W naszym projekcie [dotyczącym programu Aktywny Rodzic, czyli "babciowego" - red.] pojawia się wymóg, żeby zawrzeć jakiegoś rodzaju umowę - nie przesądzamy jej kształtu - z babcią, dziadkiem, ciocią, wujkiem, żeby zgłosić kto konkretnie opiekuje się dzieckiem. To nie jest tylko kwestia układu między rodzicem a opiekunem. To też informacja dla systemu, czy dziecko jest powierzone osobie bezpiecznej - na przykład czy nie jest w rejestrze pedofilów. Musimy dmuchać na zimne
- zadeklarowała w rozmowie w Radiem ZET ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Projekt ustawy ma wyjść z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w najbliższych dniach. Dziemianowicz-Bąk oceniła, że ZUS potrzebuje około pół roku na przygotowanie się do tego programu. Środki mają być wypłacane od ostatniego kwartału 2024 r. Program ma polegać na transferze 1500 zł miesięcznie na dziecko w wieku do 3 lat, po powrocie matki do pracy po "urlopie" macierzyńskim. Mimo powszechnej nazwy "babciowe", środki mają być wypłacane także gdy dziecko pozostaje pod opieką innego członka rodziny, niani albo w żłobku.
Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej mówiła także, że w jej resorcie trwają analizy nad skróceniem tygodnia pracy do 35 godzin lub czterech dni w tygodniu.
Polki i Polacy mają za mało czasu na odpoczynek, dla rodziny, na miłość, przyjaźń. Z wielu badań wynika, że jesteśmy przepracowani, przemęczeni. Czas to zmienić! Jeżeli nie spróbujemy, to się nie uda. Podejmuję prace analityczne i przygotowawcze [dotyczące skrócenia tygodnia pracy - red.], później będę przekonywać koalicjantów, żeby ten skok cywilizacyjny dokonał się jeszcze w tej kadencji
- mówiła. Jedną z obaw części ekonomistów jest to, że skokowe skrócenie czasu pracy spotęgowałoby problemy z rękami do pracy oraz pozbawiłoby polską gospodarkę konkurencyjności.
Mamy możliwości takiego przemodelowania polskiego rynku pracy, żeby on był bardziej chłonny oraz przyjazny nie tylko dla młodych, sprawnych i silnych, ale też np. dla osób ze specjalnymi potrzebami i starszych
- przekonywała Dziemianowicz-Bąk. Sprzeciwiła się też większej liczbie "niedziel handlowych" - co postuluje Ryszard Petru z Trzeciej Drogi.
Jest jedno środowisko, które zabiega o zmiany i są to galerie handlowe. To oczywiście w ich interesie. Fakty są takie, że coraz więcej Polek i Polaków przyzwyczaiło się i lubi taką regulację pracy. To nie jest palący problem
- oceniła ministra. Dodała, że ważniejsze jest twarde uregulowanie i przestrzegania zasad wynagradzania pracowników (np. zmianowych) za pracę w niedziele.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: