Imigranci nie uratują naszej gospodarki, ale może to zrobić co innego. "Znacząca przestrzeń"

Przestrzeń do dalszego napływu pracowników z zagranicy do Polski jest już ograniczona - oceniają ekonomiści Credit Agricole. Uważają jednak, że da się to w znaczny sposób skompensować w inny sposób.
.
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl; Credit Agricole
Uwzględniając wyczerpujący się potencjał imigracji z krajów ze zbliżonego kręgu kulturowego (Ukraina i Białoruś), a także prawdopodobne zaostrzenie polityki migracyjnej polskiego rządu uważamy, że przestrzeń do dalszego napływu pracowników z zagranicy jest już ograniczona

- piszą ekonomiści Credit Agricole w swojej najnowszej analizie.

Zobacz wideo Anna Ruzik-Sierdzińska: Potrzebna jest mądra polityka imigracyjna, która uwzględnia potrzeby rynku pracy

Tak rosła nam liczba pracujących cudzoziemców

W ostatnich latach cudzoziemcy w znacznym stopniu zasilili polski rynek pracy. Dziś to około 7 procent całego zasobu pracowników. Najnowsze dane ZUS (na koniec czerwca) wskazują, że mamy w Polsce około 1,16 mln osób zarejestrowanych w ZUS, o innym obywatelstwie niż polskie. To ponad 11-krotny wzrost w dziesięć lat. Wciąż dwie trzecie z tych osób to Ukraińcy (ponad 771 tys.), acz to "źródło" nam ewidentnie wysycha. Ostatnie dwa lata to przyrost tylko o około 42 tysiące (prawie 36 tys. to kobiety). Dalej na liście najliczniejszych nacji w Polsce - według rejestrów ZUS! - mamy Białorusinów (134 tys.), Gruzinów (ponad 27 tys.), Hindusów (ponad 21 tys.) i Mołdawian (14,5 tys.).

embed

Już nawet powyższy wykres pokazuje jednak, że trudno mówić o szaleńczych wzrostach liczby cudzoziemców (legalnie) pracujących w Polsce. W 2023 r. przybyło ich w ZUS około 64,5 tys., najmniej od 2015 r. Owszem, poprzedził go wyjątkowo wysoki wynik ponad 188 tys. z 2022 r., acz w dużej mierze był to efekt "fali" uchodźców z Ukrainy. Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego sprzed kilku miesięcy wskazywał, że Polska jest "mistrzem świata" w aktywizowaniu uchodźców - a raczej uchodźczyń - z Ukrainy, gdyż pracuje aż 65 proc. z nich.

W każdym razie dane za pierwszą połowę 2024 r. wskazują na kontynuację tegoż trendu dużo mniejszego przyrostu liczby cudzoziemców na naszym rynku pracy. Przez pierwszych sześć miesięcy tego roku w ZUS przybyło ich niespełna 32,4 tysiąca.

embed

Wyczerpane "rezerwuary" i problemy z polskimi zdolnościami do "absorpcji" 

W Polsce zderzają się ze sobą dwa wyzwania. Po pierwsze, wyczerpuje się "rezerwuar" pracowników z Ukrainy i Białorusi. Mobilizacja mężczyzn w tym pierwszym kraju i trudności stawiane przez reżim Łukaszenki w tym drugim (plus po prostu dużo mniejsza ludność) robią swoje. Rośnie liczba obywateli krajów dalszych nam kulturowo (głównie z Azji), acz z różnych względów (społecznych, administracyjnych) nie są i raczej nie powinny być to w najbliższym czasie bardzo liczne grupy.

Po drugie, to polskie możliwości. Ekonomiści Credit Agricole zauważają m.in. wypowiedzi wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Macieja Duszczyka, odpowiedzialnego za politykę migracyjną. Sugerują one, że liczba imigrantów w Polsce szybko zbliża się do granicy, jaką wyznaczają krajowe zdolności ich integracji.

Dotyczą one zarówno odsetka imigrantów, jaki społeczeństwo jest w stanie zaabsorbować bez generowania napięć społecznych, jak i wyzwań infrastrukturalnych związanych m.in. z zapewnieniem nowoprzybyłym odpowiednich warunków mieszkaniowych, opieki medycznej czy edukacji dla ich dzieci

- piszą analitycy. Przypominają też spostrzeżenia z "Białej Księgi" opublikowanej w maju przez MSWiA. Sugerowała ona m.in., że wobec braku odpowiednich rozwiązań legislacyjnych i systemowych, w warunkach presji ze strony pracodawców, doszło do utraty kontroli nad przepływem ludności. Wskazywała raczej na potrzebę ostrożniejszej migracji - bardziej selektywnej, silniej kontrolowanej przez instytucje rządowe.

Kto zatem będzie pracował?

Skoro więc "przestrzeń do dalszego napływu pracowników z zagranicy jest już ograniczona", to kto ma łatać dziury na polskim rynku pracy? Ekonomiści Credit Agricole zauważają, że - zgodnie z projekcjami Eurostatu - w ciągu najbliższej dekady ubędzie nam prawie 1,4 mln osób w wieku produkcyjnym (od 18 lat do 59 dla kobiet i 64 dla mężczyzn). Prognoza GUS z 2023 r. w swoim średnim wariancie jest bardziej optymistyczna - zakłada ubytek do 2034 r. około 700-800 tys. osób w wieku produkcyjnym, acz w drugiej połowie przyszłej dekady ta grupa ma skurczyć się o kolejnych ponad milion osób.

Oczywiście pomysły i opinie są różne: od większej aktywizacji osób biernych zawodowo, m.in. w wieku poprodukcyjnym (czyli ponad 60/65 lat i więcej; według GUS przybędzie ich w dekadę ponad 600 tys.), po próby rywalizacji o pracowników z UE, np. Grecji, Włoch czy Hiszpanii. To wszystko oczywiście ważne idee, ekonomiści Credit Agricole uważają jednak, że mniejsza skala napływu imigrantów zarobkowych zostanie po prostu "w znacznym stopniu" skompensowana przez wzrost wydajności pracy. "To będzie łagodzić negatywny wpływ na perspektywy wzrostu gospodarczego w Polsce" - uważają.

Z analizy ekspertów z Credit Agricole wynika, że Polska w wielu branżach ma jeszcze dużą przestrzeń do nadgonienia strefy euro w zakresie wydajności pracy (czyli po prostu tego jaką wartość wytwarza jeden pracownik). 

Dane dotyczące różnic w wartości dodanej przypadającej na jednego pracującego pomiędzy Polską a strefą euro wskazują, że istnieje znacząca przestrzeń do poprawy w tym obszarze. Przykładowo wartość dodana wytworzona przez pracownika w polskim przetwórstwie nadal stanowi zaledwie 61 proc. wartości wytwarzanej w strefie euro (wobec 49 proc. w 2004 r.)

- piszą ekonomiści. Jednocześnie zauważają, że w niektórych działach gospodarki, m.in. "handlu hurtowym i detalicznym, transporcie, działalności związanej z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi", jesteśmy już ponad średnią dla strefy euro.

embed
Uważamy, że w dłuższej perspektywie ważnym czynnikiem wspierającym wzrost wydajności pracy w Polsce będzie oczekiwany przez nas rosnący napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Sprzyjać będzie temu wysoka atrakcyjność Polski z punktu widzenia lokowania bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a także nearshoringu, czyli skracaniu łańcuchów dostaw w celu zwiększenia ich stabilności. Atrakcyjność ta jest potwierdzana m.in. w rankingach firm Reuters i Maersk. Ponadto wyniki naszych analiz wskazują, że istotnym czynnikiem zwiększającym wydajność pracy w Polsce będzie rozwój sztucznej inteligencji

- czytamy w analizie ekonomistów Credit Agricole.

Nie chodzi tylko o pracowników, ale też o obciążenie demograficzne

Oczywiście pobocznym wyzwaniem dla Polski na kolejne dekady będzie nie tylko spadek liczby osób w wieku produkcyjnym, ale także wzrost liczby seniorów. W 2023 r. tzw. współczynnik obciążenia demograficznego dla populacji Polski wynosił 39,8 proc. Oznacza to, że na 100 osób w wieku produkcyjnym (od 18 do 59 lat dla kobiet i do 64 lat dla mężczyzn) przypadało już blisko 40 osób w wieku poprodukcyjnym, czyli w wieku 60/65 lat i więcej. Za dekadę wskaźnik będzie wynosił już około 45 proc. ZUS niedawno policzył, że aby pozostał on na obecnym poziomie około 40 proc., potrzebowalibyśmy ponad 2,6 mln dodatkowych pracujących cudzoziemców w 10 lat. To nierealny poziom.

Oczywiście w kolejnych dziesięcioleciach współczynnik obciążenia demograficznego będzie dalej rósł. Bazując na średnim wariancie zeszłorocznej prognozy demograficznej GUS można policzyć, że w 2040 r. wskaźnik obciążenia demograficznego przekroczy 50 proc., w 2046 r. 60 proc., a w 2054 r. 70 proc. W 2060 r. - zgodnie z tą projekcją - mamy mieć blisko 11 mln osób w wieku 60/65 lat i więcej i 15,1 mln osób w wieku produkcyjnym.

Więcej o: