1703 lata temu rynek pracy w Rzymie przeszedł rewolucję. Dziś jesteśmy u progu kolejnej

Dokładnie 1703 lata temu Rzymianie zyskali prawo do jednego dnia wolnego w tygodniu. Polacy na stałe dostali dwa dni wolne dopiero nieco ponad trzy dekady temu. A już dyskutujemy o skróceniu tygodnia pracy do czterech dni. Makrotrendy wskazują, że do tego jako świat dążymy.
2423119423
źródło: Shutterstock

7 marca 321 r. (albo 3 marca, zależnie od źródła) - na ten dzień datowany jest edykt cesarza rzymskiego Konstantyna Wielkiego, w którym niedziela została ustanowiona dniem wolnym. 

W czcigodną niedzielę (venerabilis dies solis) odpoczywać będą wszyscy sędziowie, ludność miasta i przedsiębiorstwa wszystkich branż

- głosił edykt. Dokument pozwalał natomiast na uprawę roli "swobodnie i bez przeszkód". "Często zdarza się, że nie ma lepszego dnia na sianie zboża lub sadzenie winorośli; bo korzyść, którą dała Opatrzność niebieska, nie powinna być oddawana przez wybór czas" - pisał Konstantyn Wielki do Helpidiusza, prefekta miasta Rzymu. Jak zauważa portal stacja7.pl, po czterech miesiącach cesarz rozszerzył jeszcze swój edykt i zezwolił na wyzwalanie w tym dniu niewolników.

Badacze wyjaśniają, że edykt był jednym z przejawów przywilejów nadawanych w tamtych czasach chrześcijanom. Jednocześnie uwzględniał także inne wyznania. W każdym razie to wtedy w starożytnym Rzymie niedziela stała się dniem świątecznym, co do zasady wolnym od pracy.

Zobacz wideo Marta Lech-Maciejewska zdradza, dlaczego w jej firmie jest czterodniowy tydzień pracy. "Czas - najbardziej deficytowy produkt"

W Polsce weekendy mają raptem ciut ponad 30 lat

W Rzymie w IV wieku skrócenie czasu pracy było rewolucją. To de facto nie zmieniło się przez tysiąclecia, bo choć dziś okoliczności są już zupełnie inne, to wciąż jest to kwestia budząca wiele dyskusji. W Polsce aż do 1973 r. tylko niedziela była dniem wolnym od pracy. Ba, jak zauważał w rozmowie z Business Insider Polska historyk prof. Andrzej Chwalba, wielu robotników jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym pracowało w niedzielę.

Wolne soboty pojawiły się w epoce Gierka. Pierwszy raz Polacy nie poszli do pracy w sobotę w 1973 r. Wtedy jednak chodziło tylko o dwie soboty w roku. Przywilej był stopniowo rozszerzony - poprzez sześć wolnych sobót w roku, potem dwanaście i co drugą w latach 80. Dopiero jednak na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku weekend stał się czymś powszechnym.

Dzisiaj, w debacie, która się toczy, wydaje się, że jest założenie, że pięciodniowy tydzień pracy to warunek odgórny, naturalny, który od zawsze funkcjonował. Tymczasem to pewna nowość w Polsce, która przyszła tuż przed zmianami wolnorynkowymi, w końcówce lat 80., choć dzisiaj przyjmujemy, że to oczywistość

- mówił w 2022 r. w rozmowie z Next.gazeta.pl Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Czterodniowy tydzień pracy przyszłością?

Teraz coraz więcej mówi się o czterodniowym tygodniu pracy. W różnych zakątkach świata odbywają się testy tego typu rozwiązania, w części po okresie testów firmy pozostały już w tym modelu pracy. Wśród pozytywnych efektów wymienia się m.in. lepszą produktywność pracowników, mniej zwolnień lekarskich i lepsze poczucie work-life balance. W Polsce również są już firmy stosujące czterodniowy tydzień pracy. 

W ostatnich dniach odżył m.in. temat testów w Wielkiej Brytanii w 2022 r. Już pierwsze wyniki, opublikowane w 2023 r., były pozytywne. Firmy zanotowały w tym czasie średnio 35-procentowy wzrost przychodów (acz autorzy wskazują te liczby "tylko" na podstawie danych z 24 firm biorących udział w eksperymencie). Niemal wszystkie spółki deklarowały, że chcą pozostać przy tym rozwiązaniu. Pracownicy meldowali z kolei poprawę kondycji psychicznej i zdrowia fizycznego. Ponad połowa uczestników testu zwróciła uwagę na poprawę możliwości godzenia pracy z życiem domowym i towarzyskim. 15 proc. badanych wskazało, że za żadne pieniądze nie wróciłoby już do pięciodniowego tygodnia pracy. Należy tu natomiast podkreślić - bo jest to kluczowe - że eksperyment obejmował tzw. białe kołnierzyki, a nie branżę produkcyjną. Brały w nim udział firmy m.in. z sektora finansowego, reklamowego, IT, HR, medycznego i rozrywkowego.

Teraz pojawiły się dane o sytuacji rok po teście. Jak komentował Andrzej Kubisiak, połowa firm zauważyła zmniejszenie rotacji pracowników, mniej więcej tyle samo widzi zmiany w zakresie sposobów pracy utrzymujące lub zwiększające wydajność. 

Kubisiak wskazywał jednak, że wyniki testów, czy to z Wielkiej Brytanii, czy innych krajów, "nijak nie pasują do struktury naszej gospodarki i jej wyzwań".

Mamy relatywnie niski udział białych kołnierzyków i wysoki produkcji

- zauważał.

Z jednej strony można zwrócić uwagę na okoliczności sprzyjające skracaniu czasu pracy w Polsce. Z drugiej na ewentualne zagrożenia.

Warto wskazać, że od dziesięcioleci na całym świecie, w tym w Polsce, pracuje się po prostu coraz mniej. Poniżej wykres przepracowanych godzin rocznie w krajach OECD. Makrotrend jest ewidentny. Gospodarka światowa się od tego nie załamała, wręcz przeciwnie - jakoś przędziemy. Można sobie łatwo wyobrazić, że czterodniowy tydzień pracy, oczywiście jeśli wprowadzany rozsądnie (stopniowo, w dobrym momencie, w parze z inwestycjami w automatyzację), również by nas nie zabił.

Kolejne pokolenia też będą pracować od nas krócej. Nasze dzieci mogą się dziwić, że mogliśmy pracować 40 godzin w tygodniu

- mówił jakiś czas temu w rozmowie z Next.gazeta.pl Kubisiak. To efekt rozwoju nowych technologii, zmiany produktywności oraz zmiany modeli gospodarki, które dziś są dużo bardziej nastawione na kulturę czasu wolnego. Do kontynuacji tego trendu potrzebujemy natomiast w Polsce inwestycji w automatyzację, robotyzację, powszechne wykorzystanie sztucznej inteligencji. Warto przy tym zwrócić uwagę, że mimo spadającej liczby przepracowanych godzin Polska i tak należy do krajów UE, w których w tygodniu pracuje się najdłużej.

Wśród wyzwań dla wprowadzania czterodniowego czasu pracy można natomiast wymienić np. strukturę polskiej gospodarki.

Przemysł jest największym sektorem w Polsce, zarówno jeśli chodzi o wielkość zatrudnienia, jak i znaczenie tej gałęzi dla PKB. Przemysł to też sektor bardzo mocno zależny od roboczogodzin. W dalszej kolejności mamy sektory handlowy, budowlany i logistyczny. Wszystko to są segmenty trudne pod kątem automatyzacji

- zwracał uwagę Kubisiak. Kwestia automatyzacji jest o tyle kluczowa, że co do zasady mamy w Polsce niedobór rąk do pracy. 

Okoliczności sprzyjające skracaniu tygodnia pracy, to sytuacja, kiedy bezrobocie jest relatywnie wysokie i chce się wygenerować dodatkowe etaty, tworząc sztuczną niejako lukę na rynku pracy. My jesteśmy absolutnie w innym punkcie, stąd ta duża zmiana technologiczna, oparta o automatyzację i wzrost produktywności, jest niezbędna, żeby też takie działania wdrażać

- mówił uwagę ekspert, choć z drugiej strony wskazywał na migracje do Europy, które z kolei te braki kadrowe łatają.

Inną ważną kwestią byłaby też choćby skuteczna ewidencja czasu pracy. Odgórne cztery dni pracy albo 35 godzin w tygodniu (propozycja Lewicy) swoją drogą, a rzeczywistość - swoją. Skracając czas pracy odgórnie, należy zadbać, żeby nie zamieniło się to w fikcję i więcej pracy nierejestrowanej. 

W tym miejscu można jeszcze dodać wątek, który dziś wydaje nam się zupełnie nierealny, ale kiedyś, w przyszłości - kto wie. Wszakże na czterodniowym tygodniu pracy skracanie czasy pracy nie musi się skończyć. Niedawno ekonomiści Pekao snuli w publikacji "Megatrendy. Przewodnik po przyszłości" scenariusze gospodarczo-społeczne dla losów świata. Ostatnim z megatrendów, który wskazali, była "ostateczna sztuczna inteligencja" - inteligentniejsza od człowieka.

Gdy sztuczne inteligencje miną punkt zwrotny, czeka nas prawdziwa rewolucja. Ludzka praca stanie się w zasadzie zbędna. Będziemy cenić ją głównie z sentymentalnych, nie ekonomicznych powodów

- przewidywali.

Skracać czas pracy czy nie?

Skracanie czasu pracy wzbudza oczywiście sporo kontrowersji. Swoje wątpliwości mocno akcentują m.in. ekonomiści z liberalnymi poglądami, na czele choćby z Leszkiem Balcerowiczem.

To jest niebywała populistyczna brednia, która oznaczałaby z jednej strony ograniczenie produkcji, a z drugiej podbicie inflacji

- mówił w 2022 r. o idei czterodniowego tygodnia pracy Balcerowicz w rozmowie z Interią. Ba, dla części osób i polityków w Polsce wciąż sporna jest też kwestia pracy w niedziele w handlu. Od 2020 r. handlowych jest tylko siedem niedziel w roku. Zwiększenie tej liczby niosły na wyborczych sztandarach w 2023 r. Koalicja Obywatelska i Trzecia Droga. Przeciwna jest natomiast Lewica, dlatego - przynajmniej na razie - nie są prowadzone żadne prace w tym zakresie.

Lewica jest natomiast orędowniczką skracania czasu pracy.

Ja jako polityczka, jako posłanka Lewicy oczywiście jestem za. Jako ministra rodziny również uważam, że coś zrobić trzeba z tym ogromnym obciążeniem pracą, z jakim mierzą się Polki i Polacy. Stanowiska rządu w tej sprawie nie ma, ale sprawdzamy, badamy

- mówiła niedawno Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministerka rodziny, pracy i polityki społecznej.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: