Protest przewoźników. Mer Lwowa: Czy Polska ma odwagę zakończyć haniebną blokadę?

"Cały wasz gigantyczny wkład w zwycięstwo Ukrainy w tej wojnie niweluje się przez grupę marginalistów, którzy blokują dostawy towarów humanitarnych" - komentuje w ostrych słowach protest przewoźników mer Lwowa Andrij Sadowy. "Naszym polskim przyjaciołom należałoby powrócić się do rzeczywistości" - dodał.
Mer Lwowa Andrij Sadowy
Fot. Andrij Sadowy / X

"Czy Polska ma odwagę, wolę polityczną i narzędzia obywatelskie, aby zakończyć tę haniebną blokadę Ukrainy? Cena jest za wysoka" - pisał w sobotę w serwisie X mer Lwowa Andrij Sadowy, komentując protest przewoźników na granicy polsko-ukraińskiej.

Zobacz wideo Michał Kołodziejczak: Gdzie była polska dyplomacja, gdy Ukraina lobbowała korzystne dla siebie rozwiązania w UE

Mer Lwowa w ostrych słowach komentuje protest przewoźników

"Cały wasz gigantyczny wkład w zwycięstwo Ukrainy w tej wojnie niweluje się przez grupę marginalistów, którzy blokują dostawy towarów humanitarnych dla kraju, który już drugi rok broni swojej niepodległości i bezpieczeństwa Europy. Naszym polskim przyjaciołom należałoby powrócić się do rzeczywistości" - dodał Andrij Sadowy.

Również w sobotę protest przewoźników na granicy komentowali wiceminister infrastruktury Ukrainy Serhij Derkacz oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. - Jeżeli protestującym chodziło o to, żeby doprowadzić do kryzysu energetycznego w Ukrainie, to im to się zaczyna udawać - mówił Serhij Derkacz podczas konferencji prasowej.

Z kolei Wołodymyr Zełenski wyraził nadzieję, że trudna sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej wkrótce zostanie rozwiązana. - Uważam, że musimy mieć bardzo wyważoną politykę. Musimy mieć plan działania. I mamy taki plan. Pracuje nad tym premier i równolegle Ministerstwo Infrastruktury. Wszystko jest. Jestem pewien, że uda nam się wszystko osiągnąć - podkreślał.

Ukraińskie organizacje: Szkody będzie można mierzyć w miliardach euro

Dwie ukraińskie organizacje - Federacja Pracodawców Ukrainy oraz Związek Międzynarodowych Przewoźników Samochodowych - zwróciły się do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego oraz przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w związku z blokowaniem przejść granicznych przez polskich przewoźników. Organizacje szacują, że straty związane z blokadami wynoszą obecnie ponad 400 mln euro. "Doliczając kary nałożone na ukraińskich eksporterów za naruszenie zobowiązań umownych, szkody będzie można mierzyć w miliardach euro" - twierdzą autorzy apelu.

W oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej Federacji Pracodawców Ukrainy pracodawcy i przewoźnicy proszą prezydenta Ukrainy o spotkanie z polskim prezydentem w sprawie trwającej blokady na granicy. Zdaniem organizacji, ukraińscy kierowcy przebywają na granicy "bez podstawowej pomocy". Ponadto w oświadczeniu podkreślono, że w wyniku blokady istnieje zagrożenie dla transportu, od którego bezpośrednio zależy bezpieczeństwo Ukrainy. Zwrócono także uwagę na to, że żądania polskich strajkujących "naruszają zobowiązania Polski" wynikające z traktatów międzynarodowych i stanowią "bezpośrednią ingerencję w wewnętrzne sprawy Ukrainy i dyskryminację".

Minister do spraw Unii Europejskiej Szymon Szynkowski vel Sęk przekazał, że sprawa protestu przewoźników na granicy polsko-ukraińskiej będzie omawiana w czasie najbliższego posiedzenia Rady Unii Europejskiej do spraw transportu. "Dzisiejsze spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z przedstawicielami Konfederacji zdominowała sprawa protestu transportowców na granicy polsko-ukraińskiej. To ważna kwestia, o interesy tej branży dbamy i zamierzamy też zabiegać o rozwiązanie obecnych problemów na najbliższej Radzie UE ds. transportu" - napisał w piątek na platformie X Szymon Szynkowski vel Sęk.

Protest polskich przewoźników. O co chodzi?

Polscy przewoźnicy kontynuują protest na granicy z Ukrainą - w województwie lubelskim w Dorohusku i Hrebennem oraz województwie podkarpackim - w Korczowej i Medyce. Domagają się równego traktowania przewoźników z krajów Unii Europejskiej i z Ukrainy. Wspierają ich rolnicy. Po obu stronach granicy utworzyły się wielokilometrowe kolejki, a odprawy trwają kilka dni.

Przewoźnicy przepuszczają na Ukrainę trzy ciężarówki z transportem komercyjnym na godzinę. Natomiast na bieżąco umożliwiają przejazd cysternom z paliwem, pojazdom z pomocą humanitarną, szybko psującą się żywnością, materiałami wojskowymi i niebezpiecznymi. Przejeżdżają też samochody. 

Przewoźnicy domagają się powrotu licencji dla ukraińskich firm przewozowych. Umowa drogowa, zawarta między Unią Europejską a Ukrainą, znosi konieczność uzyskiwania przez Ukraińców takich zezwoleń na przewozy dwustronne i tranzytowe - ma obowiązywać do końca czerwca 2024 roku. Przewoźnicy chcą, by dotyczyło to tylko transportów humanitarnych i militarnych. Ich liczba ma wrócić do poziomu sprzed rosyjskiej inwazji, czyli 200 tysięcy rocznie.

Ponadto domagają się ze strony ukraińskiej udrożnienia kolejki dla pustych aut na numerach z UE poprzez stworzenie korytarzy dedykowanych i kolejki "żywej". Obecnie puste ciężarówki czekają 10-12 dni na wyjazd. Przewoźnicy chcą też, by wprowadzony został zakaz rejestrowania firm transportowych ze wschodnim kapitałem.

Przewoźnicy zapewniają, że po osiągnięciu kompromisu zrezygnują z blokady przejść granicznych. 4 grudnia na posiedzeniu Rady Unii Europejskiej zajmującej się transportem w UE postawiona będzie sprawa zezwoleń dla firm z Ukrainy. Polski rząd zapewnia, że od kilku tygodni buduje koalicję państw, dla których to ważny temat. Sojusznikami mogą być Słowacy oraz Węgrzy, którzy także protestują.

Więcej o: