W ciągu kilku najbliższych tygodni powinniśmy mieć rozwiązania. Najbliższy Sejm zbiera się w połowie września i chciałbym, aby na nim projekt był procedowany, tak aby wszedł w życie od 1 stycznia
- powiedział w czwartek w TVN 24 minister finansów Andrzej Domański. To harmonogram bardzo ambitny, i to przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, oznacza niewiele czasu na konsultacje, prace parlamentarne, dostosowanie systemów informatycznych i tak dalej. Po drugie: zakłada, że w gronie koalicji rządzącej uda się uzyskać kompromis.
W umowie koalicyjnej zapisano: "odejdziemy od opresyjnego systemu podatkowo-składkowego m.in. poprzez wprowadzenie korzystnych i czytelnych zasad naliczania składki zdrowotnej". Tyle, że każde z ugrupowań widzi rozwiązanie nieco inaczej. Kilka dni temu premier Donald Tusk wyraził opinię, że koalicja przedstawi wspólną propozycję dotyczącą składki zdrowotnej. W czwartek to samo mówił Domański, który deklarował, że prowadzi rozmowy z koalicjantami. "Problem" w tym, że o ile KO i Trzecia Droga chcieliby obniżyć obciążenia z tego tytułu (KO i PSL szczególnie przedsiębiorców, Polska 2050 wszystkim), o tyle Lewica szuka sposobu na ich zwiększenie i zmniejszenie preferencji dla samozatrudnionych).
Sprawa robi się paląca m.in. ze względu na strukturę elektoratu Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi - sporą część przedsiębiorców niezadowolonych z reformy składki zdrowotnej w ramach Polskiego Ładu. Zmieniono wówczas sposób naliczania składki z ryczałtowej na uzależnioną od dochodów (w przypadku zasad ogólnych albo podatku liniowego; przy ryczałcie wprowadzono trzy progi). Dodatkowo, wobec wszystkich - nie tylko osób samozatrudnionych - zlikwidowano też możliwość odliczenia większości składki zdrowotnej od podatku. Z jednej strony, to podniosło łączne obciążenia części przedsiębiorców - choć z drugiej warto pamiętać, że przy zasadach ogólnych jednocześnie podniesiono kwotę wolną od podatku i próg dla wyższej stawki podatkowej 32 proc., oraz obniżono z 17 do 12 proc. dolną stawkę PIT.
Pierwszym ruchem, równo po stu dniach rządu Tuska, była wspólna konferencja ministra Domańskiego i ministerki zdrowia Izabeli Leszczyny. Podczas niej pokazano pomysł, na którym miałoby zyskiwać aż 93 proc. osób samozatrudnionych, w tym wszystkich na skali podatkowej, podatku liniowym i karcie podatkowej (straciłaby tylko część ryczałtowców z najwyższymi przychodami). Dziś składka zdrowotna zależy od dochodu (w przypadku skali podatkowej i podatku liniowego), po zmianach byłaby znów ryczałtowa (niezależna od dochodu) dla wszystkich na skali oraz dla części liniowców. Generalnie "bazową" kwotą składki byłoby 6,75 proc. płacy minimalnej, acz u ryczałtowców i liniowców rosłaby po przekroczeniu odpowiedniego poziomu dochodów/przychodów. Reforma miałaby kosztować około 4-5 mld zł. Szczegóły tego rozwiązania w tekście poniżej.
Zupełnie inny plan ma Polska 2050. Zgodnie z najnowszą wersją projektu, wszyscy (nie tylko przedsiębiorcy) płaciliby ryczałtową składkę według trzech progów. Dla przychodów do 85 tys. zł miałoby być to 4 proc. przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w trzecim kwartale poprzedniego roku. Przy przychodach od 85 do 300 tys. zł stawka rosłaby do 7 proc., a przy ponad 300 tys. zł do 9,4 proc. Bardzo zgrubnie szacując, można by spodziewać się, że w 2025 r. byłyby to kwoty około 330 zł, 570 zł i 770 zł. Koszt projektu szacowany jest na 25-30 mld zł rośnie.
Obniżce składki zdrowotnej tylko dla przedsiębiorców mocno sprzeciwia się Lewica, która oczekuje zastąpienia obecnego systemu podatkiem zdrowotnym w kwocie 9 proc. Danina miałaby objąć także płatników CIT (czyli firmy) oraz przedsiębiorców stosujących dziś niższe składki (liniowcy mają stawkę 4,9 proc., ryczałtowcy mają trzy stawki zależne od przychodów). Szacunki Lewicy wskazują, że projekt podniósłby wpływy do NFZ o 28 mld zł. Jednocześnie Lewica mocno krytykuje pomysły koalicjantów, podając znacznie wyższe niż oni sami kwoty ubytku w kasie NFZ.
Propozycja Trzeciej Drogi to demontaż systemu ochrony zdrowia, który uszczupli budżet NFZ o prawie 70 mld zł. Projekt Koalicji Obywatelskiej spowoduje dziurę na poziomie 28 mld zł. Pozostanie przy obecnej formie składki będzie kosztować budżet 20 mld zł. Każdy z tych wariantów jest najzwyczajniej ciosem w polską opiekę zdrowotną, dlatego nasza propozycja to krok w inną stronę, w stronę sprawiedliwości społecznej. Większość z nas zapłaci tyle samo co dziś, więcej zapłacą najbogatsi i wielkie firmy.
- wyliczał Łukasz Michnik, rzecznik prasowy Nowej Lewicy
Rozjemcą chce być Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL, który przekonuje, że ma kompromisowy projekt, który może poprzeć nawet ponad 400 posłów. "Problem" koalicji polega na tym, że to kompromis raczej między propozycjami KO i Polski 2050, a nie tych dwóch ugrupowań i Lewicy. Zresztą sam wicepremier wśród potencjalnych zwolenników kompromisowego rozwiązania wskazywał przedstawicieli wszystkich ugrupowań (w tym PiS i Konfederację) poza Lewicą.
W czwartek głos zabrała też ministerka zdrowia Izabela Leszczyna, która wskazała na pewien "plan minimum" w zakresie składki zdrowotnej. Chodzi o likwidację wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu odprowadzania uiszczania składki zdrowotnej od sprzedaży środka trwałego (np. maszyny albo pojazdu).
Jeden z koalicjantów chce wyższej składki zdrowotnej i dopłat z budżetu państwa, drugi chce zmniejszenia składki zdrowotnej. Trudno pogodzić te postulaty. Jednego jestem przekonana, że musimy zrealizować postulat przedwyborczy i odejść od aberracyjnego pomysłu płacenia składki zdrowotnej od sprzedaży środków trwałych w przedsiębiorstwie
- mówiła Leszczyna w siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej, cytowana przez portal politykazdrowotna.com.