Jak polskie państwo traktuje tych, od których zależy edukacja przyszłych pokoleń? Niezbyt dobrze - przynajmniej pod względem wynagrodzeń. Presja płacowa wywołana m.in. inflacją i wzrostem wynagrodzeń jest coraz wyższa. Sektor prywatny reaguje na nią sprawniej, państwowy przed podwyżkami wynagrodzeń się broni.
Świadczą o tym najnowsze dane. Pensja początkującego nauczyciela wynosi bowiem 3690 zł brutto. Od lipca pensja na stanowisku kasjera w sieci Biedronka wyniesie natomiast minimum 4050 zł brutto.
Niektórzy nauczyciele są takim stanem rzeczy rozczarowani. - Praca kasjera jest ciężka - nie obejmuje wyłącznie siedzenia "na kasie", ale również rozładowywanie towaru czy czynności wymagające siły fizycznej. Jak najbardziej należą im się wysokie wypłaty - każdy powinien godnie zarabiać. Natomiast jeśli chodzi o pracę nauczyciela, to musimy spojrzeć na inne czynniki - studiujemy pięć lat, robimy awanse zawodowe, a na końcu zarabiamy grosze - stwierdza w rozmowie z Money.pl nauczycielka języka angielskiego z województwa lubelskiego.
Inna nauczycielka podkreśla, że kasjerom wysokie wynagrodzenie się należy, bo ich praca jest ciężka. - Nie chciałabym wykonywać tej pracy, więc podziwiam kasjerki i uważam, że należy im się godziwe wynagrodzenie - mówi.
Kolejna przedstawicielka zawodu podaje przykład swojej 18-letniej córki. Ta przez wakacje chce pracować w popularnej sieci sprzedającej hamburgery. Będzie... zarabiać więcej niż jej matka. Pensja nauczycielki z 22-letnim stażem to bowiem zaledwie 3200 zł netto. - Gdyby nie prowadzenie działalności gospodarczej, to w życiu nie pracowałabym w szkole - puentuje kobieta.
Kiepskie wynagrodzenie dla nauczycieli dziwi w kontekście najnowszych badań, które przeprowadzono na zlecenie Gazeta.pl. 91 proc. badanych wskazało bowiem, że edukacja i sytuacja w szkolnictwie jest kwestią najważniejszą. W trakcie badania bliżej przeanalizowano też poglądy najmłodszych wyborców w wieku od 18 do 24 lat. Okazuje się, że w porównaniu do ogółu nieco większy odsetek z nich wskazał na istotność m.in. sytuacji w edukacji oraz wysokich cen (94 proc.).
Młodzi obywatele są też bardziej niż ogół wyczuleni na skandale związane z nadużywaniem władzy (83 proc.) i tematy wiążące się ze swobodą obywateli (75 proc.). Zwracają też większą uwagę na kwestie podatkowe (89 proc.). Mniej niż ogół interesują ich sprawy związane m.in. z bezpieczeństwem kraju, funduszami europejskimi, praworządnością, programami socjalnymi i rozliczeniem historii (PRL, II wojny światowej). Niewiele więcej, bo 93 proc. badanych, wskazało w badaniu na służbę zdrowia.
Niskie pensje pedagogów odbijają się na ich podejściu do obowiązków. Jak zauważa edziecko.gazeta.pl w swojej analizie uczniowie często słyszą od swoich nauczycieli, że do zawodu przyszli tylko na przeczekanie, że gdy tylko pojawi się okazja, uciekną jak najdalej od oświaty. Nauczyciele nie mają też najlepszej prasy u rodziców. Wielu narzeka na konieczność płacenia za prywatne korepetycje. W tym wypadku rynek ceny widzi zupełnie inaczej niż państwo. Godzina przygotowania do egzaminu to od 150 do 180 zł.
Problemem jest też kiepska kondycja psychiczna dzieci i młodzieży. Sam rząd przyznaje, że 35 proc. uczniów doświadcza problemów psychologiczno-pedagogicznych, a 9 proc. ma potwierdzone zaburzenia psychiczne.
Niskie pensje tego nie poprawią. Sytuacja w szkolnictwie zaczyna przypominać tę w ochronie zdrowia. Polacy coraz częściej czują się skazani na konieczność prywatnego dokształcania swoich dzieci. Rząd najwyraźniej woli zwiększać świadczenia, niż rozwiązywać problemy.