Lęki Konfederacji Lewiatan. Jeśli będzie w Polsce krótszy tydzień pracy, to ambitni z rozpaczy wyjadą

Marta Nowak
"Nie stać nas na cztery dni pracy" - brzmi hiobowa wieść, jaką ogłosiła zrzeszająca przedsiębiorców Konfederacja Lewiatan. To diagnoza Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Lewiatana i działacza na rzecz przedsiębiorców z ponad 30-letnim stażem. No dobra, ale czemu nas nie stać? Otóż dlatego, że ambitni pracownicy wyjadą - pisze Marta Nowak z Gazeta.pl.
Jeremi Mordasewicz
Fot. Paweł Małecki / Agencja Wyborcza.pl

O skróceniu tygodnia pracy przy zachowaniu obecnych wynagrodzeń mówi się w Polsce już dawno. Pilotaż czterodniowego tygodnia pracy zapowiadał w 2022 r. Donald Tusk, rok później w październiku jego plany potwierdził Andrzej Domański. Skrócenia czasu pracy chce Lewica - Adrian Zandberg w kampanii mówił, że w ciągu jednej kadencji dałoby się zejść z 40 do 35 godzin tygodniowo. Ten model bierze też dziś pod uwagę ministerka pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. O korzyściach płynących ze skracania czasu pracy mówią liczni eksperci, pilotażowe programy z sukcesem prowadzono w Hiszpanii, Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Krótszy tydzień pracy wprowadzają już samorzutnie niektóre firmy (w Polsce ostatnio Herbapol). Krótszego czasu pracy chce wielu Polaków. No ale pewnie tylko tak mówią, a potem sobie wyjadą.

Zobacz wideo Miłosz Wiatrowski-Bujacz o pilotażu 4-dniowego tygodnia pracy w Microsofcie: Wzrost produktywności wynosił 40%

Straszne to wszystko jest, co? Oto polska klasa polityczna chce sprowadzić piekło na ambitnych ludzi, zmuszając ich, żeby mieli trzy dni weekendu i wciąż zarabiali tyle samo. Serio - Mordasewicz uważa exodus pracowitych za zagrożenie tak wielkie, że wymienia je na pierwszym miejscu w swoim tekście o złowrogich skutkach czterodniowego tygodnia pracy (a jest ich tam cała lista). Uprzedza też od razu możliwy argument o Francuzach - chodzi o to, że we Francji tydzień pracy już od dawna liczy 35 godzin, a obywatele jakoś nie rzucili się do masowych wyjazdów. Jak twierdzi doradca Lewiatana, przyczyną był fakt, że akurat im trudno było znaleźć kraj, który oferowałby lepsze warunki życia. Jednak z Polakami jest inaczej. Ci pracowici już pakują tobołek (mam nadzieję, że ty, miły czytelniku, też).

Ale dobrze, dość omówień, weźmy to jedno najważniejsze zdanie pod lupę:

Jeżeli w jakimś przedsiębiorstwie możliwe jest skrócenie czasu pracy bez zmniejszenia produkcji, to można to zrobić...

- zezwala najpierw Mordasewicz łaskawie. Ale wiadomo, to, co przed "ale", się nie liczy. A dalej leci tak:

...ale w przypadku ustawowego skrócenia czasu pracy i w konsekwencji obniżenia dochodów pracowników osoby szczególnie pracowite i ambitne będą bardziej skłonne do emigracji do państw, które nie utrudniają mieszkańcom drogi do dobrobytu.

Wspaniałe sformułowania! Jeśli sądzisz, leniwy Polaku, że trzydniowy weekend to byłby fajny czas na rozwijanie pasji, spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi, gotowanie, sport czy korzystanie z kultury - mylisz się. Jest to ni mniej, ni więcej, tylko utrudnianie drogi do dobrobytu. 

Ale szczególnie zagadkowa jest inna fraza, jakoś tak mimochodem utknięta w długim zdaniu. "Obniżenie dochodów pracowników" - serio? Kluczowym, zawsze podkreślanym elementem programów skracania czasu pracy jest to, że odbywa się ono bez strat dla wynagrodzenia. Tak to wygląda i za granicą, i w firmach w Polsce. Właśnie to ma różnić krótszy tydzień pracy od 4/5 etatu, na które każdy głupi może iść także dziś, jeśli dogada się z szefem. Oczywiście nie przypuszczam, że poważny człowiek z Konfederacji Lewiatan próbuje sugerować pracownikom, że jeśli będą mieć wolny piątek, to zbiednieją, więc lepiej niech się tego nie domagają. Może po prostu napisał tekst, nie wiedząc, o co w tym całym skracaniu tygodnia pracy chodzi?

Marta Nowak
Więcej o: