USA i Chiny okładają się cłami. Nowe właśnie wchodzą w życie. "Otwarta walka"

W amerykańskich i chińskich portach zaczęły obowiązywać nowe przepisy, które uderzają w międzynarodowy transport morski. Napięcie na linii Donald Trump - Xi Jinping rośnie.
Prezydent USA Trump wsiada na pokład Air Force One w drodze do Szarm el-Szejk.
Fot. REUTERS/Evelyn Hockstein

Wojna handlowa między Chinami a Stanami Zjednoczonymi wchodzi w kolejną fazę. Od wtorku (14 października) w tych państwach zaczęły obowiązywać nowe opłaty portowe. Statki zbudowane, posiadane lub obsługiwane przez Chiny, które wpłyną do amerykańskich portów, będą musiały zapłacić dodatkowo 18-50 dolarów za tonę netto lub 120 dolarów za kontener. Stawki mają rosnąć do 2028 r. Jeśli Chińczycy nie zapłacą, Amerykanie mogą odmówić rozładunku. Chińczycy odpowiedzieli analogicznymi restrykcjami.  

Wojna handlowa w portach

Rzecznik chińskiego resortu transportu podkreślał, że działania USA cechują się "jednostronnością i protekcjonizmem". - Mają wyraźnie dyskryminujący charakter i poważnie szkodzą uzasadnionym interesom chińskiego przemysłu morskiego oraz globalnym łańcuchom dostaw - podkreślał. Zaapelowano też do Waszyngtonu o "natychmiastową korektę błędnych praktyk i zakończenie bezzasadnego ucisku chińskiego przemysłu morskiego". Amerykanie, którzy pierwsi nałożyli dodatkowe opłaty, tłumaczyli działanie chęcią zrównoważenia dominacji Chin w światowym budownictwie okrętowym i zachętą do składania zamówień na statki budowane w USA. 

Zobacz wideo Obalić Chiny w 3 lata? Historia Guo Wengui

Eskalacja konfliktu

"Wojna handlowa między USA a Chinami przerodziła się z kruchego rozejmu w otwartą walkę. Jej intensywność jeszcze się zaostrza, gdy oba kraje podnoszą właśnie opłaty za statki handlowe przybywające do portów obu krajów. To posunięcie, które w przypadku USA może doprowadzić do wzrostu kosztów dla konsumentów i spadku importu z Azji" - ocenia portal Politico. Wstępne szacunki pokazują, że dodatkowe opłaty będą kosztować armatorów ponad 3 miliardy dolarów rocznie. 

Napięcie na linii USA-Chiny wzrosło po tym, jak Państwo Środka zapowiedziało, że ogranicza eksport niektórych pierwiastków ziem rzadkich, potrzebnych do produkcji zaawansowanych technologicznie produktów, w tym półprzewodników, pojazdów elektrycznych i myśliwców odrzutowych. Donald Trump w odwecie zaordynował wprowadzenie 100-procentowego cła na produkty chińskie od 1 listopada. 

Sytuacja deeskaluje?

Sekretarz Skarbu Scott Bessent poinformował w poniedziałek, że Stany Zjednoczone prowadzą rozmowy z Chinami na temat sposobów deeskalacji wojny handlowej, która rozgorzała na nowo. - W weekend odbyła się intensywna komunikacja - powiedział Bessent w wywiadzie dla Fox Business, dodając, że w tym tygodniu w Waszyngtonie spodziewane są kolejne rozmowy. Zdradził też, że prezydent Donald Trump spotka się z przewodniczącym Chin Xi Jinpingiem w Korei Południowej pod koniec października. 

- To jest walka Chin ze światem. Wycelowali bazuką w łańcuchy dostaw i bazę przemysłową całego wolnego świata, a my się na to nie zgodzimy. Grupa biurokratów w Chinach nie może nam i naszym sojusznikom mówić, jak mamy zarządzać naszym systemem dostaw - mówił Bessent. - Uważam, że Chiny są otwarte na dyskusję na ten temat. A jeśli nie, to my mamy po swojej stronie potężne dźwignie… za które możemy pociągnąć - dodawał. Liczy, że po stronie USA staną Europa, Indie oraz inne państwa Azji.

Przeczytaj też: Dotarliśmy do listu z UE. Szykuje się na zagrożenie. Ten region pod szczególną uwagą. "Ochrona ludzi i miast".

Źródła: Politico, IAR, Reuters, Trans.info

Więcej o: