Dane przemknęły nieco niezauważone na sam koniec minionego tygodnia, ukryte w zalewie informacji na temat kolejnych działań Donalda Trumpa. Polskie bezrobocie z ruchami amerykańskiego prezydenta nie ma nic wspólnego - w każdym razie bezpośrednio i na ten moment. Wskaźnik wydaje się też kończyć emocjonującą podróż, trwającą przez połowę zeszłego roku.
Stopa bezrobocia rejestrowanego w grudniu wzrosła do 5,7 proc. z 5,6 proc. w listopadzie - podało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej we wstępnym szacunku (dane na ten temat potwierdza później jeszcze Główny Urząd Statystyczny). Ten wzrost nie jest zaskoczeniem, bo właśnie takiego się spodziewano. Do tego jest zgodny z sezonowymi wahaniami. Bez pracy zarejestrowanych było 888,6 tys. osób, to o 15 tys. więcej niż na koniec listopada i nieco mocniejszy wzrost niż rok temu, "ale bez istotnych odchyleń od lat wcześniejszych" - zaznaczają ekonomiści PKO BP.
Eksperci podkreślają też, że w danych widać wygaśnięcie wpływu czynników regulacyjnych - czyli reformy urzędów pracy, przez którą przez kilka miesięcy obserwowaliśmy zawyżony odczyt poziomu bezrobocia.
Zajrzyjmy jednak w szczegóły. Poziom bezrobocia w Polsce mocno się różni w różnych częściach kraju. Negatywnie pod tym względem wybija się tzw. ściana wschodnia (szeroko rozumiana), choć Lubelszczyzna akurat w ścisłej czołówce tym razem się nie znalazła. Najniższą stopę bezrobocia ma jak zwykle Wielkopolska. Tak to wygląda na poziomie województw:
Jeśli chodzi o oferty pracy, to było ich więcej w porównaniu z listopadem jedynie w dwóch województwach - lubuskim i zachodniopomorskim. Wszędzie indziej było ich mniej.
Liczba ofert pracy zgłoszonych przez przedsiębiorców w skali kraju wyniosła w grudniu 20,3 tys. To oznacza potężny spadek wakatów - o 18,8 proc. miesiąc do miesiąca i 66,2 proc. rok do roku. Nie jest to jednak sygnał, że na rynku pracy nastąpiło nagłe załamanie (choć problem mrożenia aktywności firm jeśli chodzi o oferty pracy w zeszłym roku był widoczny). To efekt wspomnianej reformy urzędów pracy, jaka weszła w życie w czerwcu zeszłego roku i o której piszemy regularnie przy omawianiu danych o bezrobociu. "Tak duża skala spadku nie świadczy o narastaniu problemów na rynku pracy, lecz jest wynikiem wspomnianej reformy, w tym m.in. braku testu rynku pracy (przed czerwcem 2025 przedsiębiorcy chcący zatrudnić cudzoziemca musieli uzyskać potwierdzenie, że na lokalnym rynku pracy nie ma bezrobotnych, którzy mogliby tę pracę podjąć)" - wyjaśniają ekonomiści PKO BP.