Dziś, czyli w środę 4 września, poznamy decyzję RPP w sprawie wysokości stóp procentowych. Od ich poziomu zależy między innymi (pośrednio) wysokość rat złotowych kredytów hipotecznych oraz lokat w polskiej walucie. Oczekiwany jest tylko jeden scenariusz: brak zmiany, czyli pozostawienie głównej stopy na 5,75 proc. Ale co dalej? Ekonomiści mBanku pokazali swoje nowe prognozy.
Rynkowa wycena na najbliższy rok to ścięcie stóp procentowych o 120 punktów bazowych. Ale nie stanie się to ani w tym miesiącu, ani nawet w tym roku - tak w każdym razie zakładają eksperci, także mBanku. Według tych ostatnich, pierwszej obniżki możemy się spodziewać dopiero (albo już, zależy jak patrzeć) w połowie przyszłego roku. Na koniec drugiego kwartału 2025 r. główna stopa procentowa ma być o 25 punktów bazowych niższa niż obecnie, czyli wynosić 5,5 proc. - można powiedzieć, że w przyszłoroczne wakacje wejdziemy z zapowiedzią niższych rat kredytów hipotecznych. Na koniec trzeciego kwartału będzie już 5,0 proc., a na koniec całego 2025 - 4,5 proc. To by oznaczało, że (według mBanku) w przyszłym roku stopy procentowe spadną łącznie o 125 punktów bazowych.
Jakie są ryzyka dla tej prognozy?
W naszym scenariuszu dotyczącym ścieżki obniżki stóp procentowych bazujemy na ograniczaniu wzrostu płac. Jeżeli płace cały czas rosłyby powyżej oczekiwań, to byłby to potencjał mniejszego tempa dostosowania stóp. Ważne tutaj też będzie to, co będzie się działo za granicą. W strefie euro EBC też liczy na to, że płace będą rosły wolniej, że zyski przedsiębiorstw będą kurczyć się i koszty będą absorbowane przez marże firm, a nie przerzucane na konsumentów. Ten czynnik ryzyka dla naszej prognozy wiąże się z cenami usług, które są głównym obecnie motorem napędowym inflacji
- wyjaśnia Next.gazeta.pl Arkadiusz Balcerowski, ekonomista mBanku. Wynagrodzenia w Polsce wciąż rosną w tempie dwucyfrowym. Ostatnie dane GUS, za lipiec, wskazują na 10,6 proc. wzrostu pensji rok do roku - pamiętajmy, w tych danych chodzi o sektor przedsiębiorstw, które zatrudniają przynajmniej 10 osób, to około 40 proc. polskiego rynku pracy. Jeśli jednak nałożyć na to inflację, to przeciętnie realne pensje rosną już o około 6 proc.
- Realnie wzrost płac jest w szczycie i raczej wyżej nie będzie, jeśli chodzi o dynamikę. Inflacja już poszła w górę, w najbliższych dwóch kwartałach jeszcze wzrośnie, co odciśnie piętno na realnych płacach. Niemniej cały czas są one wysokie - mówi Balcerowski. Polacy część wynagrodzeń odkładają, budując poduszkę na przyszłe wydatki - te oszczędności widać w danych, ich poziom rośnie i jest już blisko przedpandemicznego.
W przyszłym roku da o sobie znać sytuacja na rynku pracy i spodziewamy się zdecydowanego hamowania płac, w kierunku poniżej 10 proc. To będzie presję inflacyjną osłabiać. Jednocześnie wzrost płacy minimalnej i wynagrodzeń w sektorze publicznym będzie zdecydowanie mniejszy niż w tym roku
- prognozuje ekonomista mBanku.
Jak ta inflacja będzie wyglądać? Na koniec obecnego, trzeciego kwartału, ma według tego banku wzrosnąć do 5,2 proc. rok do roku - ta prognoza i tak została właśnie obniżona (wcześniej mBank spodziewał się 5,8 proc.). Na koniec czwartego kwartału wskaźnik ma wynieść 5,7 proc., na koniec pierwszego kwartału przyszłego roku 6,5 proc. - i to będzie szczyt, potem inflacja będzie stopniowo spadać, do 6,0 na koniec drugiego kwartału 2025, 4,3 proc. na koniec trzeciego kwartału i 3,8 proc. na koniec przyszłego roku.
W najbliższym czasie inflacja będzie rosła, głównie przez ceny energii, co już się zresztą wydarzyło. Ceny żywości naszym zdaniem także będą zaskakiwać nieco w górę - częściowo przez opóźniony efekt powrotu do wyższego VAT, a także przez efekty sezonowe i pogodowe. Inflacja bazowa będzie też rosnąć coraz bardziej dynamicznie - znajdzie się powyżej 4 proc.
- mówi Arkadiusz Balcerowski.
Cała polska gospodarka ma rosnąć coraz szybciej. Po niespodziewanie dobrym odczycie dynamiki PKB za drugi kwartał (przypomnijmy: 3,2 proc., z odbiciem w inwestycjach, którego nikt się nie spodziewał), w trzecim PKB pójść w górę o 4 proc., a w czwartym o 4,5 proc. I taki poziom wzrostu mamy według mBanku zachować jeszcze przez kolejne trzy kwartały.
Napędzać nas będzie przede wszystkim jeden silnik: "spożycie prywatne napędzane poprawą realnego funduszu płac (sektor prywatny oraz sfera budżetowa) oraz waloryzacją programu 500+" - pisze mBank w raporcie. Inwestycje widzi w okolicach zera, być może z lekkim wzrostem. - Dopiero w przyszłym roku widzimy wzrost inwestycji w okolicach 10 proc., ich wkład do wzrostu gospodarczego będzie zdecydowanie większy, przede wszystkim dzięki środkom z KPO. Konsumpcja nadal będzie jednak mocna, jej wzrosty utrzymają się w okolicach 4 proc., co będzie dobrym wynikiem, jeśli wziąć pod uwagę tegoroczną, wysoką bazę odniesienia - prognozuje ekonomista w rozmowie z nami.