Walka o budżet. Domański zaczyna od wielkiego zadania. Na start świetne wieści [GOSPODARCZY TGV]

Za nami tydzień dwóch premierów i początku wielkiej wymiany kadr. Przed nami tydzień, w którym czekamy przede wszystkim na szerokie potwierdzenie, że w polskiej gospodarce idzie ku lepszemu. Co jeszcze się wydarzyło i co czeka nas w nowym tygodniu? Zapraszam na Gospodarczy TGV.
Zaprzysiezenie rzadu Donalda Tuska
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Przedświąteczny tydzień będzie obfitował w dane z polskiej gospodarki. W poniedziałek NBP poda dane o inflacji bazowej w listopadzie. Spodziewany jest spadek z 8 proc. w okolice 7,3 proc. We wtorek poznamy listopadową inflację HICP - czyli tę, która pozwala porównywać dane między krajami UE. W październiku wyniosła ona dla Polski 6,3 proc., teraz będzie zapewne podobnie.

W tym tygodniu dużo danych z gospodarki

Zobacz wideo Marek Zuber: Przez obniżki stóp procentowych i transfery socjalne inflacja może odbić w połowie roku

Kolejne dni to dużo danych za listopad od GUS, w środę m.in. o produkcji przemysłowej, koniunkturze konsumenckiej i przeciętnym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw, w czwartek o sprzedaży detalicznej i produkcji budowlano-montażowej. Nie zarzucając Państwa liczbami i prognozami, ekonomiści spodziewają się po danych utwierdzenia w przekonaniu, że polska gospodarka coraz śmielej wychodzi z dołka, przy realnie rosnących przeciętnych wynagrodzeniach (czyli idących w górę szybciej niż ceny) i coraz lepszych nastrojach konsumentów.

W Sejmie szczególnie interesująco zapowiada się czwartek 21 grudnia, gdy ma odbyć się pierwsze czytanie projektu budżetu na 2024 r. Można spodziewać się dużych emocji. Dwa dni wcześniej projekt ma zostać przyjęty przez Radę Ministrów. W "nowym" Ministerstwie Finansów trwają gorączkowe prace nad tym dokumentem. Raczej nie będzie on przewrotem względem projektu zaprezentowanego we wrześniu przez rząd Mateusza Morawieckiego, ale już muszą w nim zostać wprowadzone pewne zmiany - choćby w zakresie finansowania podwyżek dla budżetówki w obiecanej skali. Należy założyć także zerową stawkę VAT na żywność przynajmniej do końca marca 2024 r. (tak zakłada rozporządzenie poprzedniego ministra finansów Andrzeja Kosztowniaka - choć w pierwotnym projekcie budżetu rządu Morawieckiego założono powrót do stawki 5 procent) oraz przedłużenie zamrożonych cen energii, gazu i ciepła.

Minister finansów Andrzej Domański zapowiedział już, że w jego projekcie deficyt będzie inny niż w tym odziedziczonym po PiS (tu sięgał blisko 165 mld zł). Można się spodziewać, że to "inny" znaczy "wyższy". - Przewidujemy, że deficyt sektora finansów publicznych w nowym projekcie budżetu wyniesie nieznacznie powyżej 5 proc. zamiast 4,5 proc. PKB - komentują ekonomiści Santander Bank Polska zauważając, że obok nowych pozycji wydatkowych w budżecie znajdą się zapewne jakieś oszczędności związane z przeglądem wydatków po poprzednikach. Należy też pamiętać, że rząd będzie miał jeszcze prawo nowelizować budżet w trakcie 2024 roku i bardzo prawdopodobne, że z tej możliwości będzie korzystać. 

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Dwaj premierzy, dwa rządy, dwa exposé

Oczywiście nie sposób nie zacząć od zmiany rządu - nowego premiera, ministra finansów, ministrów innych resortów gospodarczych (m.in. aktywów państwowych, rozwoju i technologii, przemysłu czy rodziny, pracy i polityki społecznej) oraz rozpoczynającej się miotły na innych stanowiskach, w instytucjach państwowych, spółkach kontrolowanych przez państwo itd.

