Dramatycznie słabe dane ze sklepów. "Konsument umarł". Sprzedaż detaliczna niespodziewanie spadła

Maria Mazurek
"Konsument umarł", "duże negatywne zaskoczenie!", "nie mają sensu". Eksperci są zszokowani danymi. Bo rozczarowanie to mało powiedziane. Sprzedaż detaliczna mocno spadła. Tego się nikt nie spodziewał.
Zakupy, zdjęcie ilustracyjne.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Sprzedaż detaliczna (w cenach stałych) we wrześniu spadła o 3 proc. rok do roku - podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). Spodziewano się wprawdzie spowolnienia - średnia oczekiwań zakładała wzrost na poziomie 2,1 proc. wobec +2,6 proc. w sierpniu, ale spadek, i to tak głęboki, jest dużym zaskoczeniem. Sprzedaży na minusie nie mieliśmy od grudnia zeszłego roku. Tylko w jednym miesiącu, czyli w porównaniu do sierpnia 2024, sprzedaż zmniejszyła się aż o 5,7 proc. 

Zobacz wideo Glapiński o polskim cudzie gospodarczym: góra złota i skok PKB

Zaskakujący spadek sprzedaży detalicznej. Gdzie największy? 

W ujęciu rok do roku najsłabiej wygląda to w kategorii "tekstylia, odzież, obuwie", gdzie sprzedaż spadłao 12,5 proc. W przypadku mebli, artykułów rtv i agd skurczyła się o 8 proc. Sprzedaż w ważnej kategorii - żywność (połączona z napojami i wyrobami tytoniowymi) była o 7,6 proc. niższa niż we wrześniu ubiegłego roku. W przypadku paliw spadła o 4,8 proc., a w dość szerokiej kategorii "prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach" o 2,8 proc. 

Wzrosła sprzedaż samochodów - o 11,2 proc. rok do roku i w kategorii "farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny" - o 5,2 proc.

Określenie o sprzedaży w cenach stałych oznacza, że we wrześniu kupiliśmy o tyle więcej produktów czy towarów niż rok temu - to ujęcie wyłącza czynnik zmian cen. Ceny uwzględnia za to sprzedaż w cenach bieżących. Spadła ona o 2,2 proc. rok do roku - to znaczy, że za te wszystkie zakupy zapłaciliśmy o 2,2 proc. mniej (ale też wyraźnie mniej kupiliśmy). 

Co mówią eksperci?

Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) w szybkim komentarzu na X podkreśla, że Polacy wolą pieniądze odkładać zamiast je wydawać. "Gospodarstwa domowe wolniej zwiększają konsumpcję na rzecz odbudowy oszczędności. Badania koniunktury sugerują, że taka tendencja utrzyma się w najbliższych miesiącach. Wskaźnik prognoz dotyczących przyszłego oszczędzania utrzymuje się od sierpnia na poziomie 6 pkt. – to najwyższe poziomy w historii badania" - piszą. 

Znacznie mocniej szokujące pogorszenie w danych o sprzedaży skomentowali ekonomiści mBanku. "Konsument umarł. Sprzedaż detaliczna we wrześniu fatalna i aż trudno uwierzyć w tak dużą pomyłkę konsensusu prognoz oraz sam wynik. Co tu się podziało? Słabość widać po całej linii. Gdyby nie sprzedaż samochodów, byłby dużo gorzej" - napisali. Odwołali się też do samego GUS z prośbą o komentarz danych według regionów, zastanawiając się, czy wpływu na taki rozjazd z oczekiwaniami nie miała na przykład powódź. "Po słabej dynamice płac RPP zyskuje nowy, poważny argument za cięciami. Silnik konsumpcyjny zatarł się" - czytamy we wpisie ekspertów. 

"To jest bez dwóch zdań jeden z najgorszych odczytów sprzedaży detalicznej, jakie kiedykolwiek widzieliśmy" - to z kolei komentarz ekonomistów Pekao SA. Zauważają oni jednocześnie, że dzisiejsze dane GUS są problematyczne, bo "nie mają sensu w kontekście tego, co działo się w polskiej gospodarce w ostatnim miesiącu (trendy z poprzednich miesięcy, nastroje, stan rynku pracy, dynamika dochodów gospodarstw domowych, etc.)". 

"Duże negatywne zaskoczenie!" - piszą eksperci ING, dodając, że rozczarowujące dane o sprzedaży detalicznej "sugerują wyhamowanie wzrostu konsumpcji w 3kw24. Wzrost PKB w 3kw24 nie przekroczył 3%r/r". 

Ekonomiści PKO BP szukając powodów spadku sprzedaży, znajdują pewne uspokajające argumenty. Ich zdaniem "dane znajdowały się pod negatywnym wpływem kalendarza (jedna sobota mniej niż przed rokiem), ale wynik i tak rozczarowuje, słabość sprzedaży jest dość szeroka. Impuls konsumpcyjny najpewniej wygasa, co może być związane z hamującym wzrostem realnych dochodów. Warto przy tym pamiętać, że konsumpcja ogółem zapewne radzi sobie lepiej, a popyt na usługi jest wciąż silniejszy, niż na towary.

Maria Mazurek
Więcej o: