Akty przemocy trwają we Francji od środy. Spowodowały znaczne straty wielu przedsiębiorców. Ataki ze strony protestujących dotknęły ponad 700 firm. W odpowiedzi na te wydarzenia Minister Gospodarki Bruno Le Maire ogłosił, że przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z odroczenia należnych danin, aby złagodzić skutki ekonomiczne ataków.
Minister zaapelował również do ubezpieczycieli o udzielenie wsparcia przedsiębiorcom, którzy ucierpieli w wyniku zamieszek. Wzywa ich do dokonywania szybkich wypłat odszkodowań, aby pomóc w odbudowie i naprawie zniszczonych budynków, biur, magazynów.
Sytuacja we Francji wywołała obawy dotyczące bezpieczeństwa publicznego. Wydarzenia mogą mieć istotny wpływ na gospodarkę kraju. Rząd podkreśla, że podejmowane są działania mające na celu przywrócenie porządku i zapewnienie ochrony przedsiębiorcom oraz innym obywatelom.
Le Maire poinformował też, że podczas zamieszek trwających od środy we Francji zdewastowano 250 oddziałów banków i ok. 400-500 sklepów działających w różnych branżach. Przedstawiciel nazwał formę protestów "niewybaczalnymi".
Protesty we Francji wybuchły po tragicznej śmierci 17-latka, Nahela, który został zastrzelony przez policjanta kilka dni temu na przedmieściach Paryża. Nahel, którego rodzice pochodzą z północnej Afryki, stał się dla protestujących symbolem niesprawiedliwości i napięć społecznych. Śmierć nastolatka wywołała silne emocje i frustrację wśród mieszkańców, szczególnie wśród młodych ludzi, którzy od dawna skarżą się na nierówności społeczne, dyskryminację i brutalność ze strony policji. Incydent ten stał się iskrą, która rozpaliła gwałtowne protesty w całym kraju. Skala protestów budzi jednak kontrowersje - sklepy płoną, są dokonywane liczne akty kradzieży, wandalizmu, podpalane są samochody, niszczona jest infrastruktura miejska.