Z poniedziałkowego exposé Mateusza Morawieckiego warto wyciągnąć jeden ważny wątek. Morawiecki poinformował, że Rada UE zgodziła się, aby wydatki na obronność były wyjęte poza nowo tworzone unijne reguły dyscypliny fiskalnej. To kluczowe dla Polski - straszy się nas tzw. procedurą nadmiernego deficytu w związku z tym, że w tym roku nasz deficyt sektora finansów publicznych Polski wyniesie zapewne ponad 5 proc. (Komisja Europejska szacuje nam 5,8 procent PKB), w 2024 r. też ma być wysoki (KE prognozuje nam 4,6 proc., a część analityków i ponad 5 proc.), zresztą później również - według projekcji KE deficyt w 2025 r. ma wynieść 3,9 proc. Ewentualna procedura nadmiernego deficytu wymuszałaby na Polsce jakieś ruchy obniżające wydatki lub podnoszące dochody budżetowe (choć dziś trudno mówić o szczegółach), przy wyłączeniu wydatków na obronność byłaby dla nas zdecydowanie mniej uciążliwa albo w ogóle by nas ominęła. 

We wtorkowym exposé Donald Tusk nie poświęcił gospodarce kluczowego miejsca, niemniej określił priorytety na 2024 r. jeśli chodzi o obietnice przedwyborcze (są to m.in. podwyżki dla nauczycieli i w sferze budżetowej, "babciowe" i ulgi dla mikroprzedsiębiorców), tym samym spychając realizację innych (choćby podwyżki kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tys. zł) przynajmniej na 2025 r.

Pierwsze dni nowego rządu

Rząd Tuska ruszył do pracy i do mediów. Z ważniejszych gospodarczych wydarzeń i zapowiedzi z ostatnich dni warto wymienić choćby oczywiście gorączkowe prace nad budżetem (efekty zobaczymy już wkrótce).

Minister aktywów państwowych Borys Budka odwołał z rady nadzorczej Orlenu Janinę Goss, jedną z najbardziej zaufanych działaczek PiS dla Jarosława Kaczyńskiego. Przypomniał też prezesowi Danielowi Obajtkowi, że ten kilka miesięcy temu zapowiadał dymisję po zmianie władzy w Polsce. Walne zgromadzenie akcjonariuszy Orlenu (podczas którego mogłoby dojść do odwołania Obajtka, gdyby sam nie zechciał odejść) jest zaplanowane na 6 lutego 2024 r. - choć formalnie minister Budka może je zwołać wcześniej. 

Minister rozwoju i technologii Krzysztof Hetman rozpoczął z kolei swoje urzędowanie od puszczenia oka w TVN24 w stronę kredytobiorców (słowami, że chce kontynuować wakacje kredytowe w 2024 r. - choć nie zdradził na jakich warunkach) oraz potencjalnych kredytobiorców. W tym drugim przypadku chodzi o kontynuację Bezpiecznego Kredytu 2 procent oraz docelowe zastąpienie go innym (być może wręcz jeszcze atrakcyjniejszym, ale przy jednoczesnym wspieraniu podaży mieszkań - tu Hetman mówił m.in. o uwolnieniu gruntów i budowie mieszkań komunalnych przez samorządy). Deklaracja kontynuacji Kredytu 2 procent powinna znaleźć w najbliższych dniach odzwierciedlenie w czynach, bo zaplanowany budżet na lata 2023-2024 już się kończy i pierwsze banki zawiesiły już przyjmowanie wniosków o preferencyjny kredyt

Zamęt mieliśmy w ostatnich dniach jeśli chodzi o środki unijne. Koalicja Obywatelska chwaliła się zdobyciem 5 mld euro z KPO (konkretnie z programu Repower UE) na transformację energetyczną, choć formalnie Rada UE zgodziła się na wypłatę tych środków dla Polski już 8 grudnia. To jedyna część KPO, przy której spełnienie kamieni milowych nie jest konieczne. Nowością jest natomiast zapowiadane szybsze trafienie tych pieniędzy nad Wisłę. O ile wcześniej mówiło się, że pierwszą transzę dostaniemy niebawem, ale drugą w przeciągu roku, to teraz z Brukseli płyną sygnały, że jeszcze w tym roku do Polski trafi od razu cała kwota.

Symboliczny był też wysłany już do Brukseli wniosek o wypłatę pierwszej transzy - 6,9 mld euro - z tej "reszty" puli KPO dla Polski, która jest zablokowana dla nas ze względu na problemy z praworządnością. Tu teoretycznie nic do momentu rozwiązania tych problemów ruszyć się nie powinno, choć - kto wie. W wywiadzie dla agencji Reutera komisarz UE ds. budżetu i administracji Johannes Hahn powiedział, że Komisja Europejska "znajdzie sposób", by udostępnić Polsce 111 mld euro z funduszy unijnych, w tym z programu KPO i Funduszu Spójności. Z kolei w piątkowym komunikacie Komisja Europejska poinformowała, że dopóki Polska nie osiągnie w zadowalający sposób "super kamieni milowych", dopóty wypłata środków w następstwie wniosku nie będzie możliwa.

Inflacja w listopadzie jednak nie spadła

GUS zrewidował odczyt inflacji za listopad z 6,5 do 6,6 proc. rok do roku. To mała, acz symboliczna zmiana, bo oznacza, że pierwszy raz od lutego inflacja w Polsce nie spadła (w październiku też wyniosła 6,6 proc.). Mimo to najnowsze wieści inflacyjne w Polsce są przyzwoite - wyraźnie spada inflacja bazowa (czyli bez cen żywności i energii), a dezinflacja na świecie i umacniający się złoty mogą sprawiać, że i w Polsce najbliższe odczyty będą zaskakiwać w dół. Biorąc pod uwagę zamrożenie cen energii oraz wciąż zerowy VAT na żywność pojawiają się prognozy, że w okolicach marca możemy nawet zjechać z inflacją w okolice 3-4 proc. Niepewność jest jednak spora, a do końca 2024 r., według pesymistycznych prognoz, możemy wrócić z inflacją na poziomy nawet 6-7 proc.

Ceny energii zamrożone, taryfy tańsze (choć droższe)

Prezydent Andrzej Duda podpisał w piątek ustawę zamrażającą na pierwsze półrocze 2024 r. ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, a także m.in. podmiotów użyteczności publicznej, jednostek samorządu terytorialnego, spółek komunalnych prowadzących obiekty sportowe oraz małych i średnich przedsiębiorców. Na taki sam okres przedłużono zamrożenie cen gazu i ciepła. 

W ten sam dzień Urząd Regulacji Energetyki poinformował, że zatwierdził taryfy na sprzedaż i dystrybucję energii elektrycznej na 2024 r. i że są one o ponad 30 proc. niższe niż przed rokiem. To jednak nic nie zmienia w sytuacji gospodarstw domowych - przynajmniej w pierwszym półroczu - bo zamrożone ceny i tak będą wyraźnie niższe od tych z taryf. Ekonomiści Pekao zauważają, że gdyby gospodarstwa domowe zaczęły płacić za prąd i gaz tyle, ile wynika z cen przyjętych przez URE, to rachunki podskoczyłyby o połowę, a inflacja wzrosłaby o trzy punkty procentowe. 

W skrócie: URE komunikuje obniżkę taryfy, która w rzeczywistości jest podwyżką, ale do lipca ceny pozostaną bez zmian, a wzrosną potem. Proste prawda? Bareja byłby dumny...

- wyjaśniają żartobliwie ekonomiści ING Banku Śląskiego. 

Z kolei Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapiecie.pl zwraca uwagę, że taryfa na prąd na 2024 r. została zatwierdzona wręcz na wysokim poziomie jak na praktykę z poprzednich lat. Na podstawie tej różnicy między ceną taryfową a zamrożoną sprzedawcy energii dostaną więc relatywnie wysokie rekompensaty z budżetu. 

Banki centralne nie tną stóp, ale zmieniają retorykę

W zeszłym tygodniu decyzje ws. stóp podejmowały m.in. amerykański Fed, Europejski Bank Centralny czy Szwajcarski Bank Narodowy. W żadnym przypadku oczywiście stopy nie zostały ruszone, w USA wynoszą obecnie 5,25-5,50 procent, w strefie euro 4 procent (stopa depozytowa, refinansowa 4,50 proc.), w Szwajcarii 1,75 proc. Nie oznacza to jednak, że było nudno. Wręcz przeciwnie, wszystkie te banki mniej lub bardziej zasygnalizowały, że coraz mniej obawiają się wysokiej inflacji i mogą w 2024 r. śmielej luzować stopy. Oczywiście najważniejsze są Fed i EBC, SNB "dorzucam" tu bo jego decyzje są ważne dla wciąż dużej rzeszy frankowiczów.

Bardzo, wręcz szokująco gołębio, wyglądał Fed, który zredukował swoje prognozy inflacji na 2023 i 2024 r. Członkowie rady Fed obniżyli też swoje oczekiwania co do poziomu stóp w kolejnych latach. - Mediana prognoz członków Fed wskazuje na obniżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych o 75 punktów bazowych do końca 2024 r., i o kolejne 100 i 75 punktów bazowych odpowiednio w latach 2025 i 2026 - komentują ekonomiści Banku Millennium. Jeśli chodzi o prognozę na koniec 2024 r., to jest ona aż o 50 punktów bazowych niższa niż w projekcji z września. Słowem - Fed rozbudził nadzieje na wyraźne cięcia stóp w 2024 r. A wiadomo, że ruchy amerykańskiego banku mają pewien wpływ na to, co dzieje się na całym globalnym rynku i na decyzje innych banków centralnych. 

W krótkim terminie to właśnie m.in. ta gołębia retoryka Fedu była główną przyczyną ponownego umocnienia złotego wobec dolara (do poniżej 4 zł) oraz spadku rentowności polskich obligacji. Rentowność dziesięciolatek w piątek 15 grudnia po raz pierwszy od blisko dwóch lat spadła (na moment) poniżej 5 procent. Jeśli taki stan się utrzyma, będzie to dobra wiadomość dla ministra finansów, bo nasze potrzeby pożyczkowe w 2024 r. będą rekordowo wysokie. 

embed

Konserwatywny EBC był ostrożniejszy w swojej wymowie, w przeciwieństwie do Fed nie snuje jeszcze planów obniżek stóp. Niemniej eksperci zauważają, że ze swojego zwyczajowego komunikatu wymazał fragment o tym, że inflacja będzie "zbyt długo zbyt wysoka". EBC zredukował też w dół swoje prognozy inflacji i PKB.

Szwajcarski Bank Narodowy oficjalnie zakończył cykl podwyżek stóp (choć nie podnosił ich już od wakacji). Obecne prognozy wskazują na możliwość nawet trzech cięć w 2024 r. 

Dług publiczny Polski w górę o 42 mld zł, są nowe dane

Ministerstwo Finansów opublikowało w zeszłym tygodniu najnowsze dane o długu publicznym. Na koniec trzeciego kwartału br. ten tzw. EDP (Europejski Dług Publiczny), czyli zliczający także zadłużenie pozabudżetowe, wyniósł nominalnie 1 bln 623,2 mld zł. To o 42 mld zł więcej niż kwartał wcześniej i o 111 mld zł więcej niż na koniec 2022 r. Wskaźnik długu do PKB wzrósł do 48,7 procenta (z 48,1 proc. w pierwszym kwartale i 48,3 proc. w drugim), wciąż jest natomiast oczywiście wyraźnie poniżej unijnej średniej (ponad 83 proc.) i referencyjnej wartości z kryterium z Maastricht (60 procent). W statystykach widać więc m.in. wzmożone wydatki obronne czy związane z mrożeniem cen energii, w jednocześnie warunkach stagnacji gospodarki (w sferze realnej). Poziom zadłużenia, a szczególnie jego struktura (duży udział długu krajowego) zdecydowanie nie powinny spędzać snu z powiek Polakom. 

Państwowy dług publiczny (PDP) nominalnie urósł w kwartał o około 33,7 mld zł do około 1 bln 275,3 mld zł, zaś w tej znacznie ważniejszej statystyce - czyli w relacji do PKB - z 37,9 do 38,2 proc. Do konstytucyjnego limitu 60 proc. jest więc szalenie daleko. 

embed

Różnica między EDP i PDP - czyli wartość tego, co "wypchnięte" poza budżet m.in. do BGK (Fundusz Przeciwdziałania COVID-19, Fundusz Drogowy, Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych) i PFR (Tarcza Finansowa) - wynosi już blisko 348 mld zł, o ponad 45 mld zł więcej niż na koniec 2022 r.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: