Szef InPostu Rafał Brzoska skomentował aferę wokół Krajowego Programu Odbudowy. "KPO = Koniec Programu Odbudowy. Z głupoty? Z pośpiechu? Z ludzkiej pazerności? Z braku procesu i zasobów ludzkich do sprawnej oceny merytorycznej wniosków i odsiania plew od dobrego ziarna?" - napisał w piątek 8 sierpnia na platformie X. "Żal, że tak ważny dla Polski i polskiej gospodarki i inwestycji program kończy w taki sposób, bo chyba nikt nie ma już wątpliwości, że to koniec" - dodał. W osobnym wpisie Rafał Brzoska napisał, że jest mu żal projektów, które stworzono dzięki KPO, a zostały "przyćmione zakupami ekspresów, jachtów, czy swingers clubów (jeśli doniesienia prasowe są prawdziwe)". Prezes InPostu stwierdził również, że żaden "dobry urzędnik" nie zaakceptuje nawet najlepszego rozwojowego projektu "ze strachu". "Nastąpi paraliż i Polska straci te środki bezpowrotnie" - podkreślił.
Jak informowała ministerka funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz na program wsparcia przedsiębiorców z sektora hotelarsko-gastronomicznego (HoReKa) przeznaczono 0,5 proc. z KPO. "Wydano z tego 10 proc. Niekoniecznie bez sensu jak sugerują media. I to ma być koniec KPO? Naprawdę warto chwilę pomyśleć" - skomentował Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych w domu inwestycyjnym Xelion. Do afery wokół KPO odniósł się również dziennikarz ekonomiczny Rafał Hirsch. "Historia o tym, że pieniądze z KPO idą na jakieś tam zbytki i pierdoły, to jest nowa wersja historii o tym, że pieniądze z 500 plus idą na wódkę" - napisał na platformie X.
Afera wokół Krajowego Planu Odbudowy zaczęła się, gdy ujawniono, na jakie cele branża gastronomiczna i hotelarska wyda pieniądze. Przedsiębiorcy przeznaczali dotacje z KPO m.in. na zakup jachtów, ekspresów do kawy, sauny i maszyny do lodów. Jak poinformował "Fakt", pieniądze z KPO otrzymał również klub swingersów działający w Lublińcu (35 km od Częstochowy). - Prowadzę działalność od 2007 r. Miałem knajpki, wcześniej była tu dyskoteka, dopiero po covidzie powstał tu klub swingersów - powiedział w rozmowie z gazetą Rafał Kulejewski, właściciel firmy. - Dotacja, o którą wystąpiłem, to właśnie pomoc pocovidowa na rozszerzenie działalności gospodarczej. Idea była taka, by zbudować "drugą nogę", tak by w razie kolejnego kryzysu można było się utrzymać - dodał. Przedsiębiorca wyjaśnił, że za pieniądze z dotacji kupił maszynę do działalności metalurgicznej. Kosztowała 600 tys. zł. - Dotacja, jaką dostałem wyniosła 400 tys. zł, więc musiałem mieć 200 tys. wkładu własnego. To nie były pieniądze, które leżały na ulicy. Wziąłem kredyt w banku, ryzykując, czy ten interes wypali - podkreślił Rafał Kulejewski. Mapa KPO, na której można sprawdzić, które firmy otrzymały dotacje i na jaki cel, znajduje się na stronie internetowej www.kpo.gov.pl/mapy.
Czytaj więcej o aferze wokół KPO: "Cicha dymisja za aferę ws. KPO. Teraz wszystko wyszło na jaw. 'Zero tolerancji'".
Źródła:Rafał Brzoska (X), Piotr Kuczyński (X), Rafał Hirsch (X), Fakt