Oto unijna "mapa dobrobytu". Bolesna dla Polski. Zjechaliśmy aż o cztery miejsca [GOSPODARCZY TGV]

W tym tygodniu poznamy najnowsze dane o inflacji w Polsce - ostatnie tak dobre na co najmniej najbliższy rok. W minionym Bruksela uznała, że Polsce należy się "plan naprawczy" za zbyt duży deficyt. W unijnym "rankingu dobrobytu" zjechaliśmy aż o cztery miejsce. Co jeszcze się wydarzyło i co czeka nas w nowym tygodniu? Zapraszam na Gospodarczy TGV.
.
Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl; Eurostat

* Komisja Europejska zarekomendowała objęcie Polski procedurą nadmiernego deficytu

* Deficyt w budżecie po maju to ponad 53 mld zł (wobec planu maksymalnie 184 mld zł w całym roku). Po stronie dochodowej martwić ministra finansów mogą wpływy z VAT, które nie rosną tak szybko jak założono

* Na unijnej "mapie dobrobytu" - liczonej według tzw. rzeczywistej konsumpcji prywatnej - Polska wypadła w 2023 r. bladziej niż rok wcześniej. Spadliśmy z 14. na 18. miejsce w UE.

* Dane o produkcji przemysłowej w maju rozczarowały. W tym tygodniu dalsza część "paczki" majowych statystyk, m.in. dane o sprzedaży detalicznej. Wciąż bardzo mocno rosną za to w Polsce wynagrodzenia.

* W piątek 28 czerwca GUS poda szybki szacunek inflacji za czerwiec. Obecne prognozy oscylują w okolicach 2,5-2,6 proc.

Co w tym tygodniu?

W tym tygodniu (w piątek 28 czerwca) poznamy m.in. szybki szacunek inflacji za czerwiec. Nie powinien on mocno odbiegać od majowego (2,5 proc. rok do roku), np. ekonomiści Santander Banku szacują ponowny wynik 2,5 proc., a Pekao 2,6 proc. Będzie to zapewne ostatni na przynajmniej rok odczyt inflacji w celu inflacyjnym NBP (czyli maksymalnie do 3,5 proc.). W lipcu inflacja skoczy w okolice 4 proc. po częściowym odmrożeniu cen energii.

Zobacz wideo "Inflacja może wzrosnąć". Skrót przemówienia Glapińskiego

Wcześniej GUS też poda wiele ważnych danych, m.in. uzupełni obraz polskiej gospodarki w maju, publikując w poniedziałek dane o sprzedaży detalicznej i produkcji budowlanej. We wtorek m.in. dane o bezrobociu rejestrowanym w maju (wstępny szacunek to 5 proc., 778 tys. osób zarejestrowanych w urzędach pracy). W piątek też inna ważna publikacja GUS: o zasięgu ubóstwa ekonomicznego w Polsce w 2023 r.

Na posiedzeniu Sejmu (początek w środę 26 czerwca) ma odbyć się m.in. pierwsze czytanie przygotowanego przez Lewicę projektu ustawy, która w domyśle ma uderzyć we flipperów. Zakłada, podniesienie stawki podatku od czynności cywilnoprawnych z obecnych 2 proc. do 10 proc. w przypadku sprzedaży mieszkania w pierwszym roku po jego zakupie, do 6 proc. w drugim roku, i 4 proc. w trzecim roku. 

Za granicą na kursy walut wpływ mogą mieć m.in. dane o inflacji PCE za maj w USA (w piątek 28 czerwca). 

Bruksela obejmie Polskę procedurą nadmiernego deficytu

Wiadomo było o tym od miesięcy, ale teraz dostaliśmy oficjalne potwierdzenie: Komisja Europejska umieściła Polskę na liście krajów, wobec których powinna zostać wszczęta procedura nadmiernego deficytu (tzw. EDP). Powód to deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych na poziomie 5,1 proc. PKB w 2023 r. - a więc powyżej unijnego limitu 3 proc. Na 2024 r. KE prognozuje nam nawet wyższy deficyt - 5,4 proc. PKB.

Uruchomienie EDP oznacza, że Polska będzie musiała przedstawić wieloletni scenariusz zejścia z nadmiernego deficytu. Wymogi Komisji mogą być częściowo złagodzone ze względu na wysokie wydatki na obronność (w szczytowym 2027 r. 4,3 proc. PKB), które wpływają na poprawę bezpieczeństwa Unii

- wyjaśniają ekonomiści Pekao. To zresztą kluczowa sprawa: polski rząd wyjaśniał, że spora część naszego deficytu to wydatki na obronność (najwyższe w NATO w relacji do PKB - 4,1 proc. PKB), do tego m.in. tarcze energetyczne (w 2023 r.), do tego koszty ochrony wschodniej granicy oraz wsparcia Ukraińców. 

Projekt rekomendacji Rady UE ws. tempa redukcji deficytu mamy poznać do listopada, niemniej resort finansów i tak już w kwietniu w "Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2024-2027" założył zjazd o przynajmniej 0,5 punktu procentowego co roku. To powinno być zbieżne z oczekiwaniami z Brukseli.

Pojawiły się interpretacje (np. w prawicowych mediach), że Polskę czeka teraz "zaciskanie pasa". Fachowcy jednak uspokajają: ostrego cięcia wydatków nie będzie, następstwa procedury nie powinny być dotkliwe dla obywateli. Zawęzi się natomiast pole manewru jeśli chodzi o nowe programy, EDP narzuci ministrowi finansów dużo większą dyscyplinę fiskalną. Przy procedurze nadmiernego deficytu Komisja Europejska będzie wymagała, aby każde nowe działanie miało swoje źródło finansowania. Słowem, trzeba będzie jasno pokazać skąd się weźmie na to pieniądze: czy zetnie się wydatki w innym miejscu, wprowadzi się jakąś nową daninę itp. Pojawiają się głosy, że procedura będzie swoistym "alibi" dla rządu aby nie realizować drogich obietnic wyborczych, z podwyżką kwoty wolnej od PIT z 30 do 60 tys. zł na czele. Minister finansów zapewnia, że zapowiedź pozostaje w mocy. Zobaczymy.

Inna sprawa, że roztropność i dyscyplina finansowa swoją drogą, ale ostre zaciskanie pasa jest antyrozwojowe (to choćby nauka z lekcji Grecji sprzed dekady), a także bardzo niepopularne polityczne.

Nieco przy okazji w tym temacie - w minionym tygodniu rząd przyjął też projekt ustawy dotyczącej tzw. stabilizującej reguły wydatkowej. W największym skrócie, mechanizm ten określa roczny limit wydatków danego organu. Za czasów PiS była ona stopniowo demontowana, teraz - także dlatego, że kraje UE przymusza do tego Bruksela - reguły znów mają zostać zacieśnione. Przyjęty przez rząd projekt zakłada, że regułą objętych zostanie o 90 instytucji więcej niż dotychczas, także np. ZUS i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Ponadto do SRW zostaną włączone skarbowe papiery wartościowe, które są przekazywane nieodpłatnie jednostkom sektora instytucji rządowych i samorządowych. To znany "trik" z ostatnich lat, który pozwalał omijać obowiązującą regułę wydatkową.

Paczka danych gospodarczych. Rozczarowanie w przemyśle

Produkcja przemysłowa w maju spadła o 1,7 proc. rok do roku, według najnowszych danych GUS. Było to spore rozczarowanie, konsensus prognoz ekonomistów wskazywał na wzrost o 1,6 proc. Tym bardziej, że przecież w kwietniu wzrost był bardzo solidny: aż 7,8 proc. rok do roku. Częściowo ten spadek tłumaczy niekorzystny układ dni roboczych, ale nie całkowicie. Trudno też zwalić winę na jakąś konkretną branżę - spadki rok do roku odnotowano w 19 z 34 działów przemysłu. 

Pojawia się tu więc znak zapytania: niby od paru miesięcy dane, choć wahliwe, sugerują jakiś trend wzrostowy. Jednak wyczekiwanie odbicie (bo nadzieje na wyższy popyt w kraju i lepszą koniunkturę za granicą) się opóźnia. Zresztą jeśli chodzi o tę oczekiwaną poprawy koniunktury za granicą, to rzeczywistość znów okazuje się bezwzględna. Piątkowe odczyty PMI (czyli nastrojów w przemyśle) ze strefy euro oraz jej poszczególnych gospodarek (m.in. Niemiec i Francji) były bardzo słabiutkie, dużo gorsze od oczekiwań. Przypomnę, że wartość indeksu poniżej 50 pkt oznacza pogorszenie sytuacji względem poprzedniego miesiąca.

Również GUS-owski wskaźnik klimatu koniunktury w przetwórstwie wciąż nie wygląda dobrze.

Negatywnym zaskoczeniem w ubiegłotygodniowej paczce danych makro z Polski było też zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w maju. Spadło ono o 0,5 proc., mocniej od oczekiwań. W liczbach bezwzględnych zaobserwowano spadek o ponad 11 tys. względem kwietnia i około 32 tys. rok do roku (to dane w przeliczeniu na etaty).

Zatrudnienie obniża się w ujęciu rok do roku nieprzerwanie od października 2023 - dłuższy okres spadków (z wyłączeniem pandemii) odnotowano ostatnio w 2012/2013, czyli w czasie dekoniunktury związanej z kryzysem w strefie euro

- zauważają ekonomiści PKO BP.

Oczywiście w zestawieniu z poziomem zatrudnienia (blisko 6,5 mln etatów) takie ubytki nie są dramatyczne i co do zasady wynikają m.in. z kwestii demograficznych, niemniej sygnalizują jednocześnie mniejszy popyt na pracę (w sumie nic dziwnego patrząc na dane z przemysłu). Pracodawcy dalej częściej planują zatrudniać niż zwalniać, ewentualnie decydują się na "chomikowanie" zatrudnienia (czyli cięcie wymiaru etatów i/lub planów rekrutacyjnych zamiast zwolnień), ale rynek pracy w Polsce lekko się ochłodził.

Ale są i dobre wieści. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw urosło w maju o 11,4 proc. rok do roku (do poziomu niemal równo 8 tys. zł brutto). Oczywiście wysokie tempo wzrostu wynagrodzeń jest zagrożeniem proinflacyjnym, no ale jednak to, że nasze pensje rosną średnio rzecz biorąc w dwucyfrowym tempie to jednoznacznie miła wiadomość. 

Presja płacowa pozostaje wysoka pomimo pewnych sygnałów osłabienia rynku pracy. W dalszym ciągu firmy borykają się z brakami pracowników, chociaż w niektórych branżach obserwujemy redukcje zatrudnienia

- konstatują ekonomiści ING Banku Śląskiego.

A skoro już mowa o inflacji, to według danych NBP inflacja bazowa (czyli bez cen energii i żywności) spadła w maju do 3,8 proc. z 4,1 proc. w kwietniu. Był to już jej czternasty spadek z rzędu (i najniższy wynik od lipca 2021 r.), acz teraz ekonomiści raczej wróżą jej stabilizację m.in. ze względu na... wysoką dynamikę wynagrodzeń.

Z kolei inflacja HICP (czyli na podstawie metodologii Eurostatu, takiej samej dla wszystkich krajów UE) wyniosła w maju 2,8 proc., wobec 3 proc. w kwietniu. To niemal taki sam wynik jak średni w UE (2,7 proc.) i jedenasty spośród wszystkich państw Wspólnoty. Najwyższą inflację, 5,8 proc., ma Rumunia. Z drugiej strony prognozy nie są dla Polski tak miłe i (z uwagi na oczekiwany skok inflacji w drugiej połowie roku) np. zdaniem Komisji Europejskiej średniorocznie w 2024 r. Polska będzie miała drugą najwyższą inflację w UE, za Rumunią, a w 2025 r. już najwyższą.

Oto unijna "mapa dobrobytu"

Tzw. rzeczywista konsumpcja prywatna (rzeczywiste spożycie indywidualne, ang. actual individual consumption) na mieszkańca, według standardu siły nabywczej, wyniosła w Polsce w 2023 r. 86 proc. średniej unijnej - podał Eurostat. Co to wszystko oznacza? AIC uznaje się za jedną z miar dobrobytu. To miara, która obejmuje wartość towarów i usług kupowanych bezpośrednio przez gospodarstwa domowe, ale także tych, które dostają one od państwa czy organizacji non-profit. Eurostat jako przykłady podaje m.in. edukację czy ochronę zdrowia. Generalnie: wszystko, co pozyskujemy, konsumujemy, z czego korzystamy. Standard sił nabywczej to z kolei swego rodzaju sztuczna waluta, która w porównywaniach pozwala wyrównać różnice w cenach pomiędzy poszczególnymi krajami.

To nie jest dla Polski miły odczyt. Po pierwsze, rok temu byliśmy na poziomie 87 proc. średniej unijnej, a więc symbolicznie, ale jednak oddaliliśmy się od niej zamiast ją gonić. Co więcej, z 14. miejsca na tle całej Unii w 2022 r., teraz spadliśmy aż na 18., najsłabsze od 2019 r. W ostatnim roku przegoniły nas: Portugalia, Hiszpania, Rumunia i Słowenia. 

Unijnym liderem jest Luksemburg (138 proc. średniej unijnej), za nim są Holandia i Austria (117 proc.). Na przeciwnym biegunie są Bułgaria (73 proc.) i Węgry (70 proc.). Na przestrzeni lat co do zasady czołówka jest taka sama (zachód i północ Europy), acz np. na przestrzeni minionych 2-3 lat lekko w dół osunęły się Niemcy i Dania, a w górę poszła Holandia. Biedniejsze kraje Europy Środkowej i Południowej nadal są biedniejsze, acz widać efekty konwergencji (doganiania). Przykładowo, między 2016 a 2023 r. rzeczywista konsumpcja prywatna w Rumunii podskoczyła aż o 25 punktów procentowych względem średniej unijnej (z 64 proc. do 89 proc.), Bułgarii o 18 pp., Chorwacji o 14 pp., a Polski o 10 pp.

I jeszcze dwie ciekawostki od Eurostatu. Po pierwsze: czy w Polsce jest drogo czy tanio na tle UE. Okazuje się, że dane urzędu nie potwierdzają tezy o "zachodnich" cenach nad Wisłą. Podobno nasze ceny są aż o 34 proc. niższe niż unijna średnia, a taniej jest tylko w Rumunii i Bułgarii. To porównanie dotyczy nie tylko cen np. w sklepach spożywczych, ale także wielu innych towarów (np. elektroniki, ubrań itd.) oraz usług.

Druga ciekawostka to godzinowe koszty pracy w Polsce, które w pierwszym kwartale 2024 r. były w Polsce aż o 14,1 proc. wyższe niż rok wcześniej. To największy polski wzrost od ponad 20 lat, a także jeden z wyższych w UE. Mocniej pensje urosły rok do roku tylko w Rumunii, Bułgarii i Chorwacji. Można powiedzieć, że nasze pensje mocno gonią europejskie, bo średnio w UE odnotowano wzrost o 5,5 proc.

Inne informacje:

* Deficyt budżetowy po maju wynosi 53,1 mld zł - poinformowało Ministerstwo Finansów. To blisko 29 procent maksymalnego pułapu na cały rok: w ustawie budżetowej zapisano, że deficyt za cały rok sięgnie do 184 mld zł. Jeśli chodzi o dochody budżetowe, to szczególną uwagę ekonomiści kierują na wpływy z VAT. Niby są one bardzo przyzwoite (ponad 122 mld zł, o 19 proc. więcej niż przed rokiem o tej porze), co wiąże się m.in. z odbiciem konsumpcji oraz powrotem od kwietnia do stawki 5 procent na żywność. Z drugiej strony, Ministerstwo Finansów ustawiło sobie poprzeczkę wpływów z VAT na cały rok ekstremalnie wysoko, bo na poziomie aż 316 mld zł (względem około 244 mld zł w 2023 r.), i niewiele wskazuje na to, aby do niej doskoczyło. "Nadal oceniamy, że bardzo optymistyczna prognoza dochodów z VAT nie będzie zrealizowana" - oceniają ekonomiści ING Banku Śląskiego, a ich koledzy z Pekao podają nawet szacunek: "zabraknie co najmniej 20 mld zł". Dodają, że nowelizacja budżetu z tego tytułu nie jest wykluczona.

* Szwajcarski Bank Narodowy po raz drugi z rzędu obniżył główną stopę procentową, znów o 25 punktów bazowych (do poziomu 1,25 proc.). To osłabiło franka o około 2-3 groszy względem złotego, gdyż decyzja o obniżce nie była wcale taka pewna. W perspektywie około trzech miesięcy ta obniżka powinna w pełni przełożyć się na oprocentowanie kredytów "frankowych". Rynki stawiają, że w tym roku stopy w Szwajcarii zostaną obniżone jeszcze raz o 25 punktów bazowych. 

* Premier Donald Tusk odwołał Bohdana Pretkiela z funkcji Rzecznika Finansowego. Pretkiel pełnił tę funkcję od grudnia 2021 r. Decyzja jest o tyle "ciekawa", że Rzecznika Finansowego można odwołać przed zakończeniem kadencji tylko w określonych okolicznościach. Nie wiadomo jak konkretnie umotywowano odwołanie Pretkiela. Do zadań biura Rzecznika Finansowego należy m.in. wspieranie klientów w sporach z podmiotami rynku finansowego (np. bankami).

Więcej o: