Były szef PKO BP o kryzysie frankowym: "Banki doskonale się nadają, by być chłopcem do bicia"

- Polacy szukali więc tańszego finansowania i znaleźli, za granicą. Ówcześni rządzący bardzo to wspierali. Następnie, gdy sytuacja walutowa się zmieniła, szybko się od tego odżegnywali - tak o kryzysie frankowym mówi Zbigniew Jagiełło, były prezes PKO BP. Postuluje też, by kredyt na pierwsze mieszkanie nie był produktem komercyjnym.
Zbigniew Jagiełło, ówczesny prezes banku PKO BP podczas otwarcia nowego pawilonu Rotundy
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Zbigniew Jagiełło, były prezes PKO BP, w rozmowie z "Rzeczpospolitą" odniósł się do kwestii kredytów frankowych. Jego zdaniem trzeba pamiętać, że kryzys frankowy ma swoją genezę w czasach, gdy dostęp do kredytów mieszkaniowych był niski.  

Polacy szukali więc tańszego finansowania i znaleźli, za granicą. Ale uwaga. Ówcześni rządzący bardzo to wspierali. Następnie, gdy sytuacja walutowa się zmieniła, szybko się od tego odżegnywali

- stwierdził. 

Zobacz wideo Gdzie Polska wyludnia się najszybciej?

Stwierdził też, że zamiast problem rozwiązać, skupiono się na tym, by znaleźć kozła ofiarnego. - Banki doskonale się nadają, żeby być tym chłopcem do bicia - stwierdził. 

Zbigniew Jagiełło przypomniał też, że od lat toczy się debata nad zmianą modelu finansowania kredytów mieszkaniowych. Elementem zmiany mogłoby być przejście na stałą stopę oprocentowania, w większości krajów rozwiniętych stopa zmienna jest rzadkością. - Zabrakło wsparcia ze strony instytucji nadzorujących, czyli Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Finansowego. Każda z nich zachowywała się asekurancko, nie podejmując żadnego działania w tej sprawie - ocenił rozmówca dziennika

Zbigniew Jagiełło: Pierwszy kredyt hipoteczny nie powinien być produktem komercyjnym

Zdaniem byłego szefa PKO BP podejście do kredytów hipotecznych wymagałoby fundamentalnej zmiany. 

Uważam, że kredyt hipoteczny 20-25-30-letni nie jest produktem komercyjnym. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się stanie w takim horyzoncie czasowym. Powinien zaspokajać potrzeby mieszkaniowe [...] W związku z tym instytucje państwowe powinny czuć się zobowiązane do zapewniania takiego bezpieczeństwa

- stwierdził Jagiełło. 

Jego zdaniem "wszystkie pierwsze kredyty hipoteczne, do których się dopłaca (na 0,2 czy 5 proc.)", powinny znaleźć się w Banku Gospodarstwa Krajowego, "aby można byłoby je transparentnie wspierać".

- Banki komercyjne, mając dostęp do klientów, mogą im oferować uniwersalny, jednakowy produkt na takich samych warunkach, a następnie przekazywać do obsługi w BGK. Natomiast osoby, które kupują na kredyt drugie, trzecie mieszkanie, muszą już działać w realiach gospodarki rynkowej - stwierdził finansista. 

Komisja Nadzoru Bankowego ostrzegała przed kredytami we frankach. PiS ją skrytykował

W 2006 roku Komisja Nadzoru Bankowego wydała "Rekomendację S". Zaleciła w niej ograniczenie kredytów denominowanych w walucie obcej. Popularność kredytów głównie we franku szwajcarskim oraz euro była już wówczas wysoka. 

Prawo i Sprawiedliwość, które było wówczas u władzy (pierwszy rząd PiS przypadł na lata 2005-2007) rekomendację skrytykował. Klub parlamentarny w oficjalnym komunikacie stwierdził, że "znaczna część średnio zarabiających Polaków nie będzie w stanie uzyskać dostępu do kredytu z powodu gwałtownego wzrostu jego kosztów".

Wprowadzanie sztucznych ograniczeń tamujących naturalny rozwój rynku kredytów nie służy polskiej gospodarce, a już na pewno nie służy obywatelom. Po wejściu w życie tych zmian nastąpi dalsza monopolizacja rynku usług bankowych, a konsekwencje odbiją się na kieszeni klienta

- pisało PiS w swoim oświadczeniu. 

W 2011 roku, gdy było już jasne, że kurs franka szwajcarskiego wzrósł, a koszty rat poszły w górę, do dyskusji włączyła się Platforma Obywatelska. Donald Tusk twierdził jednak wówczas, że kredyty we franku szwajcarskim "nadal są opłacalne". 

Więcej o: