Nadchodzi rewolucja na rynku pracy? Jest propozycja dużej reformy. Poważna różnica zdań w rządzie

Od nowego roku na rynku pracy może dojść do prawdziwej rewolucji. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chce się wziąć za tzw. śmieciówki. Wewnątrz rządu pojawiają się jednak głosy sprzeciwu.
Wiceminister Michał Jaros
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej forsuje dużą reformę na rynku pracy, który budzi coraz więcej kontrowersji w rządzie. Zgodnie z nowymi przepisami Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) będzie mogła zdecydować o przekształceniu nieprawidłowo zawartych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Uprawnienia te miałaby zyskać już od przyszłego roku. Michał Jaros, wiceminister rozwoju i technologii sugeruje jednak, by opóźnić wejście nowych przepisów w życie. Jego resort propozycję resortu pracy zaopiniował negatywnie.

Przedsiębiorcy się niepokoją. Dostaną mało czasu?

"Zwalczanie ewentualnych nadużyć na rynku pracy zasługuje na poparcie, nie może jednak prowadzić do nałożenia na przedsiębiorców, w szczególności mikro, małych i średnich, nadmiarowych obowiązków (...). Poprawa skuteczności działania Państwowej Inspekcji Pracy jest potrzebna, niemniej nadmierna regulacja, bez precyzyjnego opisania jej konsekwencji, może mieć negatywne skutki dla przedsiębiorców z sektora MMŚP (sektor mikro, małych i średnich przedsiębiorstw - red.)" - czytamy w opinii. Aby mieli czas na przygotowanie się do nowych przepisów, proponuje, by zaczęły one obowiązywać 6 miesięcy od przyjęcia ustawy. 

Panika u pracodawców już się zaczęła. - Obserwujemy znaczne zainteresowanie klientów tym tematem. Firmy oczekują jak najszybszego zweryfikowania umów zlecenia i umów B2B, które stosują. Obawiają się kontroli PIP w przyszłym roku i natychmiastowego przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, nawet wbrew woli stron takiego kontraktu. Zdarza się też czasem, że sami kontraktorzy domagają się od firm, by ich umowy zostały zweryfikowane przez prawników - relacjonowała w rozmowie z prawo.pl dr Iwona Jaroszewska-Ignatowska, radca prawny, partnerka zarządzająca kancelarią People & Law. 

Zobacz wideo Więcej zarabiają ci, którzy częściej zmieniają pracę

Przedsiębiorcy zapłacą więcej?

Wątpliwości Ministerstwa Rozwoju i Technologii budzi także fakt, że przepisy będą działały wstecz do trzech lat. "To może oznaczać konieczność poniesienia dodatkowych kosztów związanych z ustaleniem wstecznego istnienia stosunku pracy, np. rozliczenia zaległych urlopów czy składek na ubezpieczenie społeczne. Może to spowodować zarówno wzrost kosztów zatrudnienia, jak i powszechne rozwiązywanie dotychczasowych umów oraz zaprzestanie współpracy między przedsiębiorcami" - wylicza Michał Jaros. 

"Mając na uwadze zwiększenie obciążeń i kosztów dla MMŚP oraz inne, szczegółowe rozwiązania przewidziane w projekcie, postuluję modyfikację zaproponowanego terminu wejścia w życie ustawy w stosunku do zaproponowanego 1 stycznia 2026 r., tak aby dać przedsiębiorcom czas na dostosowanie się do projektowanych zmian" - dodał. 

Ministerstwo Pracy broni przepisów

Innego zdania jest ministerka pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która w wywiadzie dla money.pl broniła wprowadzenia nowych przepisów. - Państwo nie może zrzucać ryzyka i kosztów swojej decyzji na pracownika. Jeśli PIP widzi, że zachodzi stosunek pracy, ale pracownikowi odbierane jest prawo do umowy o pracę - powinna móc skutecznie i bez dodatkowej zwłoki zareagować, by natychmiast ukrócić tę sytuację. Bo inaczej koszty zwłoki ponosiłby pracownik, a to sytuacja niedopuszczalna - mówiła. - Części uprawnień pracowniczych nie da się przecież zwrócić po czasie - na przykład urlopu macierzyńskiego czy rodzicielskiego. Dla pracującej matki czy ojca to, że sąd po latach postępowania podtrzyma decyzję PIP, uznając ją za prawidłową, nie zwróci im czasu z dzieckiem - dodała. 

Przeczytaj też: MFW ostrzega Polskę. Radzi podnieść podatki i wiek emerytalny. "Gwałtowne pogorszenie sytuacji".

Źródła: MRiT, Money.pl, Prawo.pl

Więcej o: