Tego jeszcze nie było. Rekordowo dużo Polaków szuka okazji do zmiany pracy. I co? Jest problem

Maria Mazurek
Jest super, więc o co chodzi? - Stopy bezrobocia coraz mniej mówią nam o tym, co się dzieje na rynku - mówi Łukasz Komuda, ekonomista i analityk rynku pracy. Co się zatem dzieje?
DLOGD
Fot. Jan Rusek / Agencja Wyborcza.pl

Polski rynek pracy ma się świetnie - tak to wygląda, jeśli spojrzeć na twarde dane. Bezrobocie mamy najniższe w historii i w zasadzie trudno będzie zbić je jeszcze bardziej. Dotykamy poziomu bezrobocia tzw. strukturalnego - w zasadzie wszyscy, którzy chcą, pracę mają.

- Zwróciłbym uwagę na to, że stopa bezrobocia rejestrowanego według wstępnych danych resortu pracy w marcu wynosi 5,3 proc. Według badania BAEL w czwartym kwartale to 2,8 proc., czyli niewiele więcej niż minimalna stopa bezrobocia, jaką zarejestrowaliśmy w tym badaniu (2,6 proc.) - mówi Łukasz Komuda z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Możemy też wreszcie odtrąbić sukces, bo Eurostat przyznał nam pierwsze miejsce w rankingu jako państwu z najniższą stopą bezrobocia w lutym - 2,6 proc. W tym momencie ścigamy się już z Japonią

- dodaje ekspert rynku pracy. Polską jasną plamę bezrobocia widać dobrze na poniższej mapce Eurostatu. 

Płace jeszcze niedawno rosły w dwucyfrowym tempie - już się z tym wprawdzie pożegnaliśmy, ale jeśli uwzględnić inflację, wynagrodzenia są nadal "na plusie". A jednak nie jest do końca tak różowo, jakby się wydawało i wcale nie chodzi o medialne zwolnienia grupowe. 

Gdzie jest praca? Rekordowo dużo osób rozgląda się za nową

Z najnowszego Monitora Rynku Pracy firmy Randstad wynika, że 12 proc. Polaków w pierwszym kwartale tego roku aktywnie szukało nowej pracy. Kolejnych 47 proc. regularnie przeglądało oferty. Łącznie 59 proc. zastanawia się nad zmianą zatrudnienia i rozgląda za okazją, by to zrobić. To rekordowo dużo w historii prowadzenia tego badania (od 2010 roku). Zaledwie 41 proc. badanych w ogóle nie rozważa zmiany pracy. 

Największy odsetek aktywnie szukających nowego zatrudnienia występuje w sektorze edukacji (17 proc.), hotelarstwa i gastronomii (16 proc.), w transporcie i logistyce oraz administracji publicznej (po 15 proc.). W ujęciu stanowisk są to przede wszystkim mistrzowie i brygadziści, sprzedawcy i kasjerzy oraz pracownicy biurowi i administracyjni. Jednak jeśli spojrzeć na tych, którzy za ofertami się "tylko" na spokojnie rozglądają, wygląda to inaczej. Bo robi tak aż 70 proc. badanych inżynierów, 53 proc. sprzedawców oraz po 50 proc. specjalistów i pracowników fizycznych niewykwalifikowanych. W branżach na pierwszym miejscu w tym ujęciu znalazł się handel. 

Jak długo trzeba szukać nowej pracy? 

I teraz pewna zagadka: Polacy chcą zmienić pracę, ale nie bardzo to robią. Rotacja nie jest duża, a ostatnio jej poziom znajduje się poniżej średniej z minionej dekady (19 proc. badanych zmieniło miejsce pracy). Z czego to wynika? 

- Kumuluje się pewne niezadowolenie, gotowość do zmiany pracy, ale niewiele się zmienia, jeśli chodzi o rotację - między innymi dlatego, że znalezienie pracy trwa coraz dłużej. Dostępność ofert pracy, ich atrakcyjność, jest słabsza niż rok-dwa lata temu. Drugim czynnikiem pokazującym, dlaczego nie rośnie rotacja pracowników, jest spadający odsetek osób przekonanych, że jeśli stracą zatrudnienie, znajdą kolejne w ciągu sześciu miesięcy - zwraca uwagę Mateusz Żydek z firmy Randstad. 

Zobacz wideo Co się dzieje na rynku pracy? "Obawa bezrobocia jest jednym z największych lęków w Polsce"

Jeśli chodzi o pierwszy z wymienionych powyżej powodów, to wynosi on 3,3 miesiąca - tyle średnio trwa poszukiwanie nowego zatrudnienia w Polsce. Czas ten rośnie od połowy 2022 roku i obecnie znajduje się na - znów - rekordowym w historii omawianego badania poziomie. Drugi wskaźników wciąż wydaje się być wysoko - w pierwszym kwartale tego roku 83 proc. pracowników uważało, że w razie potrzeby ciągu pół roku znajdą jakąkolwiek pracę (jakąkolwiek - nie przynajmniej tak dobrą, jak obecna). Pod koniec zeszłego roku ten odsetek wynosił 85 proc., a rok temu 88 proc. 

Stopy bezrobocia coraz mniej mówią nam o tym, co się dzieje na rynku. A na tym rynku widzimy kurczenie się liczby miejsc pracy. To nie jest jeszcze zjawisko bardzo duże, ale znaczące. Kurczy się baza miejsc pracy - tak duże spadki mieliśmy ostatnio w 2010 roku, jeśli pominąć okres pandemii. A spadki te obserwowane są od 17 miesięcy

- zwraca uwagę Łukasz Komuda. - Wolnych miejsc pracy jest 91 tysięcy - ostatnio tak mało było w 2016 roku (znowu pomijając anomalię okresu lockdownów). Nie ma wybuchu niepokoju, ale widać już, że spada zadowolenie z pracy. Pracownicy zauważają, że miejsc pracy jest mniej, że na rynku robi się ciaśniej, że dostępność ofert nie jest tak obfita jak rok-dwa lata temu, nie mówiąc o tym, co było przed pandemią - dodaje. 

Zgodnie z badaniem, 71 proc. Polaków jest zadowolonych ze swojej pracy. Niby dużo, ale też odsetek ten spada od kilku edycji badania Randstad. Doniesienia o zamykanych fabrykach i zwolnieniach grupowych choć nie odbiegających jeszcze bardzo istotnie w liczbie od wieloletniej średniej, jednak oddziałują na wyobraźnię. Lekko podwyższone są obawy dotyczące utraty pracy: jako duże takie ryzyko wskazuje 9 proc. badanych. W ostatnich latach odsetek ten był na poziomie 7 proc., ale to też nadal mniej niż w czasie pandemii, kiedy sięgał 16 proc. 

- Co ciekawe, najmocniej takie ryzyko widzi management - zauważa Mateusz Żydek. Z czego to wynika? - Widać trend optymalizacji rozpiętości zarządzania, czyli liczby menedżerów w firmach i oraz wskaźnika liczby pracowników szeregowych przypadających na jednego menedżera. Taka ocena może też wynikać z pewnej większej świadomości kadry menedżerskiej co do sytuacji firmy czy branży - wyjaśnia. 

Dlaczego kurczy się liczba miejsc pracy? 

I teraz, co dzieje się takiego, że wolnych etatów jest coraz mniej? - Najpowszechniejszym powodem moim zdaniem jest to, że firmy w czasie globalnych zawirowań gospodarczych w pierwszej kolejności starają się nie ciąć etatów, obawiając się, że trudno będzie je potem zapełnić. Poza tym firmy etaty mrożą. Polega to na tym, że kiedy pracownik odchodzi z pracy, czy to zmieniając pracodawcę, czy też przechodząc na emeryturę, jego etat nie wraca na rynek. Od trzech lat mamy sytuację, w której więcej osób schodzi z rynku pracy, niż na niego wchodzi - mówi mi Mateusz Żydek. 

Wymienione przez niego zjawiska na razie równoważą nam rynek pracy. Ale w przyszłości, niekoniecznie odległej, mogą stać się problemem. W pewnym momencie firmy zaczną odmrażać rekrutacje, a wtedy może się okazać, że nie bardzo jest kogo zrekrutować, bo brakuje kandydatów z odpowiednimi kompetencjami. 

Pomóc mogą dwa czynniki. Pierwszym jest szerszy strumień środków w UE płynący do Polski, m.in. z KPO. Już teraz widać, że są branże, które na to się szykują - w tym przede wszystkim budowlanka, licząca na duże planowane inwestycje. Drugim jest wzmożenie inwestycyjno-militarne w Europie, w tym przede wszystkim u naszego, w Niemczech. To może sprawić, że wzrośnie rotacja pracowników w firmach, według Mateusza Żydka nawet do okolic 25 proc. (to sporo, proszę sobie wyobrazić, że w ciągu kwartału rezygnuje z zatrudnienia jedna czwarta zatrudnionych w danym miejscu pracy). Do tego Polskę czeka w zasadzie przebudowa energetyki: wielkie projekty rozwoju nisko lub zeroemisyjnych źródeł energii. Tyle że - znów - jak na razie nie bardzo mamy kadry do obsadzenia takich nowych stanowisk.

Mateusz Żydek wymienia trzy jego zdaniem ważne lekcje do odrobienia: 

- Już teraz pilnie w zasadzie powinniśmy się zastanowić, jak przygotowujemy kompetencje pracowników na przyszłość - na przykład na zmiany w sektorze energetycznym, nowe technologie w energetyce. Drugim kluczowym zagadnieniem jest to, jak alokujemy zasoby pracowników z zagranicy. Naturalnym jest, że migracja wiąże się z niskimi zarobkami na początku, ale pytanie, czy takim pracownikom oferujemy rozwój oraz czy relacje z nimi sprawiają, że będą oni skłonni zostać w naszym kraju. Trzeci temat to automatyzacja, która pracodawców trochę by ratowała, gdyby nie pandemia, spowolnienie gospodarcze i rosnące koszty pracy, nie sprawiały, że firmy nie mają budżetów inwestycyjnych.

Ostatni z wymienionych przez niego trendów na rynku pracy kojarzy się, razem ze sztuczną inteligencją, negatywnie. - Obecna sytuacja wskazuje, że mogą nas uratować przed niedoborem pracowników. Jedynym negatywnym aspektem, jaki widzę, jest to, czy zdążymy tych, którzy stracą zatrudnienie przez automatyzację, przygotować do tego, by z tymi automatami współpracowali na zmienionych stanowiskach. Po każdej rewolucji przemysłowej przez kilka lat trwało tąpniecie na rynku pracy. Potem jednak rynek wracał do stabilności, albo nawet rozwoju. Dobrze by było, żebyśmy już teraz myśleli o tym, jak zamortyzować to przyszłe rozchwianie - podsumowuje Mateusz Żydek. 

Czytaj też: Polskie firmy mają poważny problem. Za mało młodych pracowników. "Brak umiejętności"

Randstad prowadzi Badanie Monitor Rynku Pracy od 2010 roku. Biorą w nim udział osoby pracujące przynajmniej 24 godziny w tygodniu, zarówno na umowie o pracę, jak i umowach cywilnoprawnych, a także samozatrudnieni (o ile posiadają stałą umowę o świadczenie usług jednej firmie) w wieku 18-64 lata. Za pomocą metody CAWI, wspomaganego komputerowo wywiadu realizowanego przez Instytut Badań Pollster za pośrednictwem strony www, w dniach 21 lutego - 2 marca 2025 roku w badaniu wzięła udział grupa 1000 respondentów, reprezentatywna ze względu na wiek, płeć i region zamieszkania. Maksymalny błąd statystyczny dla próby wynosi +/- 3,1 proc.

Maria Mazurek
Więcej o: