- Jak wyniki spółki były mocne, to krzyczano, że łupię Polaków. Jak paliwa były tanie, to znów krzyczano, że działam na szkodę spółki. No przecież nie da się w takiej sytuacji normalnie pracować - powiedział były prezes Orlenu w wywiadzie dla money.pl.
Następnie Daniel Obajtek stwierdził: - Ja dziękuję Bogu, że już nie jestem prezesem Orlenu. Wytrzymałem w tym piekle sześć lat. Możecie to napisać: to jest g***o, które śmierdziało od czasów WSI i wszystkich innych służb. Nikt nie wchodził tak głęboko w transakcje w Orlenie i wokół niego, bo albo nie miał o nich pojęcia, albo się po prostu zwyczajnie bał - stwierdził.
Obajtek zaznaczył, że "nie jest doskonały" i w Orlenie mogły zostać popełnione błędy, ale teraz czuje się zastraszany. - To jest instytucja zatrudniająca 66 tysięcy ludzi. Są członkowie zarządu. Różni. Z różną charyzmą. Po drugie, to państwo, dla którego pracowałem po 16-18 godzin, nie dało mi żadnego bezpieczeństwa. Tylko cały czas mi daje chłostę. Straszy mnie. Niszczy. Inwigiluje. Przeszukuje mnie. Zastrasza sądami i więzieniem - podkreślił.
W ubiegłym tygodniu w podobnym tonie wypowiadał się w rozmowie z Radiem Zet. - Jestem śledzony. Jestem inwigilowany cały czas. Ja i moi znajomi - mówił. Daniel Obajtek skarżył się, że pod jego domem cały czas stoi ktoś z aparatem. Tłumaczył, że "Orlen był zarządzany przez ludzi, którzy wiedzieli o mafiach paliwowych". - Ci ludzie wracają na nowo, a ja posiadam dużą wiedzę w tym zakresie - wskazywał.
Na początku lutego Daniel Obajtek oddał się do dyspozycji rady nadzorczej Orlenu. Rada zdecydowała o jego dymisji. Jego następcę wybrano 10 kwietnia. Nowym prezesem Orlenu został Ireneusz Fąfara, który kierował spółką córką Orlenu na Litwie - Orlen Lietuva. Był także prezesem Banku Gospodarstwa Krajowego, a od 2020 roku zarządzał firmą z branży medycznej 4Cell Therapies.