Nowe przepisy miały ograniczyć pobieranie dopłat przez właścicieli gruntów, którzy nie prowadzą działalności rolniczej. Prezydent stwierdził, że "przepisy premiują wielkie podmioty, a od małych rolników wymagają udowadniania swojej aktywności poprzez skomplikowaną biurokrację". O podpisanie projektu ustawy apelował do prezydenta minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski. Wcześniej premier Donald Tusk napisał w mediach społecznościowych, że "szykują się kolejne weta". "Tak na ślepo, byle zaszkodzić. To nie jest prezydent polskich spraw" - dodał szef rządu.
Po wecie do ustawy o "Aktywnym Rolniku" ponownie głos zabrał minister Krajewski. Według prezydenta Karola Nawrockiego jej wprowadzenie będzie skutkować likwidacją gospodarstw rodzinnych. Natomiast zdaniem ministra rolnictwa i rozwoju wsi Stefana Krajewskiego prezydent swoją decyzją pokazał, że "nie stoi po stronie rolników, a tych, którzy na dopłatach się bogacą kosztem prawdziwych rolników".
We wpisie w mediach społecznościowych szef resortu rolnictwa dodał, że "wiedząc, iż ma słabych doradców", prosił o spotkanie z Karolem Nawrockim, chcąc przedstawić fakty i wytłumaczyć potrzebę "Aktywnego Rolnika". "Niestety, Pan Prezydent nie znalazł czasu na rozmowę o sprawach ważnych dla rolników, a do decyzji wystarczyły partyjne instrukcje z Nowogrodzkiej" - napisał Stefan Krajewski. Zapewnił także, że "rząd 15 października, niezależnie od decyzji prezydenta, stoi po stronie rolników". "Zrobimy wszystko, żeby pieniądze trafiły do aktywnych rolników, a nie rolników z Marszałkowskiej... czy Nowogrodzkiej" - dodał minister we wpisie na portalu X.
Odpowiedział mu szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. "Pańska ustawa odebrałaby dopłaty tysiącom małych polskich gospodarstw" - stwierdził. W jego ocenie "tą złą ustawą" minister rolnictwa próbował "uratować się przed skutkami cięć w budżecie unijnym na rolnictwo" i "ukryć klęskę rządowej polityki w sprawie środków na rolnictwo". Według wpisu Zbigniewa Boguckiego, w wyniku tej polityki w budżecie na lata 2028-2034 na Wspólną Politykę Rolną będzie tylko 24,5 mld euro, czyli jedynie 3,5 mld euro rocznie, podczas gdy za rządów Prawa i Sprawiedliwości było to 25 mld euro na lata 2023-2027, a więc po 5 mld euro rocznie.
Szef Kancelarii Prezydenta odniósł się także do propozycji spotkania. "Obudził się Pan dopiero 16 lutego, na trzy dni przed ostatecznym ustawowym terminem decyzji Prezydenta i chciał się Pan spotkać 19 lutego, tj. w dniu, kiedy decyzja musiała być już podjęta - co jest z Pana strony niepoważne" - napisał Zbigniew Bogucki.
Dodał, że mimo to skontaktował się ze Stefanem Krajewskim i proponował spotkanie 18 lutego, ale minister miał inne zajęcia. "Proszę więc nie manipulować i zamiast proponować szkodliwe dla polskich rolników prawo, zawalczyć o wyższe dopłaty dla polskich gospodarstw" - zwrócił się do szefa resortu rolnictwa.
Ustawa o aktywnym rolniku miała uporządkować system dopłat i jasno wskazać, kto rzeczywiście prowadzi działalność rolniczą. Za aktywnych zawodowo rolników zostałyby uznane osoby, które spełniałyby pewne kryteria, m.in. posiadanie zwierząt lub korzystanie z wybranych płatności, czy wsparcia inwestycyjnego. Pozostali rolnicy musieliby udokumentować, że ponoszą koszty działalności rolniczej lub uzyskują przychody ze sprzedaży produktów rolnych.
W obecnym kształcie dopłaty obszarowe z budżetu Unii Europejskiej pełnią w dużej mierze funkcję wsparcia socjalnego, a nie stricte produkcyjnego. Zakładamy, że 40 proc. osób biorących płatności bezpośrednie obszarowe to 'profesjonalni' rolnicy
- mówiła nam w ubiegłym roku Monika Stanny, dyrektorka Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN.
- Pozostała część, niemal 60 proc., to beneficjenci o bardzo zróżnicowanej strukturze i motywacji. Pasażerowie na gapę. Z jednej strony mamy właścicieli niewielkich gospodarstw, często osoby starsze, prowadzące działalność na minimalną skalę - w wielu przypadkach bez realnych perspektyw rozwojowych. Z drugiej - dużych właścicieli ziemskich, którzy niekiedy traktują ziemię wyłącznie jako źródło dochodu pasywnego. Określani bywali nieformalnie jako "rolnicy z Marszałkowskiej" - posiadacze rozległych areałów, często nieprowadzący na nich aktywnej działalności rolniczej. W takich przypadkach dopłaty obszarowe de facto wspierają nie produkcję, lecz korzystanie z tzw. renty ziemskiej, wynagrodzenia za sam fakt posiadania gruntów - wyjaśniała Stanny.