Płacowy ekspres w Polsce. Politycy dosypali do pieca aż skwierczy [GOSPODARCZY TGV]

W minionym tygodniu dowiedzieliśmy się m.in., że średnie wynagrodzenie w polskiej gospodarce rośnie najszybciej w XXI wieku. W tym GUS poda dane o wzroście PKB Polski w drugim kwartale. Co jeszcze się wydarzyło i co czeka nas w nowym tygodniu? Zapraszam na Gospodarczy TGV.
Pieniądze (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Jacek Babiel / Agencja Wyborcza.pl

* W tym tygodniu m.in. dane o PKB Polski w drugim kwartale, oraz o inflacji w lipcu

* "Średnia krajowa" w Polsce urosła przez ostatni rok o 14,7 proc. - najwięcej przynajmniej od początku XXI wieku

* Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy i jastrzębie ruchy banku centralnego Japonii sprawiły, że światowe giełdy zalały się czerwienią na początku minionego tygodnia

Zobacz wideo Czego boi się najbogatszy człowiek świata?

W tym tygodniu m.in. inflacja i PKB z Polski

W tym tygodniu m.in. ważne dane z polskiej gospodarki od GUS (w środę 14 sierpnia). Po pierwsze: szybki szacunek PKB za drugi kwartał. Obecnie konsensus prognoz ekonomistów (według macronext.pl) wskazuje na wzrost o 2,8 proc. rok do roku i 0,9 proc. kwartał do kwartału. Z jednej strony, polska gospodarka się rozpędza, ostatni raz rok do roku nasz PKB urósł o 2,8 proc. w ostatnim kwartale 2022 r. Z drugiej, miesięczne dane (o produkcji przemysłowej, budowlanej i sprzedaży detalicznej) w drugim kwartale były mieszane, nieraz rozczarowywały. Dlatego po czerwcowych statystykach z GUS wiele ośrodków analitycznych pisało, że wzrost gospodarczy w drugim kwartale prawdopodobnie przyspieszał słabiej niż wcześniej zakładały.

Również w środę 14 sierpnia GUS opublikuje drugi szacunek inflacji za lipiec, wraz ze szczegółami dotyczącymi zmian cen poszczególnych grup towarów i usług. Szybki szacunek sprzed dwóch tygodni wskazał odczyt 4,2 proc.. To duży skok względem 2,6 proc. w czerwcu. To m.in. efekt podwyżek cen energii. W piątek 16 sierpnia NBP poda z kolei dane o inflacji bazowej (czyli bez cen energii i żywności) w lipcu. Prognozy zwykle mówią o odczycie 3,7-3,8 proc., co oznaczałoby wzrost względem 3,6 proc. w czerwcu. Byłby to pierwszy wzrost inflacji bazowej od ponad roku (marca 2023 r.), a jego przyczyną byłyby zapewne przede wszystkim podwyżki opłat za wodę i ścieki.

Za granicą m.in. drugie dane o PKB w strefie euro w drugim kwartale (w środę 14 sierpnia). Wstępny szacunek wskazał na wzrost o 0,6 proc. rok do roku i 0,3 proc. kwartał do kwartału, acz rozczarowały m.in. wyniki z Niemiec. Również w środę w USA poznamy dane o inflacji CPI w lipcu. Przewidywany jest spadek z 3 proc. w czerwcu do 2,9 proc. teraz.

Paniczne reakcje na dane z USA i ruchy Bank of Japan

Początek minionego tygodnia to istna sinusoida nastrojów na rynkach. Te mocno popsuły się po dużo gorszych od oczekiwań danych z amerykańskiego rynku pracy. Wzmogły one obawy o nadchodzącą recesję w USA, która oczywiście pociągnęłaby w dół całą globalną koniunkturę. Rynek błyskawicznie przestawił się też wobec tego na scenariusz, w którym 18 września Fed zetnie stopy na pewno (i to nie o 25 punktów bazowych, a od razu o 50 pb), a tempo kolejnych obniżek będzie szybsze od wcześniej oczekiwanego. Szybsze od spodziewanych obniżki stóp w USA zapewne pociągnęłyby w dół stopy także w innych zakątkach świata.

To przyniosło na początku tygodnia potężne spadki na światowych giełdach. Tokijska giełda w poniedziałek zanotowała niemal najgorszą sesję od 37 lat, główne indeksy w USA również ostro traciły szczególnie na otwarcie sesji

Tu należy dodać jeszcze jeden - równie ważny, o ile nawet nie ważniejszy niż obawy o recesję w USA - czynnik, a mianowicie drugą z rzędu podwyżkę stóp w Japonii pod koniec lipca oraz perspektywę dalszego zacieśniania polityki pieniężnej. Wzrost ceny jena i jego wyraźne umocnienie do dolara spowodowało falę wycofywania się przez inwestorów ze strategii carry trade, polegającej na pożyczaniu środków tanio (jen nadawał się do tego w ostatnich latach idealnie) i lokowaniu ich w inne aktywa (m.in. akcje).

Spadki oczywiście dotarły także do Europy, w tym na warszawską giełdę. Pewnym pozytywem było to, że rentowność polskich obligacji spadła do poziomu najniższego od ponad pół roku.

embed

Na amerykańskim parkiecie indeks VIX, nazywany "indeksem strachu" (mierzy zmienność na rynku) poszybował do najwyższych poziomów od początku pandemii. 

embed

Obawy o globalny wzrost gospodarczy w połączeniu ze strachem o wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie zepchnęły też w poniedziałek notowania ropy Brent nawet w okolice 75 dolarów za baryłkę, najniżej w tym roku. 

Jak to zwykle bywa: po panicznej reakcji przyszło odreagowanie - wspierane w poniedziałek i kolejnych dniach już lepszymi danymi z USA. Między innymi indeks ISM dla usług wzrósł z 48,8 pkt do 51,4 pkt, mocniej od oczekiwań. Spadła też, i to mocniej od prognoz, liczba nowych bezrobotnych. Wsparciem być może były też słowa szefa oddziału Fed z Chicago. Austan Goolsbee stwierdził, że sytuacja na rynku pracy nie jest tak zła jak sugerowałyby dane z 2 sierpnia, a wyceniana skala cięć stóp w USA jest zbyt agresywna. Pomogła też "gołębia" wypowiedź wiceszefa japońskiego banku centralnego Shinichi Uchidy.

Uspokojenie widać w odbiciu wycen surowców, indeksów giełdowych czy rentowności obligacji. Inwestorzy widzą już mniej więcej podobne szanse na cięcie stóp w USA we wrześniu o 25 i 50 pb. Jednocześnie rynki pozostają wyczulone, w stanie podwyższonej alertu - tę wciąż zwiększoną niepewność widać choćby na indeksie VIX, który nie wrócił całkiem do stanów sprzed tygodnia.

Najwyższe roczne tempo wzrostu płac w XXI wieku

Jak podał GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej - a więc w firmach (niezależnie od liczby pracowników) oraz w sferze budżetowej - wyniosło 8038,41 zł w drugim kwartale 2024 r. brutto. To oznacza, że przez rok urosło aż o 14,7 proc. Jeszcze nigdy w XXI wieku przeciętna pensja nie urosła tak mocno. Co więcej, w zestawieniu z inflacją w tym okresie (2,5 proc.) mamy też najwyższy w tym wieku wzrost w ujęciu realnym - aż o 11,9 proc. 

Kluczowymi czynnikami były podwyżki w sferze budżetowej i dla nauczycieli (o około 20-30 proc.) oraz bardzo duży wzrost płacy minimalnej (o 21,5 proc. rok do roku), niemniej generalnie presja płacowa (w tym m.in. motywowana rekompensatą przeszłej inflacji oraz chęcią utrzymania przewagi nad osobami na płacy minimalnej) w polskiej gospodarce pozostaje podwyższona.

Tu oczywiście jeszcze kluczowe zastrzeżenie: przeciętne wynagrodzenie to "tylko" jedna liczba. Poziom płac i tempo ich wzrostu zależy m.in. od branży oraz stanowiska. Co więcej, ta średnia jest windowana przez mocno odbiegające od reszty najwyższe wynagrodzenia. Można szacować, że mniej więcej dwie trzecie pracowników zarabia mniej od średniej.

Inne informacje:

* Ireneusz Dąbrowski, jeden z członków Rady Polityki Pieniężnej, powiedział Bloombergowi, że stopy w Polsce zostaną prawdopodobnie obniżone w pierwszej połowie 2025 r. Dodał, że nie obawia się, aby tempo wzrostu płac było zbyt wysokie dla utrzymania inflacji w celu. Oczywiście, sam głos Dąbrowskiego to 1/10 całej RPP, niemniej w Radzie pojawia się bardzo ciekawa rozbieżność zdań co do oceny perspektyw inflacji i momentu rozpoczęcia obniżek stóp. Część innych członków RPP mówiła w ostatnich tygodniach o przestrzeni do dyskusji o obniżkach raczej w drugiej połowie 2025 r., a sam prezes Glapiński oceniał, że najwcześniej na cięcie stóp należy liczyć w 2026 r. 

* W okienku transferowym OFE-ZUS Polacy złożyli 15 704 deklaracji - podał ZUS. Od kwietnia do lipca, pierwszy raz od ośmiu lat, można było decydować, czy część składki emerytalnej (2,92 proc. wysokości pensji brutto) ma nadal trafiać na OFE lub subkonto w ZUS, czy chcemy zmienić swoją decyzję. 5 145 (32,8 proc.) osób zmieniło dotychczasowy wybór z OFE na subkonto w ZUS, a 10 559 z subkonta w ZUS na konto w OFE. Mimo wszystko w zestawieniu z ponad 16 mln osób składkujących do ZUS, mniej niż 16 tys. deklaracji oznacza, że mało kto zainteresować się opcją zmiany. Więcej w tekście poniżej:

* Stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła w lipcu do 5 proc. z 4,9 proc. w czerwcu - podało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Na koniec lipca br. w urzędach pracy zarejestrowanych było 766,4 tys. osób. Z jednej strony: stopa bezrobocia jest wciąż bardzo niska (patrząc wyłącznie na dane z lipców, to najniższa od 1990 r.), a sytuacja na rynku pracy pozostaje stabilna. Z drugiej: zwykle w lipcu liczba bezrobotnych maleje względem czerwca (efekt prac sezonowych), a tym razem urosła - symbolicznie, bo o około 4 tys. osób, ale jednak. 

* W lipcu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 30,6 tys. potencjalnych kredytobiorców - podało Biuro Informacji Kredytowej. To pierwszy od 14 miesięcy spadek w ujęciu rok do roku. Trudno się jednak dziwić: rok temu w lipcu startował program Bezpieczny Kredyt 2 procent. Generalnie zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi jest jednak wyższe niż przed tym programem. BIK zwraca uwagę na duży skok liczby wnioskujących w lipcu względem czerwca (o 11 proc.) i zastanawia się, czy to nie efekt zniecierpliwienia osób, które zrezygnowały już z czekania na start kolejnego programu dopłat "na Start". W sumie - pisząc pół żartem pół serio - ciągłe zwodzenie rządu co do tego czy i kiedy program ruszy może, w końcu mieć pozytywny skutek: odsieje część osób, które mają zdolność kredytową na standardowy kredyt, ale chcieli załapać się na dopłaty.

* Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej poinformowało, że pracuje nad stanowiskiem rządu do projektów dotyczących emerytur stażowych. Wiceszef resortu Sebastian Gajewski poinformował, że ministerstwo "odnosi się życzliwie do koncepcji emerytur stażowych", niemniej uważa, że "konieczne jest właściwe skalibrowanie tego rozwiązania". - Na rynku pracy mamy osoby, które zaczęły pracować bardzo wcześnie, uzbierały bardzo duży kapitał na swoich kontach w ZUS, całe życie ciężko pracowały i chcą odpocząć, jeszcze przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Takim osobom mogłyby przysługiwać emerytury stażowe - dodał Sebastian Gajewski. Takie stanowisko z resortu nie dziwi, bo jeden z projektów to... poselski projekt Lewicy, którą reprezentuje m.in. ministerka rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Z drugiej strony część ekspertów emerytalnych jest zdania, że staż pracy niekoniecznie jest idealnym miernikiem "sterania" pracą. Więcej o tych wątpliwościach pisaliśmy choćby w tym miejscu>>>. 

* Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o rencie wdowiej. Nowe świadczenie ma być wypłacane od lipca 2025 r. Obecny wybór wdowy/wdowca czy zostaje przy swojej emeryturze czy decyduje się na rentę rodzinną (85 proc. emerytury zmarłego współmałżonka) zastąpi inny: własna emerytura plus 15 proc. renty rodzinnej lub renta rodzinna plus 15 proc. własnej emerytury. Tak będzie do końca 2026 r., potem "15 proc." w powyższym wzorach zostanie zastąpione przez "25 proc.". Pełna suma nowego świadczenia ma przysługiwać do trzykrotności najniższej emerytury. Jako, że w przyszłym roku będzie to kwota około 1901 zł brutto, trzykrotność wyniesie nieco ponad 5,7 tys. zł. Z rozwiązania ma skorzystać do około 2 mln osób.

* W rozmowie z Radiem ZET minister finansów Andrzej Domański mówił (jak zwykle) dyplomatycznie, że prowadzi dialog z koalicjantami w sprawie zmian w składce zdrowotnej, ale jednocześnie potwierdził, że w budżecie na 2025 r. ma na ten cel 4 mld zł. To grosze w porównaniu np. z 25-30 mld zł rocznie, na ile wyceniany jest pomysł Polski 2050, aby wprowadzić dla wszystkich (nie tylko przedsiębiorców) ryczałtową składkę według trzech progów. W zasadzie w punkt w rzuconą przez Domańskiego kwotę 4 mld zł wpisują się szacunki kosztów dla jego i ministerki zdrowia propozycji z marca, zakładającej obniżkę składki zdrowotnej dla około 93 proc. osób samozatrudnionych - acz akurat z tym pomysłem problem ma Lewica. Słowem, "dialog" swoją drogą, ale minister Domański jasno wskazuje, co jest realne a co nie przynajmniej w horyzoncie 2025 r. Zresztą w Polsat News także Maciej Berek, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów powiedział, "dowiezienie" obniżki składki zdrowotnej w tym roku będzie bardzo trudne. - Składka zdrowotna jest bardzo masywnym co do skutków finansowych rozwiązaniem - powiedział Berek. Na razie mamy "tylko" deklarację ministra Domańskiego, że od początku stycznia 2025 r. zniknie obowiązek uiszczania składki zdrowotnej od sprzedaży środka trwałego (np. pojazdu, maszyny itp.).

Więcej o: