ze Stanami Zjednoczonymi, związane ze wspieraniem przez Pekin Rosji, atakującej Ukrainę, a także kwestią niezależności Tajwanu i prawami człowieka.