Sprzedaż detaliczna (w cenach stałych) we wrześniu spadła o 3 proc. rok do roku - podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). Spodziewano się wprawdzie spowolnienia - średnia oczekiwań zakładała wzrost na poziomie 2,1 proc. wobec +2,6 proc. w sierpniu, ale spadek, i to tak głęboki, jest dużym zaskoczeniem. Sprzedaży na minusie nie mieliśmy od grudnia zeszłego roku. Tylko w jednym miesiącu, czyli w porównaniu do sierpnia 2024, sprzedaż zmniejszyła się aż o 5,7 proc.
W ujęciu rok do roku najsłabiej wygląda to w kategorii "tekstylia, odzież, obuwie", gdzie sprzedaż spadła aż o 12,5 proc. W przypadku mebli, artykułów rtv i agd skurczyła się o 8 proc. Sprzedaż w ważnej kategorii - żywność (połączona z napojami i wyrobami tytoniowymi) była o 7,6 proc. niższa niż we wrześniu ubiegłego roku. W przypadku paliw spadła o 4,8 proc., a w dość szerokiej kategorii "prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach" o 2,8 proc.
Wzrosła sprzedaż samochodów - o 11,2 proc. rok do roku i w kategorii "farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny" - o 5,2 proc.
Określenie o sprzedaży w cenach stałych oznacza, że we wrześniu kupiliśmy o tyle więcej produktów czy towarów niż rok temu - to ujęcie wyłącza czynnik zmian cen. Ceny uwzględnia za to sprzedaż w cenach bieżących. Spadła ona o 2,2 proc. rok do roku - to znaczy, że za te wszystkie zakupy zapłaciliśmy o 2,2 proc. mniej (ale też wyraźnie mniej kupiliśmy).
Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) w szybkim komentarzu na X podkreśla, że Polacy wolą pieniądze odkładać zamiast je wydawać. "Gospodarstwa domowe wolniej zwiększają konsumpcję na rzecz odbudowy oszczędności. Badania koniunktury sugerują, że taka tendencja utrzyma się w najbliższych miesiącach. Wskaźnik prognoz dotyczących przyszłego oszczędzania utrzymuje się od sierpnia na poziomie 6 pkt. – to najwyższe poziomy w historii badania" - piszą.
Znacznie mocniej szokujące pogorszenie w danych o sprzedaży skomentowali ekonomiści mBanku. "Konsument umarł. Sprzedaż detaliczna we wrześniu fatalna i aż trudno uwierzyć w tak dużą pomyłkę konsensusu prognoz oraz sam wynik. Co tu się podziało? Słabość widać po całej linii. Gdyby nie sprzedaż samochodów, byłby dużo gorzej" - napisali. Odwołali się też do samego GUS z prośbą o komentarz danych według regionów, zastanawiając się, czy wpływu na taki rozjazd z oczekiwaniami nie miała na przykład powódź. "Po słabej dynamice płac RPP zyskuje nowy, poważny argument za cięciami. Silnik konsumpcyjny zatarł się" - czytamy we wpisie ekspertów.
"To jest bez dwóch zdań jeden z najgorszych odczytów sprzedaży detalicznej, jakie kiedykolwiek widzieliśmy" - to z kolei komentarz ekonomistów Pekao SA. Zauważają oni jednocześnie, że dzisiejsze dane GUS są problematyczne, bo "nie mają sensu w kontekście tego, co działo się w polskiej gospodarce w ostatnim miesiącu (trendy z poprzednich miesięcy, nastroje, stan rynku pracy, dynamika dochodów gospodarstw domowych, etc.)".
"Duże negatywne zaskoczenie!" - piszą eksperci ING, dodając, że rozczarowujące dane o sprzedaży detalicznej "sugerują wyhamowanie wzrostu konsumpcji w 3kw24. Wzrost PKB w 3kw24 nie przekroczył 3%r/r".
Ekonomiści PKO BP szukając powodów spadku sprzedaży, znajdują pewne uspokajające argumenty. Ich zdaniem "dane znajdowały się pod negatywnym wpływem kalendarza (jedna sobota mniej niż przed rokiem), ale wynik i tak rozczarowuje, słabość sprzedaży jest dość szeroka. Impuls konsumpcyjny najpewniej wygasa, co może być związane z hamującym wzrostem realnych dochodów. Warto przy tym pamiętać, że konsumpcja ogółem zapewne radzi sobie lepiej, a popyt na usługi jest wciąż silniejszy, niż na towary.