Badanie, które według mnie niesłusznie przeszło bez echa. Tyle pisania o złotym wieku, doganianiu PKB per capita Japonii czy Wielkiej Brytanii w ekstrapolowanych wykresach, a tymczasem: "Polacy w wieku 18-35 lat najbardziej obawiają się braku pieniędzy
- pisze na portalu X Krzysztof Mamiński, podejmujący m.in. tematy demograficzne. Powołuje się tu na raport UCE RESEARCH i RISIFY.pl "Czego boją się młodzi Polacy?". Jest on oparty na ogólnopolskim badaniu sondażowym, wykonanym na próbie ponad ośmiuset Polaków w wieku 18-35 lat.
Z badania wynika, że obecnie tylko 1,5 proc. 18-35-latków niczego się nie obawia. Z kolei na czele listy są wyłącznie czynniki finansowe. Blisko połowa (47,4 proc.) obawia się braku pieniędzy. Częściej dotyczy to m.in. osób z mniejszych miast i z niższymi dochodami, niemniej strach ten jest obecny też u innych osób.
Dalej na liście obaw młodych osób jest wzrost kosztów życia (27 proc.), utrata pracy lub możliwości zarobkowania (24 proc.), rosnące ceny w sklepach oraz wysokie podatki (też około 24 proc.). Strach np. przed oszustwem, śmiercią bliskiej osoby albo imigrantami jest wśród respondentów mniej żywy.
Te wszystkie obawy odzwierciedlają trudną sytuację ekonomiczną młodych ludzi. Wskazują na niestabilność finansową i niepewność na rynku pracy, z którą muszą się mierzyć. Młodzi ludzie często dopiero rozpoczynają swoją karierę zawodową, co wiąże się z niższymi zarobkami i mniejszymi możliwościami oszczędzania. (...) Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że młode osoby coraz częściej odczuwają duży stres związany z finansami, co może wpływać na ich decyzje życiowe, w tym związki i rozwody (...)
- komentuje Patryk Rzepka, psycholog, jeden ze współautorów raportu z platformy psychoterapii RISIFY.pl.
A skoro "związki", to i demografia, na którą zwraca uwagę w swoim wątku na X Krzysztof Mamiński.
Grupa wiekowa 18-35 lat odpowiadała w ubiegłym roku za prawie 83 proc. urodzeń. (...). Warto przeanalizować sytuację młodych, szczególnie w ostatnich latach. Czy nie ponoszą nieproporcjonalnie dużych kosztów naszego "złotego wieku" (chociażby przez to, że ceny mieszkań/najmu i koszty życia coraz bardziej im odjeżdżają)? Jaki jest obecnie "próg wejścia" w dorosłe życie (ergo, minimum, za które można w miarę normalnie funkcjonować będąc młodym małżeństwem myślącym o dziecku lub jedno już mając)? Czy czas 'odcinania kuponów' (ergo, kiedy ww. obawy mijają), nie przychodzi czasem zbyt późno (w końcówce wieku prokreacyjnego)
- pisze Mamiński. Oczywiście - tu komentarz autora niniejszego tekstu - "złoty wiek" w polskiej gospodarce rozumiany jako szybkie tempo gonienia Zachodu pod względem wielkości gospodarki, średnich dochodów itd., jest faktem. Niemniej prawdą jest też, że niestety wiele trosk młodych Polaków (dla których wszak punktem odniesienia nie są już czasy PRL-u, ale znacznie bardziej współczesne) nie zostało "zaopiekowanych".
Nie da się ukryć, że sytuacja finansowa jest jednym z czynników mających największy wpływ na decyzję o posiadaniu dziecka (a w polskich warunkach nawet częściej: o ślubie i wkrótce o posiadaniu dziecka). O przyczynach niskiej dzietności w Polsce sporo rozmawialiśmy na Gazeta.pl niedawno z Mateuszem Łakomym, ekspertem ds. demografii>>>.
W Polsce mocno wykładamy się już na etapie "poznania się" młodych kobiet i mężczyzn. Kobiety częściej mieszkają w dużych miastach i ich obwarzankach, mężczyźni w mniejszych miejscowościach i na prowincji. O ile mniej więcej połowa kobiet między 25. a 34. rokiem życia ma wyższe wykształcenie, to wśród mężczyzn ten odsetek sięga raptem około 30 proc. Światy kobiet i mężczyzn się mocno "rozjeżdżają". Łakomy wskazywał na statystyki mówiące, że około 40 proc. młodych dorosłych - w wieku 20-39 lat - nie jest w żadnym związku opartym na wspólnym zamieszkaniu. Jeśli jednak już kobieta i mężczyzna stworzą parę i chcą założyć rodzinę, mieć dziecko albo dzieci - to rzeczywiście problemy natury finansowo-mieszkaniowej zaczynają grać pierwsze skrzypce. Przykładowo, mamy wśród młodych dorosłych jeden z najwyższych odsetków zatrudnienia na czas określony w Europie.
Również w Polsce na tle starszych roczników wyraźnie widać dużo większą stopę zatrudnienia na czas określony osób do 30. roku życia. Jak zauważał niedawno w raporcie o "Odroczonej dorosłości" Polski Instytut Ekonomiczny, w 2022 r. na podstawie umowy na czas określony lub w formie samozatrudnienia pracowało w Polsce 35 proc. osób w wieku 15-29 lat. Dane wprawdzie wskazują na poprawę w tej materii mniej więcej od 2015 r., ale nadal są wyraźnie wyższe niż dla wszystkich pracujących (15,5 proc. w 2022 r.).
W tym samym raporcie zwracano uwagę też między innymi na relatywnie niskie zarobki na początku drogi zawodowej. Dane wskazują, że wzrost wynagrodzeń młodych szedł w ostatnich kilkunastu latach mniej więcej w parze ze wzrostem cen nieruchomości, a więc dostępność mieszkań nie rosła.
Stabilna praca i (najlepiej własne) mieszkanie to podstawy stabilności finansowej, bez których ciężko o decyzję o dziecku. Nie tylko Mamiński zastanawia się, czy ten "próg wejścia" w dorosłe życie nie przychodzi w Polsce zbyt późno.
Mamy w Polsce zjawisko odkładania urodzeń - z roku na rok średnio Polki rodzą dzieci coraz później. To się najczęściej tłumaczy tym, że większy odsetek osób kończy studia, chce się "wybawić" itd. Ale to niewystarczające wyjaśnienie. Gdy zapytasz się o wyobrażenia kiedy dobrze byłoby urodzić dziecko, to one są kilka lat wcześniej niż dzieci się rzeczywiście rodzą. Nie mamy warunków, żeby mieć dzieci we wcześniejszym wieku
- przekonywał Mateusz Łakomy w cytowanej rozmowie z Gazeta.pl. Jak wynika z danych GUS, o ile w 2000 r. mediana wieku matki rodzącej pierwsze dziecko wynosiła 23,7 roku, o tyle w 2022 r. było to już o ponad pięć lat więcej (28,8 roku).
Oczywiście czynniki typowo finansowe - poziom dochodów, stabilność zatrudnienia itd. - nie są jedynymi wpływającymi na dzietność. Wiele mówi się także o kwestiach społeczno-kulturowych, np. dużej "konkurencji" możliwych ścieżek życia przy coraz mniejszej presji społecznej na założenie rodziny.
W pierwszym półroczu 2024 r. na świat przyszło w Polsce 126,5 tys. dzieci. Gdyby tyle samo urodziło się w drugim, łącznie w całym roku mielibyśmy tylko lekko ponad 250 tys. urodzeń.
Liczba urodzeń w Polsce spada bardzo szybko. W 2023 r. urodziło się u nas około 272 tys. dzieci, w 2022 r. 305 tys., w 2021 r. nieco ponad 331 tys., w 2020 r. 355 tys., a w 2019 r. 375 tys. Po pierwsze, spada nam liczba kobiet w wieku rozrodczym. Obecnie już ich w Polsce już poniżej 8,7 mln. Dla porównania, w 2018 r. było ich 9 mln, w 2010 r. 9,5 mln, w 2002 r. 10 mln. Ale jednocześnie te kobiety, które mamy, średnio rzecz biorąc rodzą coraz mniej dzieci. Mówiący o tym wskaźnik dzietności (pokazuje ile dzieci urodziłaby kobieta przez całe życie, gdyby trendy z danego roku utrzymywałyby się) wyniósł w 2023 r. 1,158 i był najniższy w historii. W 2024 r. prawdopodobnie nadal spada.