Dwa białe misie chcą tylko dutków. Zajrzeliśmy przed weekendem do Zakopanego

Zagraniczni turyści tłumnie odwiedzają Zakopane. Tamtejsze restauracje, mimo wyższych cen, są chętnie odwiedzane również przez Polaków. Na Krupówkach można już spotkać nie jednego, lecz aż dwa białe misie, z którymi można sobie zrobić zdjęcie. Jednak najbardziej zaskoczyła mnie opłata za skorzystanie z publicznej toalety.
Biały miś w Zakopanem
Fot. Dominik Moliński / Gazeta.pl

Zwiedzanie Zakopanego zacząłem od... tymczasowego dworca kolejowego na Spyrkówce. Turyści już w pociągach byli informowani, że dworzec główny jest w trakcie remontu. Stacja tymczasowa znajduje się ponad 2 km od Krupówek. Na miejscu byli obecni pracownicy kolei, którzy informowali zdezorientowanych przyjezdnych, w którym kierunku powinni iść, aby dotrzeć do centrum miasta. Jednak gdy udaliśmy się w stronę najbliższej ulicy, zbliżyła się do nas grupa tajemniczych osób, które obserwowały nas już z oddali. Okazało się, że byli to taksówkarze. Przy ulicy zaparkowanych było co najmniej 20 taksówek, a kierowcy pytali, kto potrzebuje podwózki do centrum miasta. Jeden z nich, niczym lider grupy, szybko przydzielał chętnych do poszczególnych samochodów. Taksówkarze sprawnie zabrali większość przyjezdnych. W krótkim czasie odjechały wszystkie pojazdy z turystami, nawet nie zdążyłem zapytać o ceny przejazdu.

Zakopane. Niektórzy turyści narzekają, ale Krupówki i tak są zapełnione. Spotkałem aż dwa misie

Gdy dotarłem na słynne Krupówki, niemal od razu wpadł mi w ucho komentarz niezadowolonego turysty, który narzekał na wysokie ceny. - Zdzierają - usłyszałem. Przy jednym stoisku z żywnością pani sprawdzała ceny, po czym szybko zrezygnowała z zakupów. - To samo mogę zrobić w domu za mniej - skomentowała. Spodziewałem się, że przyjezdni będą częściej narzekać na ceny, ale tak nie było. Przez Krupówki przetaczały się fale turystów i pomimo wyższych cen w porównaniu do ubiegłego roku, w tamtejszych restauracjach można było zobaczyć mnóstwo ludzi, ale lokale nie były przesadnie zapełnione. Tłumy były również na tamtejszych szlakach. Jeden z turystów opowiadał mi o "zatrzęsieniu ludzi" na Morskim Oku. - Szliśmy jak na pielgrzymce. Trzeba było się wręcz przepychać - narzekał.

Na Krupówkach nietrudno napotkać na ulicznych grajków, którzy śpiewają znane Polakom hity. Turyści często zatrzymują się i słuchają, wielu z nich robi im zdjęcia i nagrywa. Niektórzy chętnie rzucają im pieniądze. Uliczni grajkowie zwykle "okupują" jedno miejsce przez kilkanaście minut, po czym zabierają sprzęt, rozstawiają się w innym miejscu na Krupówkach i grają od nowa.

Zobacz wideo Uliczni grajkowie na Krupówkach w Zakopanem

Od lat słyszy się doniesienia o oszustach, którzy naciągają turystów w Zakopanem na grę w trzy kubki. Podobno można ich spotkać na Krupówkach i Gubałówce. Oczywiście nie mamy praktycznie żadnych szans na wygraną - oszuści tak manipulują, aby nieświadomy gracz, nawet jeśli za pierwszym razem wygra niewielką sumę, ostatecznie przegrał i stracił swoje pieniądze. Policja wielokrotnie ostrzegała, że tego typu gra hazardowa jest nielegalna. Nie udało mi się spotkać nikogo, kto zachęcałby do gry w trzy kubki.

Chodząc po Krupówkach i okolicach centrum, nie da się za to nie zauważyć obcokrajowców. Sporo osób mówi w językach słowiańskich, ale jest też mnóstwo Arabów. Zwracają na to uwagę zarówno turyści, jak i przedsiębiorcy. - Zwykle przyjeżdżają później, ale w tym roku zaczęli się zjeżdżać wyjątkowo wcześnie - powiedziała mi pracownica jednego sklepu. Inna ekspedientka skomentowała, że "skoro TVP emituje tyle tureckich i arabskich seriali, to nie ma co się dziwić". Jeden z turystów ocenił, że Polska jest po prostu krajem atrakcyjnym cenowo dla przyjezdnych z Bliskiego Wschodu. - Przyjeżdżają z Turcji, ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dla nich jesteśmy tani. To tak jak Brytyjczycy, którzy chętnie odwiedzają Kraków - wskazał.

Zakopane
ZakopaneFot. Dominik Moliński / Gazeta.pl

Na Krupówkach jest też "tradycyjny" biały miś z wentylatorem na nogawce, z którym można pozować do zdjęć. Oczywiście nie za darmo. - Płaci się 10 zł i można robić zdjęcia bez końca - usłyszałem. Chętnych do zdjęć było całkiem sporo - rodzice chętnie wyciągali portfele, by móc zrobić pamiątkowe zdjęcia swoim pociechom przy niedźwiedziu. Bliżej mu do chińskiej zabawki niż legendarnego futrzaka szczerzącego kły, ale widać, że taka atrakcja wciąż przyciąga turystów. - Niech sobie zarabia - skomentował przechodzień. Ku mojemu zaskoczeniu, kilkaset metrów dalej spotkałem kolejnego białego misia, ale ten pobierał już 20 zł. Tutaj turyści również się zatrzymywali z dziećmi, a część z nich płaciła za zdjęcia.

Nieco dalej ustawiły się natomiast dwie osoby przebrane za postaci z "Psiego Patrolu". Tutaj sporo dorosłych z dziećmi pytało o ceny za zdjęcia i zaczęły nawet tworzyć się kolejki, ale chętnych było zdecydowanie mniej. Pan przebrany za psa stanowczo mówi, że za kilka pozowanych zdjęć bierze 25 zł. Usłyszałem też, że jeśli ma przytulić dziecko do zdjęcia, to trzeba za to dodatkowo dopłacić. - Jak zapłacicie, to będziecie mieć zdjęcia - mówił krótko do dzieci pan w psim kostiumie. Rodzicom, którzy słyszeli o kwocie 25 zł i "specjalnej dopłacie", szybko schodził uśmiech z twarzy. Tylko nieliczni gotowi byli zapłacić za taką atrakcję.

Zakopane
ZakopaneFot. Dominik Moliński / Gazeta.pl

Jakie ceny w Zakopanem? Jedzenie dosyć drogie, toaleta publiczna zaskakująco tania

Przy jednym stoisku na Krupówkach sprzedawczyni wyraźnie zachęcała mnie, żebym coś od niej kupił. Zapewniała mnie, że ma niższe ceny, a w innych sklepach jest drożej. - Na pamiątkach nie ma co oszczędzać - przekonywała. W innym punkcie, gdzie sprzedawczyni oferowała m.in. miody i syropy, zapytałem, czy ceny nie są za wysokie. Zauważyłem, że turyści jedynie oglądają towary, ale ich nie kupują. - Duże litowe słoiki podrożały o 5 zł, ale mniejsze (400 ml) tylko o 50 groszy - zapewniała pani. Litrowy słoik miodu można kupić po 55-60 zł, a słoik 400 ml jest po 25 zł. Okazało się, że przy stoisku, gdzie pani zapewniała, że ma najtaniej, miód w słoiku 400 mln był po 28 zł, czyli o 3 zł droższy.

Sprawdziłem również, jakie są ceny w poszczególnych lokalach. Za rosół trzeba zapłacić 12-18 zł. Żurek jest po 15-21 zł, a za pierogi, w zależności od lokalu, liczby i nadzienia - od 26 do 35 zł. Kiełbasa z grilla jest po 25-29 zł. Jeden lokal oferował przeciętnej wielkości placki ziemniaczane w cenie 9 zł za sztukę. Jeśli mamy ochotę na coś słodkiego, na Krupówkach znajdziemy lody w cenie od 7 do 15 zł w zależności od wielkości, a gofry kupimy za 12-14 zł.

Opłata za skorzystanie z toalety publicznej w Zakopanem
Opłata za skorzystanie z toalety publicznej w ZakopanemFot. Dominik Moliński / Gazeta.pl

A jak jest z cenami za skorzystanie z toalety? Już na początku tego roku media wskazywały, że opłaty w toaletach, które sięgały 10 zł, miały wzrosnąć aż do 15 zł. Tak wysoka cena oczywiście odstraszałaby turystów. Postanowiłem więc sprawdzić i poszedłem do toalety publicznej na Krupówkach. Byłem pozytywnie zaskoczony, gdy pan pobierający opłatę zażądał ode mnie jedyne 2 zł. Pytałem więc, skąd te doniesienia o pobieranych 10 zł, a nawet 15 zł. - Jak ludzie coś powiedzą, to wszystko zaraz pójdzie w świat - skomentował. - Nie ukrywam, były tu opłaty po 10 zł, ale burmistrz się wkurzył i zrobił tak, żeby było tanio. Ale na Gubałówce pewnie dalej jest po 10 zł - dodał. Sprawdziłem też cenę w innej toalecie na Krupówkach - tam opłata wynosi 5 zł, a w toalecie publicznej poza Krupówkami trzeba zapłacić jedyne 3 zł.

Więcej o: