Policja pod NBP i zalany gabinet Muchy. W tle konflikt z Glapińskim

Członek zarządu NBP Paweł Mucha miał wezwać policję, gdy odkrył, że z jego gabinetu zniknęły rzeczy osobiste - podaje money.pl. W wyniku awarii jego gabinet miał zostać zalany.
NBP
Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Paweł Mucha miał 7 grudnia wezwać policję do Narodowego Banku Polskiego. Członek zarządu NBP miał zauważyć, że z jego gabinetu zniknęła część przedmiotów, w tym rzeczy osobiste - podaje money.pl.

Zobacz wideo Glapiński: Bank Narodowy jest niezależny, współpraca z nami jest czasami trudna

Awaria w NBP? Paweł Mucha miał mieć zalany gabinet. Zniknęły jego rzeczy, wezwał policję

Serwis wyjaśnia, że 4 grudnia w skrzydle siedziby NBP, gdzie członkowie zarządu i członkowie Rady Polityki Pieniężnej mają swoje gabinety, podczas remontu doszło do awarii. - W NBP doszło do uszkodzenia pionu wodno-kanalizacyjnego i zalania części pomieszczeń, w tym gabinetu członka zarządu Pawła Muchy - powiedział anonimowo jeden z pracowników administracji banku w rozmowie z portalem.

Paweł Mucha był nieobecny w pracy 5 grudnia z powodu jednodniowego urlopu. Gdy wrócił do NBP następnego dnia, miał nie zauważyć żadnych śladów zalania swojego gabinetu. Według money.pl, Mucha tego dnia pracował, tymczasem pracownicy otrzymali informację w wewnętrznym systemie o następującej treści: "Departament Administracyjny uprzejmie informuje, że z powodu awarii dotychczasowy gabinet oraz sekretariat Członka Zarządu NBP Pana Pawła Muchy zostały wyłączone z użytkowania".

Natomiast 7 grudnia Paweł Mucha miał wyjść z NBP na spotkanie. Money.pl pisze, że podczas jego nieobecności miało dojść do kolejnego zalania jego gabinetu, a jego rzeczy zostały zaplombowane i przeniesione do nowego pomieszczenia na ósmym piętrze. Według serwisu, członek zarządu NBP po powrocie nie wiedział o usunięciu jego osobistych przedmiotów z gabinetu, a także nie zauważył żadnych oznak awarii. Dlatego miał wezwać policję.

Rzecznik NBP Wojciech Andrusiewicz przekazał money.pl, że nie było żadnej interwencji. - Dementuję stanowczo, by policja kiedykolwiek interweniowała, czy choćby nawet weszła do budynków Narodowego Banku Polskiego. Nic takiego nie miało miejsca - podkreślił. Z kolei podinsp. Robert Szumiata z Komendy Rejonowej Policji Warszawa I (Śródmieście) potwierdził, że funkcjonariusze pojawili się, ale przed bankiem centralnym.

Członek RPP: Podobno policja przyjechała pod NBP na sygnale

Sprawę interwencji policji przed NBP i przeniesienia rzeczy Pawła Muchy z drugiego piętra na ósme skomentował ekonomista i członek RPP Ludwik Kotecki. - Nie wiem, czy takie były prawdziwe powody, ale można to interpretować tak, że właśnie już w tym momencie nie mamy szansy drugi raz się spotkać, ponieważ na to ósme piętro członkowie Rady Polityki Pieniężnej dostępu też nie mają - powiedział w tvn24.pl.

- Jeżeli to jest prawda, że rzeczywiście pan prezes Mucha wezwał policję, to chyba to dotyczyło jakiegoś problemu z jego gabinetem. On jest w tej chwili oficjalnie w remoncie - dodał Kotecki. Członek RPP mówił, że policja "podobno nawet na sygnale przyjechała".

Konflikt w NBP. Paweł Mucha wysłał list do Adama Glapińskiego

Na Next.gazeta.pl wielokrotnie opisywaliśmy trwający spór w NBP między prezesem Adamem Glapińskim a Pawłem Muchą. Członek zarządu banku centralnego w liście do Glapińskiego, który opublikował w mediach społecznościowych, zarzucił mu, że "po raz kolejny publicznie naruszał moje dobra osobiste i zniesławiał mnie". Co więcej, w miniony weekend ujawnił uchwałę NBP z 2019 roku w sprawie nagród dla kierownictwa banku (prezesa, którym jest Adam Glapiński i dwóch wiceprezesów). Wynika z niej, że wspomniane osoby miały otrzymać łącznie 15 dodatkowych pensji rocznie - obok standardowych 12.

Więcej o: