Duda może napsuć w tym tygodniu rządowi sporo krwi. Wystarczy brak jednego podpisu

W tym tygodniu, najpewniej w środę, prezydent Andrzej Duda podejmie decyzję w sprawie losów ustawy budżetowej na 2024 r. Kierując dokument do Trybunału Konstytucyjnego napsuje rządowi sporo krwi.
^Spotkanie w Warszawie pary prezydenckiej z przedstawicielami kosciolw i zwiazkw wyznaniowych
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

- Wysłałem uchwalony przez Sejm i Senat budżet do Prezydenta - napisał w środę 24 stycznia na X marszałek Sejmu Szymon Hołownia. Chwilę wcześniej wyższa izba Parlamentu bez poprawek przyjęła dokument. Już samo przedstawienie prezydentowi do podpisu projektu budżetu zdjęło znad Parlamentu miecz Damoklesa w postaci przedterminowych wyborów, ale od decyzji Dudy nadal wiele zależy.

Konstytucja daje prezydentowi siedem dni na decyzję co z budżetem zrobić. Opcje są dwie - podpisać albo odesłać do Trybunału Konstytucyjnego. Otoczenie prezydenta nie chce puścić pary z ust, ale spekuluje się, że głowa państwa może zdecydować się na ten drugi wariant. Obawia się tego rząd, bo to oznaczałoby dla niego komplikacje. 

Zobacz wideo Sejm przyjął budżet na 2024 rok. Co zrobi Duda?

Budżet niepodpisany = zamknięta droga do nowelizacji

Odesłanie ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego nie oznacza paraliżu finansowego państwa. W takiej sytuacji rząd działa na podstawie projektu ustawy budżetowej. Podobnie zresztą w sytuacji, w której TK orzekłby częściową i całkowitą niezgodność budżetu z Konstytucją - rząd będzie musiał wtedy przedstawić poprawione przepisy, ale do tego czasu będzie mógł działać na podstawie poprzedniego projektu. Dlatego finansowanie wszystkich obszarów państwa (wojsko, zdrowie, emerytury itd.) nie byłoby zagrożone. Waloryzacja emerytur i rent, trzynastki i czternastki, 800 plus - nie ma się tu o co bać. 

Mimo wszystko miałby nieco skrępowane ręce. Przykładowo, nie mógłby przeprowadzić nowelizacji budżetu, a ta byłaby bardzo prawdopodobna. Przedstawiony prezydentowi budżet oczywiście stworzyła obecna "obsada" Ministerstwa Finansów, niemniej mimo wszystko w dużej mierze na planach i założeniach pozostawionych przez poprzednią ekipę. Minister finansów Andrzej Domański zapowiedział audyt po stronie wydatków i przychodów budżetowych.

Już pojawia się jednak sporo argumentów za rychłą nowelizacją. Przykładowo, projekt budżetu w obecnym kształcie zakłada zerowy VAT na żywność tylko do końca marca, a zamrożenie cen energii tylko do końca czerwca. Można sobie łatwo wyobrazić, że rząd zechce przedłużyć te rozwiązania albo przynajmniej je zmodyfikować. Całkowite urynkowienie cen energii od lipca byłoby szokujące, oznaczałoby wzrost cen nawet o 70 proc. 

W ustawie budżetowej nie zapisano też finansowania dla części projektów, które według rządu mają ruszyć już w tym roku - m.in. dla "wakacji od ZUS" dla przedsiębiorców, bonu senioralnego oraz rent wdowich. Ekonomiści zwracają też uwagę na nierealistycznie wysoki prognozowany wzrost dochodów z VAT (316,4 mld zł względem zapewne około 255-260 mld zł w 2023 r.) oraz fakt, że w projekcie budżetu uwzględniono 6 mld zł wpłaty zysku NBP, a takowej jednak nie będzie.

Jak mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" rozmówca z rządu, innym efektem skierowania ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego byłoby opóźnienie wdrożenia 20-proc. podwyżek dla budżetówki. 

Ponieważ tzw. przepisy podwyżkowe mówią o dokonaniu tego naliczenia w określonym interwale po ogłoszeniu ustawy budżetowej, to póki ona nie jest ogłoszona, to z samego planu finansowego, czyli projektu ustawy, nie możemy tego zrobić 

- komentuje.

Gdyby prezydent skierował ustawę budżetową do Trybunału Konstytucyjnego, ten ma - zgodnie z Konstytucją - dwa miesiące na rozstrzygnięcie. Inna sprawa, że - jak pisze "DGP" - za przekroczenie tego terminu nie jest przewidziana żadna sankcja. Z drugiej strony, teoretycznie rząd mógłby wobec tego uznać, że TK nie ma zastrzeżeń do ustawy budżetowej, a to pewnie jeszcze skomplikowałoby całą sytuację.

Czy prezydent skieruje ustawę budżetową do Trybunału Konstytucyjnego?

W minionym tygodniu Piotr Ćwik, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta, mówił w radiowej Jedynce, że ustawa budżetowa zostanie podpisana "po przeanalizowaniu ścieżki formalnej". W mediach pojawiają się argumenty, które mógłby przyjąć prezydent kierując projekt budżetu do TK. To choćby fakt, że w głosowaniach sejmowych nad dokumentem nie mogli wziąć udziału Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński - prezydent mógłby argumentować, że ich mandaty poselskie wcale nie wygasły. Innym "tropem" - acz też wątpliwych według "DGP" - może być tryb pracy nad budżetami części instytucji. Piotr Ćwik zauważał, że m.in. Kancelaria Prezydenta nie dostała środków na podwyżki dla budżetówki zagwarantowane przez rząd. - Widać, że są równi i równiejsi, ale będziemy sobie radzić - powiedział Ćwik w Jedynce.

Jak wyjaśniał z kolei niedawno w "Business Insider Polska" dr Marcin Tyniewicki z Katedry Finansów Publicznych i Prawa Finansowego Uniwersytetu w Białymstoku, wykazanie przez prezydenta oraz Trybunał Konstytucyjny niezgodności ustawy budżetowej z Konstytucją byłoby też trudne dlatego, że budżet w głównej mierze bazuje na przepisach innych ustaw - Ustawa budżetowa określa bowiem dochody i wydatki, które wynikają z innych ustaw – tłumaczył Tyniewicki. Słowem, należałoby wykazać, że całość lub część ustawy budżetowej nie wynika z postanowień innych ustaw.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: