Centralny Port Komunikacyjny (CPK), a właściwie jego kształt, to jeden z kluczowych punktów niezgody między Karolem Nawrocki a rządem Donalda Tuska. Jedną z pierwszych decyzji prezydenta było podpisanie inicjatywy, która popierała powrót do koncepcji PiS-u. Czym różni się od obecnej? Przede wszystkim koncepcją Kolei Dużych Prędkości. W pierwotnej wersji miały powstać "szprychy" łączące CPK połączeniami kolejowymi z mniejszymi ośrodkami w kraju. Pociągi miały na tych trasach jeździć z prędkością 250 km/h. Nowa koncepcja zakłada 320 km/h, ale zredukowanie liczby tras i postawienie na tzw. Y (Warszawa-Poznań-Wrocław). To urzeczywistnienie "Polski w 100 minut", którą obiecywał rząd.
- Domagam się jednoznacznie powrotu do zrównoważonego rozwoju i do tego, aby Centralny Port Komunikacyjny nie był kołem bez szprych, a był kołem ze wszystkimi szprychami - podkreślał Karol Nawrocki. Money.pl dotarło do analizy, którą ma na biurku prezydent, a na podstawie której ściera się z rządem ws. CPK. Wyliczono w niej m.in., że zwiększenie prędkości da marginalny zysk czasowy (3-5 minut na odcinku 100-150 km) oraz że szybsze pociągi będą doganiać wolniejsze, co ograniczy przepustowość - zagrożeni w tej sytuacje są zwłaszcza regionalni przewoźnicy.
Ważną kwestią są też finanse. Wyliczono, że nowa koncepcja oznacza zwiększenie kosztów budowy i utrzymania infrastruktury o 10-20 proc., zwiększenie kosztów zakupu taboru o ok. 30 proc. oraz zwiększenie zużycia energii trakcyjnej nawet o 70 proc. Ma to przełożyć się na ceny biletów, przez co szybsze połączenia będą droższe. Do tego wskazano wątpliwości, że nie ma polskich firm, które byłyby w stanie wziąć udział w przetargu na produkcję pociągów rozpędzających się do takiej prędkości.
Money.pl zwróciło się do resortu infrastruktury, aby odniosło się do zarzutów, które zawarto w prezydenckiej analizie. Zauważono, że prędkość 250 km/h i tak będzie możliwa do osiągnięcia w Polsce już za dwa lata - "bez budowy kosztochłonnej inwestycji, jaką jest Kolej Dużych Prędkości". Dlatego rząd celuje w prędkość powyżej 300 km/h, jak to ma miejsce w reszcie Europy. Uważa, że nie zwiększy to znacząco kosztów samej inwestycji. Resort nie zgadza się także z zarzutem, że wyklucza polskich inwestorów. "Część z firm posiada zakłady produkujące tabor w Polsce oraz polskich podwykonawców dostarczających komponenty, a niektórzy producenci taboru dużych prędkości zawarli porozumienia o współpracy z polskimi producentami taboru" - zapewniono.
- Niepotrzebnie ktoś wpuszcza nowego Prezydenta, który ma czystą kartę, na minę. Poproszono go o podpisanie ustawy, która zmniejsza paramenty projektu CPK, na przykład w komponencie Kolei Dużych Prędkości - mówił minister infrastruktury Dariusz Klimczak. - My chcemy budować prawdziwe KDP, jeżdżące z prędkością 350 km/h, a nie poruszające się z prędkością 250 km/h. Tyle się jeździ w Europie, a my chcemy budować najszybszą KDP w Europie. Z prędkością 250 km/h kolej dużych prędkości jeździ w Rosji. U nas tyle będą jeździły pociągi na istniejącej Centralnej Magistrali Kolejowej już za dwa lata - powiedział minister infrastruktury.
Minister poinformował także, że wykupione jest już prawie 100 ha ziemi pod Kolej Dużych Prędkości. Chodzi o odcinek między Łodzią a Warszawą. Potrzeba jeszcze ponad 200 ha. - Mamy już deklaracje podpisania aktów notarialnych. W sumie jak podpiszemy te akty mamy ponad 80 proc. wykupionych nieruchomości zabudowanych pod Kolej Dużych Prędkości - podkreślał minister. Na trasie Warszawa-Łódź prace dot. CPK postępują najszybciej. Trwa wykup nieruchomości i rozpoczęły się prace budowlane. W tym roku mają zostać złożone wnioski o pozwolenie na budowę kluczowych elementów, jak terminal lotniska w Baranowie oraz tunel kolejowy pod Łodzią o długości 4,6 km, które mają być gotowe do 2032 roku.
Przeczytaj też: PiS zadrwiło z Mentzena. "To mały Balcerowicz". Konfederacja wściekła. "Koniec z tym".
Źródła: Money.pl, IAR, Next.gazeta.pl, Portal Samorządowy, Ministerstwo Infrastruktury