Inflacja w czerwcu jeszcze w dół? Jak amen w pacierzu! RPP może się rozzuchwalić

Inflacja w Polsce w czerwcu spadnie poniżej 12 proc. - oczekują ekonomiści. To oznaczałoby najniższy odczyt od ponad roku. Szybki szacunek czerwcowej inflacji poznamy w piątek 30 czerwca. W kolejnym tygodniu decyzję ws. stóp podejmie RPP, acz ciekawszy będzie pewnie nie ruch Rady, ale najnowsze prognozy inflacyjne Narodowego Banku Polskiego.
Adam Glapiński
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl
Zobacz wideo Zapytaliśmy Polaków, czy odczuwają inflację nad Bałtykiem

11,8 proc. - taki jest obecnie konsensus prognoz ekonomistów dla inflacji w Polsce w czerwcu. Dokładnie taki typ mają m.in. analitycy Banku Santander, z kolei eksperci z Credit Agricole szacują odczyt 11,5 proc. Ile będzie w rzeczywistości? Tego dowiemy się już w piątek 30 czerwca, gdy GUS (o 10:00) poda szybki szacunek.

W każdym razie, szykuje się kolejny wyraźny spadek inflacji, już czwarty z rzędu. Po szczycie w lutym (18,4 proc.), roczny wskaźnik wzrostu cen plasował się na poziomie 16,1 proc. w marcu, 14,7 proc. w kwietniu i 13 proc. w maju. Czerwcowy odczyt zapewne będzie też najniższy od marca 2022 r. (wówczas wyniósł 11 proc.). Oczywiście, cieszenie się z ponad 11-procentowej inflacji zakrawa o masochizm, niemniej jakby nie patrzeć, jest ona w wyraźnym trendzie spadkowym. To w dużej mierze tzw. efekt bazy - szokowe wzrosty cen po agresji Rosji na Ukrainę, do których doszło już ponad rok temu, "wypadają" z wyliczeń GUS - ale jednak wyraźnie uspokaja się też bieżąca dynamika cen (m.in. paliw czy żywności).

Jaka inflacja w czerwcu? Możliwe, że ceny znów wzrosły tylko niewiele

Zapewne czerwcowe dane znów pokażą, że aktualnie ceny w gospodarce już nie rosną albo rosną powoli. Czyli że za ok. 11,5-12-procentową inflację roczną odpowiada przede wszystkim to, co z cenami działo się wcześniej w ciągu ostatniego roku, a nie obecnie. Przypomnijmy, że maj był pierwszym miesiącem od trzech lat (nie licząc jednorazowego efektu tarczy antyinflacyjnej z lutego 2022 r.), gdy ceny w gospodarce  przeciętnie rzecz biorąc nie urosły w porównaniu z poprzednim miesiącem (czyli kwietniem).

Teraz ekonomiści Santander Banku stawiają na wzrost cen miesiąc do miesiąca o 0,3 proc., co również byłoby dobrym wynikiem, jednym z najniższych w ostatnich latach. Gdyby ceny co miesiąc rosły w gospodarce o 0,3 proc., to inflacja roczna wynosiłaby ok. 3,7 proc., czyli już nie tak daleko od celu inflacyjnego NBP (2,5 proc., choć w średnim terminie wyniki w przedziale 1,5-3,5 proc. są akceptowalne). 

Ba, gdyby ziściła się optymistyczna prognoza ekonomistów Credit Agricole (inflacja 11,5 proc. rok do roku), oznaczałoby to, że znów wzrostu cen miesiąc do miesiąca nie było.

Uważamy, że niższa inflacja w czerwcu wynikać będzie ze zmniejszenia wszystkich jej głównych składowych (dynamiki cen żywności, paliw, nośników energii oraz inflacji bazowej)

- piszą eksperci Credit Agricole. W podobnym tonie wypowiadają się ekonomiści Santander Banku, którzy spodziewają się spadku cen paliw (o 1 proc. względem maja) i skromnego wzrostu cen żywności (o 0,2 proc. miesiąc do miesiąca).

Inflacja spada, co dalej?

Obecnie prognozowanie spadków inflacji jest banalnie proste. Już niemal wszyscy ekonomiści spodziewają się, że w drugiej połowie roku (i to pewnie już we wrześniu, a może już w sierpniu?) inflacja w Polsce będzie jednocyfrowa. Te dynamiczne spadki to właśnie wspomniany efekt bazy. Schody zaczną się później, bo prognozy ekonomistów (w tym tych z NBP) wskazują, że zjazd w okolice celu inflacyjnego NBP (powiedzmy 2,5-3,5 proc. rok do roku) zajmie nam przy dobrych wiatrach czas do 2025-2026 r.

Na horyzoncie są ryzyka związane choćby z sytuacją geopolityczną, ale też coraz więcej mówi się wśród ekonomistów o presji inflacyjnej ze strony wzrostu płac. Oczywiście, z punktu widzenia indywidualnych portfeli będzie to niezła wiadomość - realne wynagrodzenia mają rosnąć już od drugiej połowy roku (czyli płace znów zaczną rosnąć przeciętnie szybciej niż ceny), ale z punktu widzenia walki z inflacją gorsza.

O proinflacyjnym charakterze choćby podwyżki płacy minimalnej w 2024 r. pisali kilka dni temu na Twitterze ekonomiści banku Pekao.

Ten rok upłynie pod znakiem dezinflacji, ale czy przyszły - tu rośnie znak zapytania

- wyrażali obawy. Na razie propozycja rządu na 2024 r. to 4242 zł brutto płacy minimalnej od 1 stycznia i 4300 zł od 1 lipca - wobec 3600 zł od 1 lipca br. Ostateczną decyzję rząd ogłosi jednak w połowie września br. i można się zastanawiać, czy niemal w przededniu wyborów nie wykorzysta tego momentu, aby jeszcze podbić stawkę.

Co zrobi RPP?

Zresztą już niebawem, bo na początku lipca, swoją najnowszą projekcję inflacyjną na najbliższe dwa lata przedstawi Narodowy Bank Polski. Ten dokument będzie nie tylko obrazem przewidywań ekspertów z NBP, ale też drogowskazem dla Rady Polityki Pieniężnej. Na posiedzeniu 5-6 lipca (środa-czwartek) należy się spodziewać pozostawienia stóp na dotychczasowym poziomie, niemniej rośnie na rynku przekonanie, że jesienią Rada zdecyduje się na pierwszą obniżkę stóp (a może niejedną?). 

Oceniamy, że szanse na cięcie stóp po wakacjach (październik) wzrosły do 65-70 proc. (wcześniej mówiliśmy o 50 proc.), z możliwością, iż NBP dokona więcej niż jednej obniżki w 2023 r.

- przewidują ekonomiści ING Banku Śląskiego, jednocześnie zaznaczając, że sami nie są zwolennikami tej decyzji i obawiają się stabilizacji inflacji bazowej na poziomie ok. 5 proc. w latach 2024-2025 r.

Więcej o: